środa, 2 marca 2011

Zakupy na zapas

Kiedyś było tak...

Moja mama miała w zwyczaju, jak coś było w dobrej cenie (a nawet takiej normalnej), to kupować dużo na zapas. Były wtedy lata 90-te. Czasem się dziwiłem, skoro oferta cenowa była taka sobie, po co się męczyć i nosić np. 10 kg cukru, 3 kg makaronu czy 5 kg mąki. Czy nie lepiej robić mniejsze zakupy a częściej?

Oczywiście teraz wiem, że taki sposób zachowania był podyktowany doświadczeniami z komuny, kiedy kupowanie na zapas, kiedy tylko była możliwość, było skutecznym, pewnym sposobem na pokrycie przyszłego zapotrzebowania po obecnych cenach. W kraju wysokiej inflacji, było to bardzo przezorne zachowanie.


Historia się powtarza...

Teraz mamy ponownie galopujące ceny surowców rolnych, które przekładają się na wzrost cen żywności. Ceny żywności nie rosną od tego czy poprzedniego roku - jest to stały trend. Odkąd pamiętam (około dwudziestu lat wstecz), żywność pierwszej potrzeby drożała znacznie szybciej niż wskaźnik inflacji tzw. CPI. Raz rosła wolniej, jak w 2009 roku a raz szybciej, jak to wygląda teraz. Dotyczy to szczególnie towarów niskoprzetworzonych, jak np. warzywa, owoce krajowe, pieczywo, proste produkty nabiałowe, mięsa i wędliny, ryby. 

Im produkt bardziej przetworzony, tym generalnie cena rosła mniej. Tu wzrost cen był częściowo amortyzowany wzrostem wydajności przetwórczej oraz być może zmianą tzw. ilości szynki w szynce (wiadomo, białko skórki wieprzowe są tańsze od "litej" szynki). Przykładem są na przykład proste jogurty owocowe - ich ceny zdaje mi się że są podobne od co najmniej kilku lat.

Także szybciej rosły ceny towarów, które wymagają znacznych nakładów pracy, w sektorach gdzie mechanizacja postępowała wolniej niż wzrost wynagrodzeń.

Co zrobić z tą inflacją?

Skoro długoterminowy trend na rynku żywności jest taki stały i można przypuszczać, że ceny żywności ja ko całości będą dalej rosnąć powyżej inflacji CPI, co możemy zrobić? Niestety nie można kupić chleba czy mąki na 5-10 lat do przodu po pierwsze ze względu na to, że się przeterminuje a po drugie, prawdopodobnie nie mamy miejsca gdzie taką ilość przechować.

Są oczywiście różne fundusze, które inwestują w sektory rolne i część z nich nawet dość dobrze rośnie na fali wzrostu cen surowców rolnych oraz inflacji. Można próbować się w ten sposób zabezpieczać i lokować część środków w takie fundusze.

Myślę jednak o prostszym rozwiązaniu i bardziej bezpośrednim czyli o tym, co robiła moja mama - o kupowaniu na zapas. Trudno kupić na zapas świeże warzywa ale np. konserwy można nabyć nawet na rok naprzód. W ten sposób na cały rok zabezpieczamy ceny na stałym poziomie. Do tego konserwy są na tyle mało powierzchniochłonne, ustawne i treściwe, że można je trzymać w domowej spiżarce albo dolnych półkach kredensu. Opakowania ryżu czy makaronu też mogą spokojnie "zimować" w szafce kilka miesięcy.

Sam praktykuję taki zwyczaj od lat - kiedy moje ulubione produkty są w promocji (np. musli, tuńczyk w sosie własnym i w oleju, kukurydza, groszek, pomidory bez skórek itp. ;)), kupuję kilka opakowań na zapas. Teraz kiedy się przeprowadzamy do nowego miejsca, koniecznie zadbam, by w kuchni było dość przestrzeni na nawet bardziej ambitne zapasy.

A jakie są Twoje sposoby na radzenie sobie z inflacją żywności i innych produktów?

12 komentarzy:

  1. Zapasy trzeba robić. Czasy kiedy nie trzeba było powoli mijają. Może będą ciągle dostępne (nie jak za komuny) ale na pewno coraz droższe. A jak inflacja rozhula się na dobre to będą rosnąć z tygodnia na tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupowanie na zapas to bardzo dobry sposób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym chętnie kupił np. kupon Groupon-podobny którym bym mógł np. zapłacić za 100 puszek tuńczyka 30% normalnej ceny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko to dziala tez w druga strone, wielu ludzi nadal stosuje techniki Twojej mamy i wczoraj slyszalem od kolegi, ze w Przemyslu, bylym miescie wojewodzkim, brakuje w sklepach cukru, przez co cena tam gdzie sie pojawi wynosi nawet 4.5 PLN, podczas gdy u mnie na pomorzy mozna spokojnie kupic za 3.7-3.8 PLN :P

    Wszystko trzeba pilnowac i liczyc ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat specjalnie dla mnie? ;-)

    Ja kupuje na zapas z kilku powodow:
    -jak jest promocja na produkty, ktorych uzywam (tunczyk i jedzenie dla kotow dominuja, ale nie tylko)
    -z lenistwa, bo nie lubie robic czesto zakupow
    -by miec zapas jedzenia na wypadek, gdybym na powaznie musiala trenowac survival miejski
    -hurtowo, bo jest taniej (duze opakowania)

    Efekt jest taki, ze koty maja jedzenie na najblizsze pol roku, bo byla dobra promocja. Tunczyka zawsze mamy pelna szafke, czasami nie miesci sie.

    Niektore produkty kupujemy tylko w cenach promocyjnych, bo nie chcemy przeplacac bez promocji. Skoro moga je sprzedawac np za polowe ceny, to dlaczego chcialabym placic pelna cene?

    OdpowiedzUsuń
  6. Richmond,

    to fajnie będę częściej o tym pisał jako że ten temat bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Zdzichu, możesz dołączać gazetki z przecenami z lokalnych marketów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem że to nie ma większego wpływu na koszty mojego życia ale co tydzień przeglądam gazetki z kilku supermarketów jakie mam w pobliżu i na zakupy wychodzę dopiero jak mam kilka promocji na oku. Stosuję zasadę, że im rzadziej się chodzi do sklepów, tym mniej się wydaje. Podobnie jeśli się chodzi na zakupy z listą potrzebnych produktów i rzadko kupuje coś spoza niej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie sądze żeby kupno za zapas miało jakiś sens. Dlaczego? Ponieważ wzrosty cen żywności są bardzo długotrwałe i ten trend się utrzymuje od lat, dlatego 'spróbkowanie' tej funkcji na przestrzeni kilku miesięcy nie powinien przynieść większych oszczędności.
    Natomiast ceny warzyw i owoców są najniższe w czasie kiedy jest ich najwięcej i na bazach ludzie sprzedają je za bezcen i w dodatku wysokiej jakości.
    Sposób 'mamowy' : wkładanie do słoików masy przetworów i półproduktów, roboty bardzo dużo ale metoda efektywna.
    Dla ludzi którzy pracy w kuchni nie praktykują (tak jak ja) zostaje tylko utrzymanie własnej dynamiki płac na poziomie kilkakrotnie większym niż inflacja i zmarginezowanie kosztów jedzenia w kosztach życia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżeli ktoś lubi robić zakupy na zapas, to warto wziąć pod uwagę kupowanie w sezonie np. warzyw i mrożenie ich nawet na kilka miesięcy. Mrożenie jest jednym z najmniej inwazyjnych sposobów konserwowania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Patrząc na wykresy cukru, (np na http://www.forexpros.pl/commodities/us-sugar-no11-advanced-chart) można było ładnie zaoszczędić kupując w "dołku" i chowając w spiżarni. A na "górce" można by nawet i sąsiadowi odsprzedać;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja tylko dodam że rok 2011 będzie rokiem inflacji zobaczycie...
    Wojny, teraz tsunami w Japonii...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL