czwartek, 3 marca 2016

Tanie akcje na GPW - więcej dywidend, wezwań i skupów. Kiedy będzie kolejna hossa?

Przez ostatnie 5 lat polska giełda nie rozpieszczała inwestorów, porównując do parkietów Europy Zachodniej czy USA. Patrząc na wzrost PKB Polski, Niemiec czy USA, nie widać przyczyn, wskutek których odnotowano aż takie rozbieżności.

W ostatnich 5 latach USA znacznie wyżej, polska na minusie

Znajdziemy je patrząc na sentyment inwestorów (szacunki perspektyw) do tzw. rynków wschodzących do których nadal zalicza się Polskę, w porównaniu do sentymentu do rynków rozwiniętych i dolara. W ten sposób odkryjemy, że główną przyczyną słabości polskiego rynku są zjawiska globalne.


Giełda niemiecka (+40%) także lepiej niż polska (na minusie)

Wszystkiego nie należy zrzucać na siły wyższe, jak to czynią politycy gdy im nie idzie. Niestety partie sprawujące rządy w Polsce bardziej skupiały się na utrzymywaniu władzy niż reformowaniu gospodarki czy zmniejszaniu faktycznego zadłużenia kraju.

Zdemontowano Otwarte Fundusze Emerytalne, będące jednymi z głównych kupujących na GPW. Bezpardonowe, niekorzystne dla pozostałych inwestorów interwencje rządu w spółkach gdzie najwięcej akcji ma Skarb Państwa, zniszczyły wartość dla drobnych akcjonariuszy. Doprowadziło to do wycofania się wielu inwestorów zagranicznych i krajowych z polskiej giełdy.

Dobre spóki coraz częściej płacą wysokie dywidendy (stopa 5-10%), znacznie powyżej lokat bankowych. Ogłaszają skupy akcji by wspierać biezące notowania i budować wartość dla zostajacych ze spółką akcjonariuszy. Ma to rekompensować niskie wyceny giełdowe.

Część dominujących inwestorów ogłasza wezwania i wykupuje firmy z rynku. Dzieje się tak, gdy pozostali inwestorzy potrzebują gotówki, lub gdy spółka potrzebuje gotówki a aktualni inwestorzy nie mogą jej pozyskać.

Warto dodać, że tylko na najlepsze firmy ogłaszane są wezwania, takie w których obecny zarząd ma dobry plan rozwoju, albo takie które zagospodarowały rosnący segment rynku. 

Niektórzy łączą wzrost ilości wezwań z uklepywaniem dna na polskiej giełdze, po czym miałaby nastąpić hossa. Obawiam się, że plany polityków przeszkodzą temu i nasz rynek stać co najwyżej na mini hossę, taką jaka wystąpiła jesienią 2013 roku. 

Szacuję że rząd, jaki by nie był, za kilka lat dokona ostatecznego rozbioru OFE, czego widmo nie pozwoli akcjom się mocniej wybić. Kiedy rozbiór nastąpi, jeszcze mocniej spadną obroty a wskaźniki  wyceny co najmniej na kilka kolejnych lat pozostaną na niskich poziomach.

Dlatego jeśli inwestujesz w fundusze polskich akcji długoterminowo, zastanów się czy to ma sens. Jeśli posiadasz akcje polskich wybranych spółkek bezposrednio, nie miej wyjątkowo wygórowanych oczekiwań co do ceny po jakiej warto sprzedać akcje w wezwaniu bo wysokiej ceny możesz nie doczekać.

Wyjątkiem mogą być spółki i fundusze inwestujące w firmy eksportowe. Jeśli tak jak szacuję, rosnące zadłużenie kraju będzie połączone ze słabnącą złotówką, firmy te będą we względnie korzystnej sytuacji.

Odpowiadając na tytułowe pytanie, kiedy będzie kolejna hossa? Prawdziwej hossy ze świecą można szukać. To, czego się spodziewam to marazm, przeplatany silniejszymi odbiciami kiedy rynek przereaguje ze spadkami albo przekona się do "światła w tunelu".

3 komentarze:

  1. (Jak zwykle) trzeźwa analiza wcale nie takiej złej sytuacji.

    Zresztą, po co nam jakaś nadzwyczajna hossa? Zazwyczaj są krótkotrwałe, prowadzą do szybkiego transferu oszczędności podekscytowanych amatorów do kieszeni wytrawniejszych inwestorów, którzy wiedzą, że błyskawiczne wzrosty to tymczasowa sprawa, i nieuchronnie prowadzą do przereagowania w drugą stronę (demolującej bessy).

    A dlaczego niby OFE zasługują na wieczny żywot? Przecież ich najważniejszą rolą nie jest wspieranie wycen polskich spółek i robienie dobrze inwestorom indywidualnym czy branży inwestycjnej. Inna sprawa, że politycy nie wydają się dysponować spójną wizją zmian. Jak w wielu innych sprawach gramy na czas i reagujemy nerwowo na bieżące wydarzenia, a to nie jest w naszym interesie. I do tego OFE też nie zostały powołane.

    Albo to: dlaczego interesy akcjonariuszy zasługują na lepsze traktowanie niż interesy pracowników, dłużników czy innych, którzy nie posiadają kapitału? Jeśli ktoś posiada udziały w spółkach musi być gotowy zarówno na wielkie zyski w dobych czasach, jak i destrukcję kapitału w złych czasach dla całej gospodarki albo branży lub ze względu na indywidualne błędy zarządu (np. nadmierne zadłużenie).

    Ale i tak najważniejsze jest to, że z punktu widzenia racjonalnego inwestora brak hossy totalnej jest wielką zaletą. Wyceny sa niższe, inwestorzy są bardziej wrażliwi na ryzyko, nie są lekkomyślni, nie lekceważą go, czyli premia za ryzyko jest w gruncie rzeczy lepiej skalkulowana, a wszelkie zaskoczenia in plus, szczególnie trwałe i systemowe, będą przynosić bardzo atrakcyjne stopy zwrotu.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Michał

      to co piszesz, można się z tym wszystkim albo większością zgodzić. Pytanie czy te argumenty zostały użyte aby rozwiązanie zaproponować czy tylko zaprzeczyć innym albo podnieść kolejne wątpliwości?

      Z pewnością sa też zalety braku hossy dla kogoś kto buduje pozycję, lecz są i minusy. Budujesz pozycję w czasie niskich cen i oczekujesz hossy by ją spieniężyć i czekać na kolejną hossę. Ciągła bessa to jak widać ograniczenie tej możliwości wynikającej z cykliczności.

      Usuń
  2. No i pięknie. Od artykułu minął 1 rok i 1 miesiąc i hossa w pełni. Zawsze najciemniej jest tuż przed wschodem słońca :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL