czwartek, 20 stycznia 2011

Najważniejsza lekcja z minionego roku

Jak w tytule - dobry temat na autorefleksję. Dla mnie taką lekcją inwestycyjną było, by z jednej strony działać odważnie a z drugiej, w tej odwadze, starać się zabezpieczyć przed możliwie największą liczbą mocno negatywnych scenariuszy. Brzmi jak paradoks, dlatego poniżej wyjaśnię to bardziej szczegółowo.

Na początku minionego roku pisałem
"rok 2010 może nie przynieść tak spektakularnych zysków jak 2009 a wiele okazji na rynku akcji już zanikło, pojawiły się (moim zdaniem) pierwsze przewartościowane akcje. W związku z tym, że potencjał na zyski jest mniejszy, zmniejszam też podejmowane ryzyka, szukając przysłowiowych "rodzynek" w cieście jakim jest GPW i ogólnie rynek potencjalnych inwestycji."


Faktycznie, indeksy dały zarobić choć zdecydowanie mniej niż w 2009. Wiele osób, trzymając się niewłaściwych (pechowych) walorów, mogło miniony rok zakończyć wynikiem poniżej stopy wzrostu głównego indeksu WIG20 / WIG a nawet stratą. Tak było w przypadku wielu trzymających się akcji spółek budowlanych i deweloperów zgodnie ze strategią "kup i trzymaj". Wystarczy spojrzeć na wyniki m.in. tej ankiety.

Patrząc na skład mojego portfela na początku stycznia, widzę, że trzymanie tych walorów do końca roku, dałoby stopę wzrostu szacunkowo ok. 10%, podczas gdy zmieniając aktywnie portfel, co miesiąc otwierając i zamykając pozycje, byłem w stanie dojść do stopy wzrostu ok. 39%

Z jednej strony brałem udział w prywatyzacjach na czym trochę zarobiłem jak myślę przy ograniczonym ryzyku, z drugiej strony kupowałem akcje spółek tanich pod względem wskaźników C/Z i C/WK a jednocześnie wykazujących potencjał znacznej poprawy wyników i perspektyw. Po trzecie, jak indeksy biły rekordy, obstawiałem korektę oraz redukowałem agresywną część portfela, zgarniając zyski ze stołu. Następnie czekałem w lokatach na nowy moment wejścia w te same spółki lub w inne walory/instrument, zależnie od sytuacji.

W sumie zaangażowałem się na kilkunastu walorach, kończąc większość operacji na plusach małych i dużych, z kilkoma większymi wpadkami oraz kilkoma mniejszymi. Można powiedzieć, że każdą operację przemyślałem z kilku perspektyw. Jak miałem wątpliwości po otwarciu pozycji, to powtarzałem analizę i kiedy trzeba zamykałem pozycję w najbliższym w miarę dogodnym momencie. 

Czasem kończyło się to utratą dalszych zysków (m.in. Nordea, PGF, TU Europa) ale też w wielu przypadkach wycofałem się przed przysłowiowym "kiszeniem" (Polnord, BPHFIZSN, ARKAFRN12) lub sporymi spadkami (Gant, Getin Noble Bank, Kredyt Inkaso). W sumie wpłynęło to na mniejsze wahania portfela a jednocześnie zmusiło do wnikliwej i praktycznie nieustannej analizy rynku w celu wyszukiwania potencjalnych inwestycji.

Popełniłem też błędy, które wynikały z niedostatecznej analizy sytuacji. Pomimo że badanie przedtransakcyjne jak sądziłem zrobiłem spore, później odkryłem więcej informacji, co skłoniło mnie do zmiany strategii nawet po kilku dniach od otwarcia pozycji planowanej wcześniej na nawet 6-12 miesięcy.

5 komentarzy:

  1. Tych kilkanaście walorów to chyba maks, jeśli chodzi o możliwości rzetelnej oceny sytuacji. A i tak ciekaw jestem, ile czasu kosztuje Cię "wnikliwa i nieustanna analiza rynku", choć - z drugiej strony - dla +39% było warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilkanaście walorów się przewinęło, jednorazowo najwięcej to 7-8.

    Co do czasu, inwestowanie to moja pasja, sprawia wielką satysfakcje więc czas nie gra roli.

    Kilkanaście godzin w tygodniu na sprawy inwestycyjne, łącznie z dodawaniem tekstów na stronie, na pewno poświęcam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdzichu czekamy aż otworzysz własny fundusz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bartek, jak będę się intensywnie od Ciebie uczył to mam szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lol Zdzichu bo się zacznę rumienić :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL