piątek, 30 stycznia 2015

Niespłacalny dług we franku

Stało się. Jak wnioskować można było po wywiadach premier Kopacz i członków rządu, władze dogadały się z bankami w kwestii utrzymania kredytobiorców "na kroplówce" a raczej czasowego ograniczeni upuszczania z klientów krwi. Widząc stan przedzawałowy, zalecały klientom odpoczynek, nie interesowanie się kursem franka ani medialnym zamieszaniem. Zamiast tego zalecały skupić się na - a jakże - zbieraniu na wyższą ratę.

Jednocześnie coraz czytelniej widać, jak silne lobby bankowe mamy w Polsce i jak blisko z lobby bankowym współpracuje rząd. Po trzecie - jak skuteczne jest w wyszukiwaniu i rozwijaniu antagonizmów między Polakami.

Największy brak w ogłoszonych deklaracjach to nie odniesienie się do problemu rosnącego kursu franka - gigantyczny wzrost zadłużenia kredytobiorców, nie pokryty wartością nieruchomości i nie dostosowany do zdolności kredytowej.

Począwszy od 2008 roku, średnioroczny wzrost kursu franka do złotówki, z poziomu 2 zł do 3,50 zł na koniec 2014 r. wynosił 8% rocznie. Przy kredycie 30-letnim z 2008 r. rocznie spłacane było ok. 3% kapitału. Jak łatwo wyliczyć, kwota kredytu do spłaty średniorocznie rosła o 5%, mimo spłacania kapitału i odsetek.

W rzeczywistości, zrealizowane i niezrealizowane koszty kredytu frankowego ukształtowały się na poziomie zbliżonym do 8% plus marża banku. Tak było do 15 stycznia 2015 r.

Jeśli uwzględnić obecny kurs CHFPLN = 4,04, okazuje się że średniorocznie kurs franka rósł w tempie 11% rocznie przez 7 lat. Oznacza to średnioroczny koszt razem z marżą banku na poziomie ponad 12% (marża ponad 1%). Co z tego, że oprocentowanie LIBOR kredytu było bardzo niskie, skoro faktyczne koszty kredytu są równoznaczne z dwucyfrowym oprocentowaniem?

Wkrótce będziemy świadkami fali bankructw kredytobiorców frankowych. Pozostali, przez kolejne lata  będą co miesiąc płacić raty kredytu, którego mogą nigdy nie spłacić, do końca życia. Kredyt może, tak jak teraz rosnąć szybciej niż wynoszą jego roczne spłaty.

Jak kredytobiorca nie będzie w stanie płacić rat, bank wydłuży kredyt o 2-5 lat i ten proces może co kilka lat się powtarzać. Po 30 latach spłacania okaże się, że nic nie zostawimy dzieciom, bo hipoteka nadal przekracza wartość nieruchomości.

CHFPLN za ostatnie 10 lat - czy tak stabilny jak opowiadały banki oferując "kredyty we franku"?
Brzmi jak finansowy science fiction? Oby. Niestety historia ostatnich 7 lat pokazuje, że science fiction staje się rzeczywistością. Nie jest to bajka z happy endem.

Na koniec wideo, które szczególnie polecam osobom przeciwnym jakimkolwiek interwencjom władz w problem kredytów walutowych. Zauważcie, że stroną której na takim obrocie sytuacji najbardziej zależy są banki. Spójrzcie na ostatnie dziesięciolecie polskiej gospodarki. Czyż nie można było rozstrzygnąć problemu kredytów frankowych w zarodku? Czyż lobby bankowe w środowiskach rządowych nie przyczyniło się do istnienia paradoksu udzielania kredytów walutowych osobom bez zdolności lub niską zdolnością kredytową w PLN? Czyż problemu lat 2006-2008 nie można było uniknąć, gdyby nie chciwość banków?

Wreszcie, czyż banki nie próbują szachować rządu problemami sektora bankowego jeśli ten wskaże je jako współodpowiedzialnymi za ryzyko umów walutowych?

Link do programu w TVP: Jan Pospieszalski: Bliżej 29.01.2015


poniedziałek, 26 stycznia 2015

PR-owe działania premier Kopacz z kredytami frankowymi w tle


Jak powiedziała premier Ewa Kopacz w I Programie Polskiego Radia, do końca tygodnia przedstawi propozycje rozwiązania problemu kredytów hipotecznych w CHF. Z jednej strony można się cieszyć, że rząd w tej sprawie cokolwiek robi. Z drugiej, obawiam się że są to kolejne działania tymczasowe a korzyści dla zadłużonych obywateli niewielkie albo żadne.

Premier Ewa Kopacz
Oto dlaczego tak sądzę. Dzisiaj opublikowany został artykuł w Pulsie Biznesu, wywiad z głównym ekonomistą Resortu Finansów Ludwikiem Koteckim. Główne punkty jego wypowiedzi:
  • podczas wcześniejszego spotkania tzw. Komitetu Stabilności Finansowej nie były dyskutowane ani zgłaszane rozwiązania problemu frankowego w sposób węgierski ani chorwacki (czytaj: brak dyskusji o przewalutowaniu przy kursie innym niż obecny i brak dyskusji o podziale ryzyka kursowego kredytobiorcy z bankiem)
  • wywiad powiela propozycje ulżenia kredytobiorcom jak zastosowanie rynkowej (obecnie ujemnej) stawki LIBOR, brak występowania przez banki o dodatkowe zabezpieczenia kredytów czy nie pytanie o dodatkowe ubezpieczenia kredytowe. Dodajmy, że jest to tylko zastosowanie się do już obowiązujących przepisów, bo poprzednie praktyki banków w tym zakresie były niezgodne z prawem (ale banki dotychczasowych zysków na tym nie zwrócą).
  • Kotecki mówi o przewalutowaniu atrakcyjnym kosztowo [a nie kursowo] (czytaj: nie będzie podziału ryzyka kursowego z bankiem a jedynie obniżenie/brak prowizji za przewalutowanie)
  • Kotecki mówi o zmniejszeniu spreadów - możliwość tego była dostępna od dawna bo od 2010 roku można było zmienić walutę spłaty kredytu na CHF i samodzielnie kupować CHF w kantorach internetowych, nawet bez spreadów.
  • Odcięcie się od propozycji szefa KNF, Andrzeja Jakubiaka - Kotecki ponownie mówi o propozycji atrakcyjnej kosztowo a nie o współdzieleniu ryzyka kursowego klienta z bankiem (czytaj: propozycja szefa KNF jest ignorowana przez rząd).
  • Kotecki mówi o wzroście średnich dochodów młodych osób, które w latach 2006-2008 brały kredyty w CHF (czytaj: chce pomniejszyć percepcję problemu bieżących kosztów rat kredytowych kredytów w CHF, jednocześnie nie odnosząc się ani do LTV często powyżej 150%, ani do gigantycznych kwot nominalnego zadłużenia. W Radzie Ministrów pensja od 2007 roku może i wzrosła dwukrotnie, natomiast w szerokim społeczeństwie taki sukces jest zarezerwowany dla mniejszości.)
główny ekonomista Ministerstwa Finansów, Ludwik Kotecki
Do tego dodajmy fragmenty dzisiejszej wypowiedzi premier Ewy Kopacz:
  • Jeśli będę miała do wyboru interes banków lub interes tych ludzi, którzy te kredyt pobrali, to stanę po stronie ludzi, ale kosztem polityki banków, a nie kosztem budżetu. Dlatego też te rozwiązania, o których będzie mówił pan Piechociński, łącznie pewnie z przewalutowaniem, będą pewnie znane pod koniec tygodnia. (czytaj: propozycje będą dotyczyły polityki banków, czyli zmian podejścia do klienta i być może nie pobieranie opłat za niektóre czynności, większą elastyczność. Kopacz nie odnosi się do zysków banków i realnych strat, które mogłyby ponieść na przewalutowaniu po kursie osiągalnym dla kredytobiorcy)
  • Będę się starała i prosiła(...), aby te rozwiązania nie weszły w życie za trzy, cztery miesiące, ale dosyć szybko, bo od tego zależy los tych ludzi (czytaj: Premier Kopacz poprosi banki, by skorzystały z szansy na zrobienie sobie dobrego PRu, częściowo rezygnując z zarabiania na kredytobiorcach frankowych póki są na świeczniku)
Kopacz prosi banki "co łaska"

Podsumowując, po dzisiejszych informacjach od rządowych oficjeli, nie ma co się spodziewać, że zajdzie jakakolwiek fundamentalna zmiana na rynku kredytów w CHF. Banki nie zrezygnują z ani grosza wcześniejszych zysków, nie zmniejszą marży kredytowej a jedynie odstąpią od dodatkowego zarabiania na tych, którzy w obecnej sytuacji chcą aneksować umowę i np. rozłożyć kredyt na więcej rat (i więcej odsetek dla banku) lub dostać odroczenie spłaty kilku rat.

De facto nie będzie specjalnej oferty przewalutowania na PLN a sam brak prowizji za przewalutowanie będzie niemożliwy do zastosowania, przez większość kredytobiorców. Zakładając scenariusz że najbardziej zagrożoną upadłością grupą są osoby, które brały kredyt na 80-100% nieruchomości i mają obecnie LTV 140-180%, kwota do spłaty jest kolosalna a rata była dotychczas płacona głównie dzięki spadkowi oprocentowania w CHF. Jeśli kredyt przeliczy się po obecnych horrendalnym kursie na kilkukrotnie wyżej oprocentowany PLN, rata skoczy o dalsze kilkadziesiąt procent i może przełożyć się na rychłą niewypłacalność.

Do kogo jest więc takie przewalutowanie? Może do osób z niskim LTV, które już większość spłaciły, które stać na raty tak czy siak a które chcą pozbyć się ryzyka kursowego. Taka propozycja ma się zatem nijak do ulżenia kredytobiorcom będącym w najcięższej sytuacji, zyskają na niej głównie ci nie będący w poważnych tarapatach.

Proponuję obserwować propozycje bankowo-rządowe premier Kopacz pod koniec tygodnia. Oby nie spełnił się zarysowany powyżej scenariusz. Wszystkim umoczonym we franki kredytobiorcom życzę determinacji w nagłaśnianiu problemu frankowego i potrzeby jego rozwiązania raz na zawsze a nie doraźne ruchy PR-owe.

piątek, 23 stycznia 2015

Rzeczywiste rozwiązanie problemu kredytów walutowych...

... to ich zamiana na kredyty w PLN. Moim zdaniem bardzo dobrą propozycję zgłosił Pan Andrzej Jakubiak, szef KNF. Przewalutowanie po kursie franka po jakim był udzielony kredyt, plus dopłata różnicy w koszcie kredytu między tym frankowym a złotówkowym, licząc od początku okresu kredytowania.

Szef KNF, Andrzej Jakubiak
Zadowala to tych, którzy twierdzą, że osoby z kredytami frankowymi wcześniej zyskały na niższych odsetkach, a jednocześnie adresuje problem. Przywraca kontrolę polskiemu nadzorowi nad sytuacją na rynku kredytowym w Polsce a jednocześnie znacznie poprawi spłacalność zagrożonych kredytów walutowych. W przeciwnym wypadku, banki  zmierzyłyby się z problemem coraz gorzej spłacanego portfela kredytowego.

Podobne rozwiązania sprawdzają się w sektorze finansowym. Zamiast odwlekać tykającą bombę, lepiej ją rozbroić. Banki czerpały korzyści z oferowania kredytów walutowych, na których zarabiały lepiej jak na kredytach w PLN. Później, kiedy pojawiły się problemy, całość ryzyka przejął klient, albo spłaca, albo bankrutuje.

KNF i inne instytucje już wcześniej wykryły stosowanie przez banki i inne instytucje finansowe umów które nadużywają pozycji banków i ubezpieczycieli. Ostatnio uznano wiele umów ubezpieczeń na życie z funduszem kapitałowym lub umów regularnego oszczędzania za niezgodne z prawem.

Można zadać sobie pytanie, czy państwo powinno interweniować, gdy jedna strona transakcji czerpie nieproporcjonalne korzyści, przerzucając ryzyka i koszty na drugą stronę, jednocześnie wykorzystując swoją przewagę merytoryczną.

Uważam że podobnie jak z polisami na życie czy programami regularnego oszczędzania, gdzie w razie zerwania w pierwszych latach traci się większość kapitału, co najmniej podobna skala złych praktyk miała miejsce przy udzielaniu kredytów walutowych.

Tak jak wcześniej, tak i teraz, KNF i urzędy chroniące obywateli powinny interweniować.

Skoro kupując przysłowiowe buty w sklepie mamy prawo do gwarancji i zwrotu, tak by producent ponosił ryzyko oferowania wadliwego produktu, to dlaczego nie miałyby tego zrobić banki, oferując kredyty, które potrafią zniszczyć ludziom życie?

Pytanie to tyczy się nie tylko kredytów walutowych, lecz ogólnie produktów oferowanych przez bank jako - przynajmniej z definicji - instytucji zaufania publicznego.

czwartek, 15 stycznia 2015

Ostrze armagedonu na polskich kredytobiorcach we franku szwajcarskim

Dzisiaj, podczas gdy w pracy spokojnie realizowałem swoje zadania, o 14:35 znajomy napisał do mnie sms'a o treści: "...ale Jordan z SNB pojechał :-( ".

Spodziewałem się że się coś się stało niekorzystnego dla kredytobiorców we franku a obaj do nich niestety należymy. Jednak nie spodziewałem się tego:

Wykres dzienny CHFPLN 2015.01.15

Wykres 3-letni CHFPLN 2012.01-2015.01
Zapadła decyzja Szwajcarskiego Banku Narodowego o zaprzestaniu utrzymywania kursu EURCHF powyżej 1,20. W ciągu jednego dnia frank umocnił się do złotówki o 20,2% a więc zadłużenie każdego z kredytobiorców w CHF wzrosło o ponad 20%. Jednego dnia! Często jest to dodatkowe 20% ponad wartość nieruchomości będącej zabezpieczeniem...

Inne porównanie. Przez ostatnie 3 lata spłaciłem w ratach około 9% zadłużenia, podczas gdy dzisiaj wzrosło ono o ponad 20% a chwilowo nawet o 46%.

Jak spojrzeć na ostatnie 7 lat, regularne spłaty niestety niewiele dały, bo zadłużenie w PLN przyrasta znacznie szybciej, niż przebiega spłata regularnie obsługiwanego kredytu w CHF. W przypadku kredytu na 30 lat zaciąganego w 2007-2008 roku, spłacane jest w ratach równych około 3% zadłużenia rocznie w pierwszych 5-10 latach kredytowania. Tymczasem od 2008 roku kurs franka wzrósł o ok. 100% z 2,10 zł do 4,20 zł przy kwocie spłacenia kredytu w ok. 20%.

Dzisiejsze skokowe osłabienie złotówki do CHF oznacza, że dla kredytu o wartości ok. 100.000 CHF rata wzrosła w przeliczeniu na złotówki o ok. 300 zł z 1500 do 1800 zł miesięcznie. Gdyby nie osłabienie CHF od początku okresu kredytowania, rata wynosiłaby ok. 1200 zł.

Dwa pytania jakie się mi nasuwają to:

  • co ja mogę w tej sytuacji zrobić?
  • jak kurs CHFPLN ok. 4,20 wpłynie na sytuację w gospodarce i na rynku kapitałowym?
Odnośnie pierwszego pytania, tak jak nie mogłem zrobić wiele z wcześniejszym zadłużeniem tylko je spłacać regularnie, tak nie mogę nic więcej zrobić teraz, kiedy kwota zadłużenia jak i raty wzrosły po ok. 20%.

Jeszcze trudniej będzie obsługiwać kredyt w CHF i jeszcze trudniej go nadpłacić, np. poprzez sprzedaż mieszkania, bo więcej lat spłaty potrzeba by wartość nieruchomości zrównała się z wielkością kredytu, który obecnie mocno nad wartością mieszkania góruje.

Odnośnie gospodarki, przełożenie będzie moim zdaniem jak tytułowe "ostrze armagedonu" a więc będzie siało zniszczenie w sposób dość precyzyjny. 

Odnośnie osób zadłużonych:
  • niewypłacalność dla kredytobiorców w CHF, którzy obecnie ledwo ciułają na ratę
  • maksymalne ograniczenie wszelkich wydatków w kategorii "rozrywka i przyjemności" u kredytobiorców którym jak dotąd coś zostawało z pensji po opłaceniu rachunków i kupnie żywności
  • spadek stopy oszczędzania u kredytobiorców, którzy są najlepiej sytuowani
Odnośnie instytucji finansowych:
  • raptowny spadek wskaźników wypłacalności banków ze znacznym saldem kredytów w CHF, tj. szczególnie Getin Noble Bank, mBank, Millennium, ale też inne polskie i zagraniczne banki, w tym PKO BP.
  • ograniczenie akcji kredytowej przez banki, którym najbardziej spadnie wskaźnik wypłacalności 
  • nowe emisje akcji w bankach, gdzie wskaźnik wypłacalności spadnie poniżej wymogów Komisji Nadzoru Finansowego (najbardziej prawdopodobne w przypadku Getin Noble Banku)
Odnośnie gospodarki jako całości:
  • wpływ lekko deflacyjny, jak i negatywny na PKB wskutek ograniczenia wydatków konsumpcyjnych przez osoby zadłużone oraz ograniczenie akcji kredytowej przez część banków
  • problem dla Rady Polityki Pieniężnej, która z jednej strony zobaczy utrwalanie tendencji deflacyjnych w gospodarce (co woła o obniżki stóp procentowych) a z drugiej strony obniżka wzmaga  niestabilność sektora bankowego, który poprzez system kreacji pieniądza wywiera ogromny wpływ na stan i dynamikę rozwoju gospodarki. 
Spadek podstawowej stopy procentowej z 2,5% do 2% w październiku 2014 r. spowoduje spadek wyniku na działalności bankowej o do końca jeszcze nie znanej skali. Dodatkowo z początkiem 2015 r. została drastycznie obniżona stawka intercharge, jakie banki pobierały na wespół z organizacjami kartowymi od sklepów za używanie kart płatniczych. Od stycznia 2015 r. znacznie wzrosła też składka banków na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), z którego wypłacane są depozyty dla upadających banków a ostatnio szczególnie dla upadających SKOKów, które zostały objęte BFG.

Dlatego z dwojga złego, trudno powiedzieć co wybierze RPP. Mi się wydaje, że stabilność sektora finansowego będzie dla RPP ważniejsza niż wzrost gospodarczy, bo jeśli zabraknie stabilności, to nie będzie i trwałego wzrostu.

Odnośnie fatalnej sytuacji dłużników w CHF, warto pamiętać, że zawsze jest kilka rozwiązań. Bywa że tak jak teraz, jest to tzw. wybór "między cholerą a dżumą". Jeśli mamy wrażenie, że nie damy rady ogarnąć naszego budżetu i nic się nie da już więcej zoptymalizować a cały wolny majątek wydaliśmy już na obsługę kredytu, to zamiast wyrywać kolejne włosy z głowy, warto rozważyć upadłość konsumencką. W uproszczeniu, tracimy cały majątek i to, co wypracujemy przez kolejne 3 lata, by po tym czasie zacząć życie finansowe na nowo, z czystą kartą.

sobota, 3 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 roku i widoki na rok 2015

Miniony rok będę inwestycyjnie pamiętał jako ten, w którym:

  • Indeksowe stopy zwrotu z polskiej giełdy były bardzo marne, najszerszy indeks WIG zanotował stopę zwrotu +0,26% a więc mniej niż typowa prowizja maklerska 0,39%.
Indeks szerokiego rynku WIG, wykres za 2014 r.
  • Indeks małych firm WIG250 stracił aż 16,83%, co pokazało jak trudny jest to segment do osiągania zysków.
Indeks małych spółek WIG250, wykres za 2014 r.

  • Raczej słabo prezentowała się też sytuacja giełdy niemieckiej - DAX skończył rok wynikiem +2,65%.
Indeks niemiecki DAX, wykres za 2014 r.
  • Dobrze dał zarobić rynek amerykański - indeks SP500 wzrósł o 13% w dolarze.
Indeks akcji z USA, SP500, wykres za 2014 r.
  • Złotówka osłabiła się do dolara o 16,99% co uczyniło inwestycję w amerykańskie akcje jedną z najatrakcyjniejszych na świecie z perspektywy inwestora z Polski. Ci, którzy po prostu trzymali dolary, też są zapewne bardzo zadowoleni.
Para walutowa USDPLN, wykres za 2014 r.
  • Spadły stopy procentowe w Polsce, np. WIBOR 3M z 2,70% do rekordowo niskiego poziomu 2,06% na koniec roku. Jest to spadek prawie o 1/4.
Zmiana oprocentowania WIBOR 3M, wykres za 2014 r.
  • Statystycznie trwała stagnacja cen nieruchomości na rynku mieszkań w największych miastach, ze sporym zróżnicowaniem zależnie od miejscowości. Jak podaje Home Broker i Open Finance, w skali kraju, średnia cena transakcyjna za m2 mieszkania ich klientów wzrosła o 1,88%, przy czym np. w Lublinie był to spadek o 8,2% a w Bydgoszczy wzrost o 7,9%.

Pomysły inwestycyjne i trendy na 2015 rok

Mało kto jest w stanie stawiać sprawdzające się prognozy a spośród tych, którzy to robią, jest wiele mądrych osób, które co roku się mylą. Są też tematy inwestycyjne i trendy na które mało kto liczy bo wydaje się to niemądre po doświadczeniach 2014 roku. Należą do nich: 
  • inwestowanie na Ukrainie czy w Rosji, lub w tamtejsze spółki
  • obstawianie umocnienia złotówki do dolara i euro i powrót do poziomu 3 zł za dolara a za euro 4 zł
  • inwestycje na rynkach południowej kryzysowej Europy, zwłaszcza w Grecji
  • obstawianie wzrostu cen ropy naftowej
Są to tematy na inwestycje o burzliwym przebiegu, na których można ponosząc duże ryzyko, dużo zarobić lub dużo stracić. Zarobić można jeśli sytuacja się uspokoi, okaże się że doszło do przereagowania i rynek odbije. Możliwe że za rok, któreś z nich pojawią się na liście topowych inwestycji 2015 r. Traktuję te pomysły jako trudne do analizy inwestycyjnej i szanując swoje pieniądze jak i spokój ducha, te tematy odpuszczam.


Bardziej przewidywalne ale też kontrariańskie względem doświadczeń z 2014 r. jest zakładanie odwrócenia spadkowego trendu na polskich akcjach małych i średnich spółek, tj. z indeksów sWig80 i mWig40, przejściowo funkcjonowały też indeksy WIG50 i WIG250. Jeśli sprawdzą się szacunki analityków Qnews, na zasadzie analogii do trendów z przeszłości, w perspektywie najbliższych 2 lat, ten sektor może przynieść stopę zwrotu około 20%. Wskaźniki Cena/Zysk na wielu spółkach już są bardzo atrakcyjne a do tego wiele firm płaci coraz wyższe dywidendy.

Niezmiennie obstawiam też obligacje korporacyjne. Niestety w skali roku ze względu na spadek WIBOR o ok. 0,7% i niższe marże na nowych seriach obligacji wiarygodnych emitentów, można się w sumie spodziewać spadku rentowności w porównaniu do 2014 roku o ok. 1-2%. Dobrze dobrany portfel może wygenerować ok. 6% rocznego zwrotu brutto. Przy inflacji rzędu 1% jest to niezły wynik.

Odnośnie rynku nieruchomości, rekordowo niskie stopy procentowe i marazm na giełdzie, jak dotąd nie wywołały wzrostu cen nieruchomości. Pośrednicy przyznają, że wzrosła transakcyjność klientów gotówkowych a wskutek braku rozluźnienia kryteriów kredytowych w bankach, nie rośnie akcja kredytowa w hipotekach. Banki mają coraz więcej pieniędzy do pożyczenia ale boją się kosztów ryzyka i nie rozluźniają kryteriów udzielenia kredytu, ani nie obniżają marż. Wręcz przeciwnie - wprowadzają ich niewielkie wzrosty. Nie jest to środowisko do raptownego wzrostu cen, a raczej do stabilizacji ze wskazaniem na lekkie zmiany na plus.

Co do lokat bankowych, oczekuję stabilizacji oprocentowania na niskim poziomie. Duże banki (PKO BP, Pekao S.A., BZ WBK), które już teraz mało płacą, będą kontynuowały tą politykę (lokaty roczne na 1,5-2,5%). Pozytywnie na tym tle prezentowały się mniejsze instytucje (Getin Bank, Idea Bank, Smart Bank, Meritum) oraz SKOKi. 

Z racji przejęć mniejszych banków przez większe (przejęcie Meritum przez Aliora jest już zaklepane), konkurencja na rynku lepiej oprocentownych depozytów się zmniejszy. Do tego upadłości SKOKów, jak ostatnio wołomińskiego, rzucą na rynek sporo depozytów wypłaconych z BGF, które prawdopodobnie w większości zasilą sektor bankowy, zbijając szanse na wzrosty stawek. 3% brutto rocznie stanie się w powszechnym rozumieniu bardzo dobrym oprocentowaniem.

Wszystkim Czytelnikom życzę dużo zdrowia i pogody ducha w nowym 2015 roku oraz podejmowania właściwych decyzji w życiu prywatny, zawodowym i tym dotyczącym finansów :-)