niedziela, 8 lutego 2015

O bankowej hipokryzji

Do tego artykułu zainspirowała mnie treść debaty sejmowej, nt. problemu kredytów tzw. frankowych (wideo poniżej)

Jednym z głównych dyskutantów był prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. W trakcie swojej drugiej wypowiedzi przyznał, że jeszcze przed boomem na kredyty frankowe, postulował do władz bankowych, rządu i parlamentu, by ograniczyć udzielania kredytów walutowych. Nie zostało to jednak wykonane, ponieważ nie wszystkim w parlamencie i sektorze bankowym było to na rękę.

Komisja Nadzoru Bankowego przechodziła w latach 2006-2007 okres przekształcenia w Komisję Nadzoru Finansowego i jak można się dowiedzieć, w tym okresie przejściowym sektor bankowy poszedł w znacznej mierze samopasem, albo używając eufemizmu - był niedoregulowany.

Przyczyną dla której duże banki (jak BZ WBK i Pekao SA i PKO BP?) wnioskowały aby wyeliminować lub ograniczyć kredyty frankowe, było ryzyko systemowe przez nie generowane. Pomimo że we wcześniejszych latach frank zachowywał się stabilnie, nie był to odpowiedni instrument do udzielania kredytów hipotecznych ze względu na bardzo długi horyzont czasowy (do 30 lat), w czasie którego może się wydarzyć dosłownie wszystko.

W przypadku znacznego osłabienia złotego i kredytów hipotecznych udzielanych bardzo często na 100% wartości nieruchomości, mogła się zdarzyć sytuacja skokowego wzrostu zadłużenia ponad wartość zabezpieczenia, wzrost rat kredytowych i masowa niewypłacalność dłużników. Jednocześnie bank poniósłby sporą stratę, nie mogąc zaspokoić sporej części roszczenia z wartości nieruchomości.

Mieliśmy zatem do czynienia z sytuacją, w której część banków wycofała się z udzielania kredytów frankowych jako zbyt ryzykowne a jednocześnie część (jak Millennium, mBank/MultiBank, Getin Bank, Nordea, BGŻ, Kredyt Bank) udzielały ich na potęgę, z kulminacją w latach 2006-2007 a więc okresie słabości nadzoru nad bankami.

Mentalność bankowców tych instytucji, jako fachowców świadomych ryzyka, sprowadziła się do krótkowzrocznego skupienia na zyskach. Z kredytów frankowych były wyższe prowizje, wyższe marże, większa zdolność kredytowa dla "ubranego" kredytobiorcy a więc i większa kwota kredytu - większa nominalnie marża i prowizja dla sprzedawców. Do tego dochodził spread rzędu 6-9% będący dodatkowym ekstra zyskiem.

Połowa spreadu szła od razu w wynik banku w momencie brania kredytu przez zaniżony kurs franka (poniżej kursu średniego NBP) i była ekstra zyskiem od całości udzielonego kredytu. Druga połowa spreadu  (powyżej kursu NBP) szła jako dodatkowy zysk od każdej raty spłacanego kredytu.

Dla banków był to samograj. Społeczeństwo łyknęło przynętę niższej raty i posiadania zdolności kredytowej na upragnione mieszkanie/dom. Warto podkreślić, że w okresie, kiedy udzielono większości kredytów frankowych, średni dochód kredytobiorcy frankowego był mniej więcej taki sam jak kredytobiorcy złotówkowego.

Był to też okres optymizmu gospodarczego i wejście boomu demograficznego na rynek pracy. Banki wykorzystały ten okres i młode osoby, często wierzące naiwnie że faktycznie banki są instytucjami zaufania publicznego.

Kontynuując wątek hipokryzji banków, prezes Pietraszkiewicz stwierdził w trakcie swojego pierwszego wystąpienia, że jedną z głównych ról, jaką pełnią banki to działanie w taki sposób aby zapewnić ochronę dla depozytariuszy, którzy wpłacili do nich swoje pieniądze.

Krzysztof Pietraszkiewicz - prezes ZBP - czy pomoże bankom uciec od odpowiedzialności za udzielanie kredytów tzw. frankowych?
Krzysztof Pietraszkiewicz - prezes ZBP - czy pomoże bankom uciec od odpowiedzialności za udzielanie kredytów tzw. frankowych?

Zestawmy teraz te dwie wypowiedzi. Z jednej strony prezes Pietraszkiewicz już od 2003 roku występował w imieniu największych banków aby wyeliminować kredyty frankowe ze względu na ich ryzyko dla systemu a z drugiej, teraz sprzeciwia się ponoszeniu odpowiedzialności za te kredyty przez banki, ze względu na ryzyko dla systemu.

"Proponowałem aby ich zabronić ale jak ich nie zabroniliście to teraz nie każcie nam za nie odpowiadać"- tak można jego wypowiedź sparafrazować. Czyż to nie skandaliczne podejście? Szef związku banków zrzuca de facto odpowiedzialność za działania banków na jakość nadzoru i opieszałość władz.

Przypomina to niestety praktyki z USA, gdzie banki swawolnie udzielały ryzykownych kredytów bez odpowiednich zabezpieczeń a gdy wpadły w tarapaty, oczekiwały ochrony państwa w imię stabilności systemu.

Podobnie jest teraz w Polsce - banki przez aktywny lobbing w rządzie i mediach, starają się obarczyć całą odpowiedzialnością za kredyty walutowe klientów, mimo że same były świadome jak po latach potencjalnie toksyczny może stać się to instrument dla sektora bankowego.

Banki te można porównać do farmaceuty, który sprzedaje pacjentowi lek na powszechne schorzenie, nie informując lub bagatelizując ryzyka wynikające z potencjalnie śmiertelnych skutków ubocznych, a wszystko to w atmosferze braku odpowiedniej kontroli nad "farmaceutą" przez władze.

7 komentarzy:

  1. Dużo racji w tym jest, ale czy biorąc kredyt nie dowiadujesz się najpierw jakie są jego za i przeciw? Chcąc wziąć kredyt we frankach dowiedziałbym się o wszystkich za i przeciw, bo wiadomo jest, że bank nie o wszystkim ci powie jak nie zapytasz. Głupotą dla mnie jest obwinianie o obecną sytuację banków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś miał kredyt w CHF to przypuszczam że inaczej byś spojrzał na ten temat. Ale Tobie się coś takiego by nigdy nie przytrafiło, prawda?

      Są mądrości ludowe i jest prawo. Jedni powiedzą że ci co dawali pieniądze Amber Gold byli mega naiwni więc nie ma co ich żałować. Na gruncie prawnym, zostali jednak oszukani przez podmiot, który tworząc ułudę bezpieczeństwa, wykorzystywał klientów zwabionych pozornie dobrymi warunkami.

      Dlatego sądzę, że na gruncie prawnym banki wykorzystywały swoją pozycję informacyjną względem zwykłych zjadaczy chleba. Nadal widzimy tego pokłosie w manipulacjach informacyjnych i lobbingu w Związku Banków Polskich w kręgach rządowych i mediach.

      Usuń
  2. Czym się różni taki kredyt, od grania na forex pożyczonymi pieniędzmi? Niczym. Ludzie przecież nie są idiotami i wiedzą na czym polega kredyt walutowy. A teraz nagle się twierdzi, że ludzie byli zbyt głupi na to, żeby wiedzieć, że kurs walut się zmienia. To tak jakby kupić akcje, które spadną i potem mieć żal, że się nie rozumie tego jak działa giełda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredyt hipoteczny powiązany z CHF był oferowany przez banki jako instrument pierwszego wyboru, do spełniania potrzeb mieszkaniowych i nie noszący charakteru spekulacyjnego.

      Tak jak piszesz, był to de facto instrument spekulacyjny. Zatem banki nie powinny go oferować każdemu, kto przychodzi po kredyt hipoteczny. Tak jednak było i 2/3 osób przychodzących po kredyt dało się oszukać.

      Jak jest emisja publiczna akcji to spółka sporządza prospekt na kilkaset stron a akcjonariusz jest informowany o wszystkich ryzykach i możliwości utraty całości kapitału.

      W przypadku kredytów walutowych to nie miało miejsce. Jedno zdanie w stylu że zapoznałem się z ryzykiem wahań kursu, nie powiązane z odpowiednim wyjaśnieniem, nie nosi znamion poinformowania o faktycznym ryzyku.

      Usuń
  3. napisałem komentarz jako anonimowy wczesniej i zniknął ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to jest bug, nie wiem od czego to zależy ale czasem jak się pisze jako Anonim to komentarz się nie dodaje. Proponuję przed wysłaniem zawsze skopiować treść do pamięci podręcznej bo zniknięcie komentarza jest bardzo frustrujące :( albo po prostu się podpisać lub użyć profilu Google.

      Usuń
  4. Banki doskonale wiedziały co i kiedy będzie się działo.. Hipokryzja i kłamstwo sięgają zenitu, ale nikomu to nie przeszkadza.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL