Od kilku tygodni giełdy się trzęsą w posadach, a frank i złoto drożeją do nieba jako wyraz ucieczki od euro i dolara, których parytet EURUSD w sumie dużo się nie zmienił.
Komentatorzy ekonomiczni mówią że to nieuzasadniona panika a giełdowi gracze wiedzą, że rynku trudno przewidzieć. To, czy panika była czy nie uzasadniona dowiemy się po czasie. Czasem jest ona samospełniającą się przepowiednią, kiedy spadająca wartość aktywów kapitałowych powoduje kryzys w realnej gospodarce w skali makro i mikro.
Przyczyny obecnych spadków istniały od lat, wszyscy wiedzieli, że kraje są zadłużone i że ciężko jest w większości demokracji z utrzymaniem równowagi budżetowej. To nie przeszkadzało, by przez dziesiątki lat giełdy rosły wraz z zadłużeniem. Nawet po kryzysie 2007-2009 przyszła dwuletnia hossa, którą teraz można nazywać, że być może była tylko odreagowaniem silnych spadków.
Cokolwiek zrobimy z naszymi zasobami kapitałowymi czy to są ruchomości, nieruchomości, akcje, obligacje, metale szlachetne, warto sięgnąć do przeszłości, jakie wówczas następowały konsekwencje.
Moim zdaniem świat nie zbankrutuje w potocznym tego słowa znaczeniu. Jedne aktywa spadną a inne wzrosną ale w długim okresie i tak kapitalizm mimo swych wad, jest chyba najlepszą formą na dystrybucję owoców ludzkiej pracy i dlatego nie upadnie.
Na rynkach zdecydowanie brakuje cierpliwości i w takiej sytuacji zwyciężą inwestorzy którzy są cierpliwi i potrafią stawiać na właściwe konie, odpowiednio dywersyfikować portfel oraz tacy, którzy niczym zwinne węże potrafią wykorzystywać trendy krótkoterminowe i zyskiwać na tym lub tracić mniej niż inni.
Warto się zastanowić do której grupy pasujemy najbardziej i nie stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczki, aby zadanie inwestycyjne nie przerosło naszej wiedzy, umiejętności, doświadczenia i odporności psychicznej czego sobie i wszystkim inwestorom życzę.