czwartek, 19 lutego 2015

Przewalutowanie kredytów tzw. frankowych nie dla wszystkich?

Wcześniej opisywałem propozycję szefa KNF, Andrzeja Jakubiaka, która miałaby umożliwić zamianę kredytów powiązanych z frankiem szwajcarskim na kredyty złotówkowe.Wiele osób prawdopodobnie taką propozycję odrzuci, ponieważ woli sądownie unieważnić umowę lub po prostu ją kontynuować, jeśli przykładowo kredyt był udzielany w latach 2004-2005 po kursie bliżej 3 zł niż 2 zł i uważają jego kontynuowanie za sensowne.

Jednak są też osoby, które brały kredyty w latach 2006-2008, którym zmieniła się sytuacja życiowa i nie chcą przez kilka lat czekać na wynik batalii sądowej. Chcą sprzedać mieszkanie i się przeprowadzić. Niektórym rozpadła się rodzina a kredyt frankowy uniemożliwia faktyczny podział majątku. Innym rodzina się powiększyła a nie mogą kupić większego lokum bo kredyt frankowy blokuje ich zdolność kredytową. Dla nich propozycja Jakubiaka jest po prostu mniejszym złem.

Przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak, PAP/Leszek Szymański

Jak dowiadujemy się z doniesień prasowych Bankiera i Obserwatora Finansowego, Jakubiak kontynuuje swój plan i wykorzystuje dostępne mu narzędzia by doprowadzić do kompromisu między kredytobiorcami a bankami, z korzyścią dla stabilności systemu bankowego.

Jak powiedział, „nie może być takiej sytuacji, że z jednej strony narasta problem kredytów, a z drugiej mamy wypłaty sutych dywidend. Działania KNF muszą zwiększać bezpieczeństwo w sektorze i bezpieczeństwo depozytów”.

Trudno odmówić mu racji. Same banki podnosiły kwestię stabilności systemu, by wybronić się z konieczności ponoszenia konsekwencji finansowej za wyrolowanie klientów na kredytach powiązanych z frankiem.

Jakubiak jako swoje narzędzia nacisku na banki nieskłonne do kompromisu, będzie stosował:
  • zwiększanie wag ryzyka dla kredytów walutowych z LTV ponad 100%
  • w przypadku orzeczeń sądowych niekorzystnych dla banków a dotyczących kredytów powiązanych z CHF, będą dodatkowe wymogi kapitałowe dla banków
  • ograniczanie wypłaty dywidend przez banki z istotną ekspozycją na kredyty walutowe

Podsumowując, Jakubiak liczy na rozwiązanie przynajmniej części problemu po dobroci. Część banków ponoć jest gotowa na kompromis a część w ogóle nie uznaje swojej odpowiedzialności za powstałą sytuację i rozmowy z KNF prawdopodobnie nie będą kontynuowane.

Dziwne, że rząd ciągle milczy w tej sprawie, skoro KNF i nawet część banków przyznaje się do istnienia poważnego problemu, z potrzebą na systemowe rozwiązanie.

Szukając odpowiedzi na pytanie o to, na jakie banki można liczyć że przystąpią do porozumienia inspirowanego przez KNF, warto spojrzeć na udział kredytów powiązanych z frankiem w bilansach poszczególnych banków.

Źródło: money.pl
Wg informacji od szefa KNF, część banków z istotnym udziałem kredytów frankowych jest skłonna do kompromisu a część idzie w zaparte. Patrząc na powyższy wykres, jak i na reakcję banków na skok kursu franka po decyzji SNB z 15 stycznia 2015 r. o zerwaniu parytetu do euro, to można wyróżnić kilka grup.

Pierwsza, to banki, które szybko zareagowały, obniżyły spread z własnej inicjatywy i stosują tak jak powinny zgodnie z umową i prawem, aktualny ujemny Libor. Należą do nich o ile wiem, PKO BP (spread 1%), ING BSK (kurs średni NBP) i Getin Bank (spread 2,5%).

Druga grupa to banki, które wyczekiwały na stanowisko KNF i rozmowy przedstawicieli rządu ze Związkiem Banków Polskich. W tej grupie jest chyba większość banków "zafrankowionych". Banki te po pewnej zwłoce i naradzeniu się w ZBP, zmniejszyły spready do ok. 2,5-3%.

Trzecia grupa to banki, których działania na rzecz klientów ograniczają się do ruchów PRowych a na co dzień, wysysają z klientów tyle ile się da, często na granicy lub z przekroczeniem prawa. Dotyczy to banków takich jak Millennium i mBank. Przypadki nawet nie uznawania i odwlekania wykonania prawomocnego wyroku sądu orzeczonego na niekorzyść tych banków opisywał na blogu Maciej Samcik.

W tej grupie mógłby się też znaleźć Getin Noble Bank, znany z ofert z dużą ilością gwiazdek, ale w ostatniej odsłonie wydawał się jakby bardziej skłonny do rozwiązania problemu kredytów frankowych, niż wynika ze złej opinii o tej instytucji.

KNF zaapelował do banków, by swoje propozycje zamiany kredytów powiązanych z frankiem na złotówkowy, zaprezentowały do 11 marca. Miejmy nadzieję, że nie sprawdzą się moje obawy i ostatecznie do porozumienia przystąpią także instytucje o dotąd najgorszej opinii kredytobiorców, mające kredytów frankowych najwięcej (Getin Noble Bank, mBank, Millennium).

Tekst wywiadu PAP z Andrzejem Jakubiakiem

10 komentarzy:

  1. Hej Zdzisław, a w którym banku posiadasz kredyt? Kiedy go brałeś i czy przypominasz sobie okoliczności podpisania umowy? Jak to wygląda z Twojej perspektywy? Czy byłeś świadomy elementu spekulacyjnego? Czy wiedziałeś o istnieniu parytetu franka do euro? Czy miałeś jakiś indywidualny plan szybszej / lepszej spłaty kredytu? Czy zabezpieczałeś się kupując franki na kilka miesięcy do przodu, gdy miałeś oszczędności, a kurs był w miarę atrakcyjny? Nie zadaję tych pytań ze złośliwości, ale widzę Twoje silne wzburzenie całą sytuacją. Jednocześnie wiem, że jesteś bardzo doświadczonym inwestorem / spekulantem na różnych rynkach oraz wieloletnim blogerem finansowym, więc trudno Cię uznać za przeciętnego klienta. Jaka jest Twoja historia z tym kredytem we frankach, gdybyś sięgnął pamięcią do decyzji o jego zaciągnięciu oraz pierwszych lat spłaty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wystarczy dać się zaślepić marzeniom i zaufać nie tym co trzeba. Miałem wtedy 24 lata, była jesień 2007 r. Po skończeniu studiów dostałem jak mi się wydawało dobrą pracę i chciałem mieć własne mieszkanie a nie ciągle być na czyjejś łasce, nie mając swojego miejsca.

      Chciałem kredyt w złotówkach i go z czasem nadpłacać ale wówczas nie miałem na taki zdolności kredytowej. Gościu z Open Finance zaproponował mi wtedy kredyt we frankach. Wcześniej walutowego nie rozważałem ale niestety się zgodziłem, ulegając argumentom o stabilności kursu walutowego franka.

      Gdybym sobie odpuścił i wynajmował jeszcze parę lat, byłoby dla mnie najlepiej ale po fakcie to wiadomo.

      Po roku od wypłaty kredytu był kurs już jakieś 30% wyższy i miałem przysłowiową rękę w nocniku. Poczułem się jak klasyczna owieczka na rzeź, zrobiona w trąbę przez sektor bankowy na wespół z silnymi rękami robiącymi mega ruchy na walutach.

      Dlatego kredytu nie nadpłacałem, tylko starałem się budować bufor finansowy i inwestować środki na giełdzie. Liczyłem, że kurs wróci chociaż na kilka tygodni w rejon kursu z umowy i będę mógł zmienić na PLN bo miałem dość tej huśtawki. Później był okres względnej stabilizacji kursu franka do kolejnego wybicia w 2011 r i później kolejna stabilizacja do stycznia 2015. Oczekiwanego spadku kursu jednak nie było i tak zostałem z kredytem, którego saldo zadłużenia w PLN rośnie szybciej niż comiesięczne spłaty kapitału.

      Podsumowując, gdybym był znawcą walut i planował carry trade na franku to miałbym pretensję do siebie. Poszedłem jednak do instytucji zaufania publicznego po kredyt na zaspokojenie wieloletnich potrzeb mieszkaniowych, marzeń o domu. Bank BGŻ na wespół z pośrednikiem Open Finance wykorzystały moją sytuację i swoją pozycję, sprzedając mi zlewarowanego szorta na franka do przewartościowanej złotówki, bez limitu strat, kompletnie niedostosowany do tego, czego rzeczywiście oczekiwałem.

      Dlatego pewnie w ostatnich tekstach czuć moją nie krytą niechęć do znacznej części banków.

      Usuń
    2. Hej, dzięki za ciekawą odpowiedź na moje pytanie. Mam starszego o pięć lat brata - też w tych latach zaciągnął kredyt we frankach, który mu teraz "leży na wątrobie".

      Moje zdanie nie ma żadnego znaczenia, bo nie mam ani tego kredytu ani wielkiej wiedzy o kredytach w ogóle, ale dla mnie w całej historii jest kilka ciekawych wątków:

      1. jak radykalnie zmienia się w czasie nasze postrzeganie rzeczywistości - w latach 2005-2008 istniało powszechne przekonanie, że kredyty we frankach to dobre rozwiązanie i wszystkie strony chciały w to przekonanie uwierzyć

      2. po fakcie wszystko jest oczywiste, a jeśli fakty są dla kogoś niekorzystne, natychmiast pojawiają się interpretacje "spiskowe", natychmiast łączymy fakty tak, żeby znaleźć winnego. Moim zdaniem to jeden z bardziej destrukcyjnych błędów poznawczych, ponieważ daje nam iluzję, że ktoś o wszystkim wiedział zawczasu. To niczego nie uczy na przyszłość. Jesteśmy tylko bardziej nieufni wobec innych (którzy mają jakąś tajemną wiedzę o przyszłości i chcą naszej krzywdy). Zamiast tego powinniśmy być bardziej krytyczni wobec naszych własnych decyzji i ich konsekwencji - one są i muszą być niepewne.

      3. Instytucje nadzoru i regulacji dały i dają ciała. W obecnej skali to jest problem systemowy, który trzeba rozwiązać, żeby eliminować ryzyko przyszłych szoków. Dlatego nie kupuję argumentacji, że "jak podpisali umowę, niech teraz cierpią, przecież wiedzieli, co robią" albo "mi nikt nie pomaga, a mam kredyt w PLN" albo coś innego w tym stylu. Ważne instytucje państwowe zostały powołane po to, żeby zapobiegać i rozwiązywać takie problemy. To jest ich sens istnienia. Tego powinniśmy od nich oczekiwać. Nie powinniśmy też cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia. Nie wiem skąd takie podejście w tym narodzie - jeśli ktoś ma poważny problem, należy mu pomóc go rozwiązać, a nie cieszyć się, że cierpi.

      4. niewiele osób rozumie, że system finansowy / bankowy to system naczyń połączonych, więc wielu spraw nie da się rozwiązać natychmiast i jednym dekretem. Interesariuszami banków są nie tylko frankowicze, ale też deponenci, akcjonariusze (w tym TFI, OFE, skarb państwa i mnóstwo małych inwestorów indywidualnych), obligatariusze, pracownicy i inni klienci wobec których bank musi wywiązywać się z trochę sprzecznych zobowiązań. Wszystkie radykalne propozycje uderzające w banki, które brzmią dobrze w obecnym klimacie, nie są tak naprawdę w niczyim interesie (być może poza pozostającymi w traumie po ostatnim szoku frankowiczami).

      Jestem pewien, że kwestia kredytów we frankach zostanie ostatecznie "rozbrojona". Być może wydarzy się to przy okazji jakiegoś większego osłabienia szwajcarskiej waluty, gdy okoliczności będą mniej emocjonalne i bardziej racjonalne z ekonomicznego punktu widzenia. Najważniejsze, żeby z takich sytuacji wyciągać wnioski i ulepszać swoje decyzje, cały system i instytucje, a nie tylko się nimi ekscytować.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Dzięki Michał za komentarz. Można też zdefiniować to tak. Jak się chodzi w niebezpieczne miejsca bez odpowiedniego uzbrojenia to łatwiej jest zostać okradzionym lub pobitym.

      Okazuje się że takim miejscem są banki. Co ciekawe, policja (czyt. organa władzy państwowej) mówi że jesteś sam sobie winien bo chodziłeś bez broni (czyt. bez dostatecznej wiedzy) po niebezpiecznej okolicy (czyt. alei bankowej).

      Co do perspektyw na rozwiązanie problemu, banki grają na czas a czas szkodzi kredytobiorcom. Rząd zwlekając i nic nie robiąc wiadomo w czyjej drużynie gra.

      Jakie będą konsekwencje takiego stanu przez wiele lat? Obywatele którzy mieli kłopoty przez brak ochrony przez demokratycznie wybrane władze przez nadużyciami przez silniejsze instytucje, nie będą czuli się częścią takiego państwa i systemu. Będzie się nasilać stereotyp my-oni.

      Podejście polskiego państwa do obywateli widać też po różnicy w postawie innych krajów z dużą ilością kredytów frankowych, jak chociażby te krytykowane Węgry, czy ostatnio Chorwacja a wcześniej Islandia, które w nagłych sytuacjach wspierały równowagę w relacji bank-obywatel.

      Usuń
    4. "...dać się zaślepić marzeniom i zaufać nie tym co trzeba. Miałem wtedy 24 lata, była jesień 2007 r. Po skończeniu studiów dostałem jak mi się wydawało dobrą pracę i chciałem mieć własne mieszkanie a nie ciągle być na czyjejś łasce, nie mając swojego miejsca" - jak można to rozumieć? że byłeś naiwny? Mając 24 lata mało kogo stać na mieszkanie. Ile czasu byłeś na "czyjejś łasce"? 5 lat? Moim zdaniem lepiej jest płacić prywatnej osobie za wynajem i zbierać oszczędności niż bogacić i tak już bogaty bank. A praca była taka zła? Bo piszesz, że wtedy Ci się wydawała dobra. To wszystko pachnie mi ofiarą. Jestem o 11 lat starszy, ale pamiętam jak to było kiedy miałem 24 lata i pierwszą pracę po studiach. Nie myślałem o mieszkaniu, bo tak jak Ty nie miałem oszczędności. Dlaczego teraz masz pretensje, że wziąłeś niekorzystny kredyt, kupiłeś mieszkanie? nie rozumiem Twojej roszczeniowej postawy względem państwa. Próbuję Cię po prostu zrozumieć i mieć zaufanie do Twoich poprzednich wpisów.

      Grzegorz

      Usuń
    5. Widzisz ludzie nie zawsze się rozumieją bo patrzą z różnych perspektyw. Ja na przykład uważam, że jeśli ktoś masowo oferował produkty bardzo niekorzystne dla klientów tak jak banki kredyty frankowe i co do których klienci coraz częściej zakładają pozwy zbiorowe o uchylenie zapisów niesymetrycznego podziału korzyści i ryzyk, to zadaniem władz jest sprawdzić, czy nie doszło do nadużycia przez banki roli instytucji zaufania publicznego.

      Sprawa jest podobna np. do polisolokat, gdzie za zerwanie umowy długoterminowego oszczędzania traciło się ponad roczne składki. Państwo uznało, że było to nadużycie i przepisy się zmieniły.

      Organa państwowe powinny zaangażować się w rozwiązanie sporów i zakończenie konfliktu tak jak robi to np. Andrzej Jakubiak, choć nie dla wszystkich jest to dobry przykład.

      Co do określenia 'roszczeniowa postawa', pada ono często w kontekście osób, które czegoś oczekują od państwa. Czy tak powinno być, że za państwo płacimy, jesteśmy jego częścią, a niczego od niego nie oczekujemy? Niczego nie oczekujemy od urzędników, parlamentu, policji, straży pożarnej, opieki zdrowotnej? Mamy przecież konstytucję, która określa jakie obywatel ma obowiązki i jakie ma prawa. Przez to mamy prawo oczekiwać tak jak i od nas się oczekuje. Takie jest moje stanowisko w tej sprawie.

      Usuń
  2. Koleś z z Open Finance wziął prowizje i resztę ma daleko w d....., ważne żeby on zarobił, a klienci niech się później martwią co zrobić gdy kurs franka nagle wzrośnie. Takich ludzi jak TY jest mnóstwo, a wszystko przez to że większość doradców zamiast zaoferować klientowi najlepszy dla niego produkt , skupia się bardziej na tym , aby jego prowizja była z tego jak najwyższa, a to przecież nie na tym polega ich praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz mieć dobrego doradce, to płać mu z własnej kieszeni. Za darmo to gardło boli.

      Usuń
  3. Dlatego ja wziąłem kredyt w złotówkach. Podobnie mój brat. Wniosek z tego taki, że jeżeli ktoś miał za małą zdolność kredytową, to nie powinien w ogóle brać kredytu, zamiast łudzić się, że będzie go stać na spłatę kredytu we frankach - czyli walucie, która jak wiadomo różnie może zachowywać się w przyszłości. Nie wiem, jak ktoś może uwierzyć obcej osobie w zapewnienia na temat stabilności waluty. To nie jedt decyzja, która dotyczy roku, ale połowy życia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprawa jest trudna ale jestem zdania,że to ludzie, którzy brali kredyty we frankach powinni ponieść tego konsekwencje. Obecnie szykuje się nowa ustawa, która będzie ulgą dla frankowiczów ale zapłacimy za to wszyscy. Prawdopodobnie każdy z nas będzie musiał dołożyć do tego 130 zł.

    Dodam,że w sprawie zawinili nie tylko frankowcy. Banki swego czasu również powinny udzielać lepszych i bardziej przejrzystych informacji o ryzyku brania tego typu kredytów.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL