wtorek, 3 maja 2011

Majówkowe filozofowanie gospodarcze czyli dlaczego w Polsce jest jak jest

Historycznie...

Państwa powstają i upadają albo przeżywają poważne kryzysy co jakiś czas. Czynniki, które poprowadziły do powstania imperiów, z czasem traciły na znaczeniu na korzyść innych, destrukcyjnych. Bywało, że w okolicy powstawało inne imperium, silniejsze, które stopniowo wyniszczało lub przejmowało kontrolę nad wcześniejszym hegemonem. Zjawiska te znamy z lekcji historii i dotyczyły starożytnych cywilizacji jak Mezopotamii, Egiptu, państw-miast greckich czy z historii najnowszej - ZSRR. W wielu przypadkach imperia rozpadają się z przyczyn odśrodkowych, w reakcji na zmieniające się warunki społeczno - polityczno - gospodarcze.

 W przypadku Polski jedyny dłuższy okres świetności o jakim mnie uczono, był w XVI wieku. Wówczas terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów było największe w historii a stosunkowo dużej części społeczeństwa (od szlachty i mieszczaństwa wzwyż) żyło się relatywnie dobrze na tle innych krajów w Europie. 

Później o ile pamiętam z lekcji, nasilały się wewnętrzne problemy  społeczno - polityczne oraz wystąpiły światowe czynniki gospodarcze, które wpłynęły na  spadek siły i znaczenia Rzeczypospolitej (jak spadek cen zbóż które były jednym z głównych towarów eksportowych czy dewaluacja siły nabywczej złota, które było nośnikiem siły nabywczej). Polska też już nie korzystała tak jak inne główne kraje Europy na rozwoju gospodarczym będącym konsekwencją postępującej kolonizacji nowym ziem.

... i teraz

W tej chwili Polska jest bez wątpienia krajem z poważnymi problemami. Pewnym pocieszeniem jest to, że inne państwa również borykają się z nie mniejszymi trudnościami. Cały świat boryka się z nimi i działo się tak chyba od zawsze. W pewnym sensie niewiele się zmieniło. Ludzie są źródłem problemów i rozwiązań. Pytanie, czy w najbliższej przyszłości będą w Polsce przeważać ludzie robiący problemy czy je rozwiązujący.

Głównym problemem, że to tak ujmę, jest przejęcie na siebie przez Państwo funkcji gospodarczo - społecznych, którym nie potrafi podołać. Kolejne ekipy polityków, które wchodzą do polskiego parlamentu, nie są w stanie poprawić sytuacji. Wydaje się, że jeśli nawet któraś ekipa zrobi krok naprzód, to dalej wykonuje dwa kroki wstecz. Coś w tym jest zdecydowanie nie tak.

Dlaczego Państwo wzięło na siebie tyle funkcji? Pewną wskazówką jest Art. 20. Konstytucji Polski z 1997 roku o treści następującej:


Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Czytając ten fragment zastanawiam się, dlaczego się dziwię że podatki w Polsce są na takim a nie innym poziomie. Wynikają one przecież z założonego poziomu redystrybucji dochodu narodowego by osiągnąć założony poziom solidarności a dochód jest z reguły redystrybuowany przez państwa a nie bezpośrednio przez obywateli.

Tak więc jeśli wystosowywać krytykę, to głównie co do jakości "usług" świadczonych przez Państwo a nie odnośnie poziomu opodatkowania. Trudno dojść, czy to obywatele chcieli większej roli Państwa w ich życiu czy też Państwo (urzędnicy i politycy) chciało większej roli w życiu obywateli. Z pewnością wiele szkody mogło przynieść stronnicze patrzenie na świat. Zbyt wiele ludzi chciało mieć poziom życia jak na Zachodzie a jednocześnie pewność zatrudnienia i ilość wkładanej pracy jak w PRLu. Zgrzyty pojawiły się i narastały samoczynnie.

Przebudzenie z ręką w nocniku

W 1997 roku byłem jeszcze nastolatkiem, mogłem nie zrozumieć o co w tym wszystkim będzie chodziło. Teraz, kiedy od czterech lat jestem po stronie państwowych "aktywów" a nie "pasywów" wydaje się że postrzegam to bardziej całościowo. Wcześniej mogło się mi wydawać, że ta cała opieka zdrowotna, edukacja, infrastruktura, że to wszystko jest dane za darmo albo że nawet jeśli jakieś podatki są, to nie jest tego tak dużo i że będę je płacił dopiero za ileś lat oraz że będę to robił z radością (no może lekko przesadzam) jako że będę szczęśliwy że mogę zarabiać i robić z pieniędzmi co mi się podoba.

Wejście we własne życie zawodowe i co za tym idzie rozpoczęcie płacenia zdecydowanie większej ilości podatków, zwłaszcza bezpośrednich, rozwiało tą idylliczna wizję. W międzyczasie zdobyłem doświadczenia życiowe, które kładą się poważnym cieniem na mojej opinii o państwie polskim. 

Zaczynając od dentystki, która powinna załatać moje dziury w zębach - okazało się, że pomimo że płacę, to faktycznie nie mam możliwości skorzystania z usługi. Są jakieś niebotyczne kilkumiesięczne kolejki a jak ząb boli lub wypadnie plomba to nie można czekać. Oczywiście można się swoje wykłócić, czasem się udaje ale to nie tak być powinno. Podobnie z usługami szpitalnymi i poziomem usług lekarzy. Potrafią wciskać pacjentom takie kichy a jak ktoś poddaje w wątpliwość ich zdanie, że to będzie dla mnie dobre, to się obrażają jak mało kto, tak jakby wykonując swoją pracę robili mi wielką łaskę. O łapówkarstwie już nie wspomnę (a jednak wspomniałem).

Podobne przykłady można podawać chociażby z pracy Policji. Jak ktoś został okradziony (lub zdarzyło mu się w życiu coś nawet mniej przyjemnego) to wie, jak opieszali i ignorujący petenta potrafią być funkcjonariusze. W końcu przychodzę do ich świętej placówki i zawracam głowę jakimiś głupstwami. Wiadomo, jak złodziej by zgubił portfel a w nim dowód osobisty z aktualnym adresem to bym może odzyskał własność a tak... co oni biedni i zapracowani mogą zrobić.

Teraz jestem świadomy, w jakim kraju przyszło mi żyć. Mogę się pocieszać, że są gorsze miejsca na świecie, znacznie gorsze. Jeśli nawet Polska byłaby najgorsza, mogę się pocieszać, że kiedyś w Polsce było gorzej, znacznie gorzej a teraz jest lepiej. Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Pozdrawiam optymistów.

4 komentarze:

  1. W Polsce jest też ciekawa dychotomia - nie ufamy politykom, ale chcemy państwa opiekuńczego.

    Dużym problemem jest nieudolność, o której wspominasz. Jeżeli państwo nie jest wstanie zbudować przez 20 lat jednej, porządnej autostrady, to jaką mamy gwarancję, że pozostałe swoje zadania będzie wykonywać właściwie? Tylko w takiej sytuacji powinno się maksymalnie ograniczać pieniądze tak nieefektywnej organizacji. Niestety idziemy w inną stronę i zwiększamy wpływy i wydatki, kompletnie ignorując efektywność wykorzystania tych środków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Często organy władzy chcą na firmy wykonawcze przerzucić cała odpowiedzialność za swoją niekompetencję jako inwestora. Ogłaszają jakiś przetarg z jakims projektem który jest przez kogos zatwierdzony ale jak sie okazuje przy wykonywaniu to ma wiele błędów. Później wykonawca protestuje że ma dodatkową robotę a urzędnik nie dość że nie pomaga załagodzić sytuację to grozi że jak nie będzie zrobione to nie dadzą nic pieniędzy i jeszcze będą kary umowne. Z władzami mało kto wygrywa więc firma przeważnie ustępuje ale następnym razem daje dużo większe ceny w przetargu by się zabezpieczyć. Tak właśnie rosną koszty inwestycji w naszym kraju - przez nieudolność rządzących publicznymi pieniedzmi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Art. 20 Konstytucji to ewidentny przykład treści, która poza "wishful thinking" nic nie wnosi. To są tylko mętne hasła, które można lekką ręką wykreślić z tego dokumentu, tak jak i połowę innych artykułów.

    Służba zdrowia i aparat urzędniczy to będą zawsze wygodni chłopcy do bicia: a to że za wolno, a to że za drogo, a to, że w ogóle bez sensu. Przykra prawda jest taka: gdzie tych ludzi z urzędów, rejestracji, poczty, okienek wszelakich poupychać, skoro całe życie pracowali w PRL i nie umieją pracować? Gdzie poupychać mundurówki i górników, którzy są przekonani, że im "się należy"? A co zrobić z 10 milionami emerytów i rencistów? Albo dlaczego 90% młodzieży uczy się w liceum - wszyscy pójdą na politologię potem czy jak?

    Tu szerszej wizji brakuje, jakiegoś całościowego pomysłu oraz zaufania obywatela do instytucji. To na początek.

    A co do historii, to faktycznie w XVI wieku wyglądało to imponująco: na górze Bałtyk, z dołu po prawej Morze Czarne, a po lewej Adriatyk. Ale to już temat na zupełnie inną bajkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli krótko i do rzeczy, tkwimy w tym .... po uszy bez planu wyjścia, który mógłby w najbliższych latach zdobyć wystarczające poparcie by zostać prawidłowo wprowadzony w życie.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL