piątek, 27 sierpnia 2010

Strategia "ziarnko do ziarnka" czyli o rabatach i bonusach słów kilka

Znacie na pewno przysłowie "ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka". Duże ilości składają się z małych ilości. Jeśli nie można zebrać dużo to można zebrać mało i kontynuować zbieranie gdzie się da i jak długo się da, by w końcu dojść do przysłowiowej "miarki".

Taka strategia jest kamieniem węgielnym wielu osób oszczędnych i inwestorów. Zakłada zwracanie uwagi nawet na drobne oszczędności i drobne przychody, które jeśli można powtarzać codziennie, przełożą się na spory kapitał (korzyści). Przykład oszczędności opisał inwestor Cheed na swoim blogu, wyjaśniając jak można w sieci Play zyskać około 60 zł na rozmowy dzięki przeniesieniu do nich swojego numeru telefonu.

Poniżej opiszę listę znanych mi programów klubowych, partnerskich i lojalnościowych, dzięki którym można regularnie tworzyć korzyści:

Zbieranie punktów

1. 5Plus - zbierasz punkty za opłacanie faktur / doładowania telefonu w sieci Plus GSM, regulowanie płatności poprzez polecenie zapłaty, staż w sieci a nawet dostajesz punkty na swoje urodziny. Punkty można wydawać na różne gadżety a z bardziej przydatnych, np. doładowania prepaid kart sieci Plus, prenumeraty czasopism dla pań i panów, bony zakupowe do Empiku czy salonów APART. Plus programu jest taki, że po zapisaniu się nie musisz robić zupełnie nic, punkty same się dodają do konta. Po 1-3 latach zależnie od wydatków, możesz mieć na roczną prenumeratę albo na nabycie książek kartą zakupową Empiku za 300 zł (co sam planuję zrobić).

2. Payback - punkty dostajesz za zakupy w sieci Real, za złotówki wydane na opłacanie rachunków w sieci Orange i TP SA, wydatki w sieci Jysk i u wielu innych partnerów. Punkty za wydatki telekomunikacyjne po rejestracji karty Payback "zbierają się same" a przy zakupach w sklepach kartę trzeba okazywać za każdym razem. Punkty są niestety niewiele warte, więc trzeba długo zbierać by mieć na coś sensownego. Co jakiś czas natomiast przychodzą pocztą różne kupony na zniżki i czy dodatkowe punkty i wtedy już można oszczędzić przy jednorazowych zakupach do kilkudziesięciu procent.

3. Premium Club - wśród partnerów są Link4 (ubezpieczenia) i Statoil. Karta się głównie przydaje jeśli na tej stacji tankujemy i co jakiś czas robimy zakupy. Kiedyś partnerem było też KFC i wtedy założyłem kartę. Teraz jej praktycznie nie używam. Katalog nagród jest bardzo szeroki, w tym jest wiele przedmiotów "droższych" które analogicznie wymagają wielu punktów a więc wielu tankowań.

4. Tesco Clubcard - zbierasz punkty za zakupy w Tesco. Dostajesz też kupony na znacznie tańsze zakupy np. kosmetyków czy żywności. Przy kasie za każdym razem trzeba okazać kartę. Co około kwartał dostajesz równowartość punktów w postaci bonów zakupowych w wykorzystania w Tesco. Punkty zbierają się dość wolno, można po 3 miesiącach dostać np. bony za 3-6 złotych mimo że się kilka razy w tygodniu robiło zakupy w Tesco.

5. Partnerskie karty kredytowe - np. Citibank Plus umożliwia zbieranie punktów 5Plus dzięki wykonywaniu nią zakupów a BZ WBK Payback analogicznie przyspiesza gromadzenie punktów Payback. Z kolei karta Rossmann mBank daje 5% na zakupy w wymienionej drogerii. Karta Citibank LOT  umożliwia szybsze zbieranie punktów Miles&More a do tego daje rabat na bilety LOTu. 

Niestety utrzymanie każdej z tych kart kosztuje kilkadziesiąt złotych rocznie, co w większości przypadków dewaluuje uzyskiwane korzyści. Tutaj tym bardziej trzeba przeliczyć, czy jest sens je zakładać. Korzyści muszą przewyższać kilkakrotnie koszty utrzymania karty. Druga opcja to wynegocjować, by opłata za kartę nie była w ogóle pobierana ale to się zdarzy pewnie tylko, jeśli wykonujemy ją zakupy za naprawdę duże kwoty.

Zbieranie zniżek

1. Karta rabatowa pralni chemicznej (Panda?) - pralnia jest często w galeriach handlowych. Płaci się za kartę 10 zł ale uzyskuje 10% "dożywotniego" rabatu na usługi. Można wyrobić przy pierwszej okazji jak trzeba oddać do prania chemicznego np. garnitur albo zimowy płaszcz. Możliwe że inne pralnie mają podobne programy.

2. Karty absolwenta. Większe uniwersytety (generalnie wyższe uczelnie) potrafią mieć dość rozbudowaną sieć kontaktów z lokalnymi firmami usługowymi. Sam kończąc Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, wyrobiłem taką kartę (bezpłatnie). Mam dzięki temu prawo do wstępu na niektóre koncerty (itp. wydarzenia kulturalne) ze zniżką na prawach studenta. Podobnie mogę kupować w niektórych księgarniach książki z rabatem albo korzystać ze zniżką z usług np. fryzjerskich.

3. Karta członkowska Stowarzyszenia inwestorów Indywidualnych. Pisałem o niej wcześniej tutaj. Członkostwa kosztuje od 60 zł (do 26. roku życia) do 90 zł rocznie. Ilość zniżek jest szeroka. Należy skalkulować, czy się członkostwo nam opłaca. Jeśli mamy płatny rachunek maklerski (np. 50 zł rocznie) i prowizję od transakcji na akcjach (np. 0,39%) to dzięki karcie SII możemy oszczędzić na opłatach znacznie więcej niż wynosi składka. Do tego możemy uczestniczyć bezpłatnie w spotkaniach SII lub dostaniemy rabat. Otrzymujemy też pocztą bezpłatny kwartalnik Akcjonariusz. Warto pomyśleć i SII, jeśli aktywnie działamy na giełdzie.

Powyżej opisałem tylko kilka przykładów najbardziej mi bliskich. A Ty z jakich programów lojalnościowych (kart rabatowych) korzystasz i jakie możesz polecić?

czwartek, 26 sierpnia 2010

Jaka premia za ryzyko i nasz wysiłek?

Komentarz Czytelnika Cashflow88 do ostatniego artykułu zmotywował mnie do opisania, w jaki sposób oceniam, czy warto posiadać w danym okresie w portfelu inwestycyjnym głównie akcje, instrumenty pochodne, surowce czy głównie oprocentowaną gotówkę na lokatach lub rachunkach.

Wszystko generalnie rozchodzi się o premię za ryzyko i kwotę tzw. wolną od ryzyka. Jeśli za bez ryzyka uznam oprocentowanie depozytów bankowych, to aby był sens lokować w akcje czy inne bardziej ryzykowne instrumenty, musi z ich posiadania wyniknąć widocznie więcej korzyści niż równowartość gwarantowanych odsetek bankowych.

W przypadku dowolnych instrumentów, proces inwestycyjny u inwestora fundamentalnego przebiega mniej więcej tak, że ustalana jest wartość godziwa (docelowa) a różnica od ceny bieżącej stanowi o potencjale wzrostu lub spadku. Należy też założyć jak najbardziej realistycznie, w jakim okresie ceny docelowe mają szanse zostać osiągnięte.

Następnie trzeba rozłożyć potencjał wzrostu na ten okres realizacji prognozy. Jeśli potencjał wynosi 50% a planowany okres na wzrost wartości to 3 lata, to będzie to około 14% rocznie. Taki jest potencjał średniorocznego zysku.

Teraz czas na kalkulację kwoty wolnej od ryzyka. Alior Bank niedawno poinformował o wprowadzeniu lokaty na 5,8% na 2 lata z dzienną kapitalizacją, co oznacza że przy zakładaniu dowolnej liczby lokat po maksimum 14-15 tys. zł, nie będzie trzeba płacić podatku Belki. Oprocentowanie ubruttowione wyniesie 7,59%. Jeśli założymy, że w III roku założymy podobną lokatę, to w wysokości 7,59% rocznie można ustalić zysk wolny od ryzyka.

Teraz czas zdać sobie sprawę, jakiej premii należy szukać by podjąć ryzyko inwestycyjne. Sam wymagam co najmniej 2% premii za fatygę. Inaczej szkoda mojego czasu i wysiłków. Zatem w tej chwili, by zainwestować w cokolwiek poza najlepszymi lokatami, kalkulowany realny zysk musi być wyższy niż 9,59%. 

Na tym nie koniec. Przecież przez te 3 lata dana inwestycja może nie przynieść takiego zysku jak oczekujemy. Trzeba oszacować ryzyko osiągnięcia niższego wyniku i wymagać dodatkowej premii za podjęcie inwestycji. Do tego można też skalkulować szansę na osiągnięcie wyższego wyniku lub tego samego ale wcześniej. Kumulując wpływ tych czynników, możemy żądać np. 2% ekstra za podjęcie ryzyk inwestycyjnych.

W sumie minimalna stopa zwrotu kwalifikująca do wejścia w inwestycję, rośnie nam do 11,59% rocznie. Jeśli sądzimy, że na danym instrumencie można zarobić średniorocznie przez dany okres np. 14%, to kwalifikuje się on do wprowadzenia do naszej listy inwestycyjnej. Nie oznacza to jednak, że mamy automatycznie wchodzić w dany instrument. Lepiej jeszcze raz skalkulować ryzyko, upewnić się i dopiero wtedy zdecydować.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Aktualności z portfela

W portfelu inwestycyjnym mam teraz akcje dwóch spółek z GPW: LC Corp (13% portfela) i TU Europy (24%). Pozycję LCC zmniejszyłem w tym miesiącu z 37% z racji innych wydatków inwestycyjnych. Uznałem że z dwojga złego lepiej nie redukować Europy bo ma lepsze wyniki operacyjne a planowana emisja akcji może w miarę szybko pozwolić zrealizować potencjał zysku.

Kurs obu firm porusza się w trendzie bocznym, w przypadku LCC od około roku a ERP od kilku już lat. W tym czasie (1-2 lat) sytuacja obu firm, jak i ta na GPW, się poprawiła i w każdym momencie może moim zdaniem pojawić się wybicie kursu z trendu bocznego. Teoretycznie, im dłuższa konsolidacja, tym większe może być wybicie.

Moją strategią jest kupowanie, o ile to możliwe w momencie, kiedy kurs zachowuje się spokojnie (trend boczny) albo jest w korekcie, tak że można nabyć akcje w cenie kilkumiesięcznych minimów. Tak też zrobiłem z Europą (średnia cena wejścia 122,25 zł), nieco słabiej poszło z LCC (cena wejścia 1,60 zł). Obie spółki są, jak sądzę, dobrą inwestycją w długim terminie. 

LC Corp jest ciekawy z racji:
- trzymania kosztów stałych (zarządu) w ryzach i ich redukcji w gorszych czasach
- wysokiej marży na sprzedaży mieszkań (idzie w zyskowność a nie w ilość, jak np. Gant); też dzięki temu ma relatywnie mniejsze zapotrzebowanie na kapitał obrotowy w relacji do zysków
- w porównaniu do innych spółek z branży jest dobrze zarządzany
- posiada niskie zadłużenie w stosunku do wielkości kapitału własnego, ok. 20-30%, co zmniejsza ryzyko operacyjne; np. w 2009 roku, kiedy banki nie chciały kredytować deweloperów, LCC budował głównie za środki własne i wpłaty klientów - jak deweloper ma niskie zadłużenie i jest godny zaufania, to klienci są bardziej skłonni do wpłat transz już na wczesnym etapie budowy
- od debiutu spółki na GPW nie było większej emisji akcji, dzięki czemu nie uległy rozwodnieniu ani kapitałów ani potencjalnych zysków na akcję; można przypuszczać że w średnim terminie także nie dojdzie do emisji (negatywne przykłady emisji były m.in. w Gancie i Polnordzie)

Minus LCC to głównie:
- drogo kupionych kilka działek w szczycie boomu, na których pewnie powstaną projekty z około zerową marżą. Dlatego nie ma co się spodziewać w najbliższym roku wysokich zysków operacyjnych
- spółką ostatnio nie interesują się więksi gracze, więc kurs jest w marazmie, zachowuje się gorzej niż indeksy

Z kolej plusy TU Europy to:
- utrzymujący się wysoki zwrot z kapitałów własnych umożliwił w ostatnich latach coroczny dwucyfrowy wzrost zysku na akcję. Zysk był głównie akumulowany w spółce. Na rok 2010 wskaźnik Cena/Zysk można prognozować na 8, przy cenie akcji ok. 125 zł. Tak dynamiczny rozwój działalności operacyjnej w końcu się przełoży na wzrost kursu.
- możliwe że do końca roku spółka przeprowadzi emisję akcji, 20% nowych akcji z przeznaczeniem kapitału na rozwój; 20% starych akcji sprzeda Getin Noble Bank. Zwiększenie free float powinno aktywować zainteresowanie funduszy. Jeśli wycena wskaźnikowa TU Europy ma się zbliżyć do wyceny PZU, to jest szansa na cenę za akcję ERP około 170-190 zł. Możliwy jest też wyskok kursu przed lub w trakcie przeprowadzania emisji.

Minusy ERP: 
- przeprowadzenie emisji akcji może się odwlec i możliwe, że przez długi czas kurs ani drgnie pomimo dobrych wyników finansowych spółki
- płynność akcji spółki jest niewielka, przez co trudno nabyć (i sprzedać) pakiet akcji większy niż kilkaset sztuk (równowartość kilkadziesiąt tys. złotych) bez znaczącej zmiany kursu.

Teraz i w perspektywie ok. 1,5 roku nie będę pewnie miał większych środków na włożenie w akcje, poza tymi, które już ulokowałem. Natomiast to, co ulokowałem, mogę trzymać bez wycofywania bardzo długo. Zastosuję więc strategię "kup i trzymaj", z bierzącymi cenami docelowymi: LCC ok. 2 zł a ERP ok. 180 zł. Daje to około 40% potencjału wzrostu w wypadku każdej ze spółek, co uważam za wystarczającą konkurencję dla depozytu bankowego, oprocentowanego maksymalnie na poziomie ok. 7% brutto rocznie. Jednocześnie zakładam, że wzrost kursu LCC i ERP nastąpi w najdalej 2 lata od teraz.

Pochodne

Ceny posiadanych przeze mnie opcji short call, na USDPLN, złoto i miedź, spadły prawie do zera i czekam do wygaśnięcia by zwolnić środki z depozytów i nie płacić za spread opcyjny. Opcja na miedź wygasa na koniec września a na pozostałe instrumenty na początku listopada. Uzyskane środki prawdopodobnie ulokuję w inne opcje short call albo short put. Jeśli będzie wysoki kurs to możliwe, że częściowo otworzę krótką pozycję na EURRON (zarabianie na dodatnich swapach). Pochodne powinny zapewnić mi w miarę regularne zyski w obliczu nieprzewidywalności zachowań kursów akcji w średnim terminie.

Gdzie zmierzają indeksy w średnim terminie?

Przychylam się do scenariusza wahań indeksu WIG20 między 2200 a 2600 w perspektywie do końca tego roku. Do tego przekonały mnie m.in. sierpniowy raport miesięczny DI BRE i ostatnie analizy na blogu Wojciecha Białka.

środa, 18 sierpnia 2010

Bezsens wieku emerytalnego

System emerytalny - drugi "Matrix"?

Jesteśmy świadkami dyskusji o potrzebie wydłużenia systemowo ustalanego wieku emerytalnego. Problem ten dotyka tak Polskę jak i inne kraje "rozwiniętego" świata. Przyczyną są oczywiście pieniądze a raczej ich deficyt. Ta z kolei jest wywołana nieefektywnością obecnego mechanizmu emerytalnego i państw w ogóle. Do tego dochodzi  konieczność obsługi długów zaciąganych głównie przez ostatnie 20 lat (objaw słabości systemu). Na to nałożył się trend demograficzny wydłużającego się średniego okresu życia.

W tym świetle, zastanawiam się, czy postawienie jednoznacznej granicy, kiedy wszyscy przechodzą na emeryturę ma sens. Przecież każdy chce przejść na emeryturę, kiedy jeszcze będzie w stanie coś ciekawego zrobić z czasem wolnym: pojechać na wycieczkę w góry, popływać w morzu lub chociaż na przejażdżkę rowerem a nie w wieku, w którym główną rozrywką są spacery z chodzikiem do ławki przed blokiem i z powrotem. 

Jest coraz bardziej czytelne, że poleganie na systemie, zostawia nas z przysłowiową ręką w nocniku. Pracujemy, płacimy podatki na różne ubezpieczenia i nietylko. Przerwanie tego ciągu następuje dopiero, kiedy jesteśmy niezdolni do pracy i często niezdolni do wypoczynku.

Czy wyjść z "Matrixa"?

Sterowanie zachowaniami społeczeństwa przez państwo kieruje nas jako jednostki na manowce. Nie ma sensu czekać do ukończenia 65, 67 czy 70 lat by przejść na emeryturę i porzucić aktywność zawodową. Wręcz sądzę, że czekanie tak długo jest dla nas szkodliwe.

Dlatego może lepiej pracować coraz mniej (i coraz lżej) już od momentu, kiedy pierwszą połowę życia mamy za sobą? Niech to będzie wiek 40 lat. To dobry moment by zacząć spędzać coraz więcej czasu na rozrywkach dla ciała, ducha, tym czym chcemy się zająć, a coraz mniej na pracy, która też nas absorbuje ale niekoniecznie wyzwala pozytywne emocje. 

Wiek 40 lat przypada też na okres, kiedy mogą ujawniać się symptomy pogarszania się stanu zdrowia. Pracując mniej a spędzając więcej czasu np. na łonie natury, odpoczynku psychicznym, możemy zabezpieczyć to zdrowie na dłużej. Możemy razem z żoną (mężem, dziećmi, przyjaciółmi, sąsiadami itp.) jeździć na wycieczki, biwaki itp. szeroko rozumiana integracja z tymi, z którymi chcemy być razem.

Kiedy i jak działać?

Jak z każdym działaniem, im wcześniej zaplanujemy jakie kroki i kiedy podjąć, tym lepiej. Jeśli już jesteśmy tuż przed czy po 40-stce, mamy na tyle czasu, by zmienić trajektorię na zbliżoną do wyżej opisanej. W najlepszej sytuacji będziemy jednak, jeśli jesteśmy uczniem szkoły średniej lub studentem. Wtedy całe nasze życia zawodowe mamy przed sobą i możemy całościowo pokierować naszym życiem dla osiągnięcia wyżej opisanego efektu.

Minus wyjścia z "Matrixa" emerytalnego jest taki, że tu i teraz musimy zacząć myśleć i działać na rzecz często odległej przyszłości. Musimy sobie uświadomić jak źle będzie jeśli nic nie zrobimy i nie przejmiemy na siebie brzemienia zadbania o przyszłość. 

Od razu nie zobaczymy owoców a tylko dodatkowe nakłady pracy. Zakładając, że zaczynamy od finansowego zera, mamy tylko około 15-20 lat pracy, by uzbierać dość majątku, wiedzy i doświadczenia zawodowego by w okresie od 40 do powiedzmy 55-60 roku życia móc pozwolić sobie na coraz lżejszą pracę i jednocześnie nie czuć zagrożenia bezrobociem. Jednocześni majątek pozwoli nam fajnie żyć na stuprocentowej emeryturze już w wieku 55-60 lat.

A jak Ty sobie wyobrażasz swoje życie? Czy wiesz jak zadbać o przyszłość? Czy robisz coś, co zapewni Tobie szczęście?

wtorek, 17 sierpnia 2010

Czy cenisz bezpieczeństwo?

Bezpieczeństwo jest uczuciem, które dociera do świadomości w zasadzie tylko dzięki istnieniu zagrożeń. Stracić można zdrowie,  pracę, oszczędności a nawet życie. Wartość każdego z wymienionych jest największa w naszych oczach im nas mniej dzieli od ich utraty. Może dlatego niektórzy lubią sporty ekstremalne jak wspinaczkę czy skoki na bungee, bo wtedy czują że żyją.

Teraz przełóżmy to na sprawy dnia codziennego i związane z finansami osobistymi. To one w znacznej mierze warunkują nasz poziom bezpieczeństwa względem utrzymania zdrowia fizycznego i psychicznego, posiadania pracy, tworzenia szczęśliwej rodziny dzięki zapewnieniu materialnych warunków do rozwoju.

Tak więc bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Czy oznacza to, że zamożni ludzie czują się bezpieczniejsi niż biedni? Generalnie zapewne tak, ale są różne przypadki. Czy bezpieczniej będzie czuła się rodzina wydająca miesięcznie 3.000 zł i mająca 60.000 oszczędności czy ta wydająca 20.000 zł i mająca 100.000 zł oszczędności? 

Zmierzam do tego, że bezpieczeństwo jest czymś względnym i inne są kwoty potrzebne by zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jednym z głównych czynników jest tu poziom naszych wydatków. Im one większe, tym większych środków potrzebujemy mieć w rezerwie, powiedzmy na takim "funduszu utraty źródła dochodu".

Druga kwestia to planowanie większych wydatków, które pojawiają się systematycznie w naszym życiu, jak np. urlop, zakupy sprzętów AGD czy komputerów. Na takie cele też lepiej mieć fundusz i zacząć na niego wpłacać już teraz, tak by zebrać wystarczające środki do czasu, jak coś trzeba będzie wymienić lub jak przyjdzie termin planowanego wypoczynku.

Trzeci ważny fundusz dotyczy naszego zdrowia. Co prawda płacimy spore kwoty na ubezpieczenie zdrowotne ale jak przychodzi co do czego, to trzeba nieraz czekać kilka miesięcy by dostać się na należne nam badanie lub zabieg. Znam przypadki osób, u których w trakcie oczekiwania, stan zdrowia się znacząco pogorszył. Dlatego, jeśli sytuacja wymaga by leczenie rozpocząć natychmiast, lepiej wyłożyć pieniądze z naszego prywatnego funduszu zdrowia i leczyć się prywatnie. Te środki także należy zacząć zbierać możliwie najwcześniej i wydawać oczywiście lepiej na profilaktykę niż na leczenie.

Podsumowując, bezpieczeństwo wiąże się z planowaniem przyszłości, w tym przypadku z planowaniem naszych finansów w horyzoncie do kilkudziesięciu lat naprzód. Podejmujemy czasem drobne działania tu i teraz, które razem tworzą coś bardzo wartościowego i często niemożliwego do osiągnięcia w krótkim czasie.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Na rozdrożu...

Od kilku miesięcy zastanawiam się, jakie będzie wyjście gospodarki polskiej i światowej z narastającego problemu zadłużenia państw. Nie prowadzę profesjonalnych badań ekonomicznych ani nie posiadam wykształcenia akademickiego w tym kierunku. Moje opinie powstają więc poprzez łączenie opinii różnych ekonomistów i obserwatorów rynku na własny sposób.

Do miejsc, które moim zdaniem zawierają najwięcej ciekawych komentarzy, należą: blog Wojciecha Białka, komentarze miesięczne DI BRE Banku, blog Trystero, blog dwagrosze, blog wykresygieldowe i kilkanaście innych stron. 

Poniżej opisuję stworzony szkic makroekonomiczny. 

Obecnie jesteśmy w fazie ożywienia na świecie, będącego w krajach rozwiniętych ociężałym odbiciem od dna z zeszłego roku. Kraje takie jak Polska i świata rozwijającego się są w lepszej sytuacji, jest silniejsza konsumpcja i większe ożywienie w eksporcie.

Podstawowy problem jest taki, ze sentyment konsumencki w krajach rozwiniętych jest kiepski, dominuje chęć oszczędzania na gorsze czasy i spłaty już zaciągniętych kredytów. Samo w sobie jest to dobre zjawisko ale jest źle odbierane bo nie przyczynia się do wzrostu zysku firm w krótkim terminie i źle rokuje na przyszły eksport z krajów rozwijających się. To z kolei stoi na przeszkodzie wzrostowi dochodów społeczeństwa.

Ta tendencja ograniczania konsumpcji i delewarowania wydaje się na tyle trwała, że trudno jest skłonić ludzi do większych zakupów i wszelkie bodźce w postaci realnie ujemnych stóp procentowych w tym nie pomagają. Banki też nie pożyczają pieniędzy tak łatwo jak kiedyś bo rynek pracy jest słaby i jest duży współczynnik kredytów nie spłacanych w terminie. Dlatego liczą sobie wysokie marże, w porównaniu do poziomu sprzed kryzysu. 

Pomimo niskich stóp procentowych, kredyty dla ludności i firm nie są wcale tak tanie. Jedynie zadłużające się kraje rozwinięte korzystają na tym, mając tańsze finansowanie deficytów i emitują coraz więcej obligacji, które są dalej obejmowane często przez fundusze inwestycyjne i banki.

Giełdy w takiej sytuacji, trudno by rosły dużo ponad obecne poziomy. W Polsce indeks WIG20 wzrósł już ponad 100% od dołka z wiosny 2009 roku i zdaje się, że trwające ożywienie jest już w cenach akcji. Na dyskontowanie kolejnych wzrostów zysków nie ma co liczyć bo takie wzrosty mogą nie nastąpić, a wręcz przeciwnie.

Na rynku surowców naturalnych króluje spekulacja zależna od szybko zmieniających się przepływów kapitałów między rynkami i od prognoz makroekonomicznych. Jak światowy wzrost PKB nieco przyspiesza, kapitał napływa na rynek metali przemysłowych czy paliw, powodując nieproporcjonalne wzrosty cen, szybko dyskontując przyspieszanie i spowalnianie wzrostu gospodarki w dłuższym horyzoncie

Podobnie każdy wzrost inflacji powoduje większe zainteresowanie surowcami, których ceny w długim okresie mogą odzwierciedlić inflację ale z racji na wysoką zmienność, ostatecznie czy będzie zysk czy strata zależy od timingu. 

Powszechna znajomość wskaźników wyprzedzających koniunkturę, zaburza znane historycznie reakcje rynków. Wcześniej kulminacja wzrostu giełd wyprzedzała kulminację wzrostu PKB. Teraz giełdy mają ruch w górę za sobą zanim wzrost PKB się w ogóle zacznie. Lepszym danym z gospodarki towarzyszą już spadki przed często dość odległym spowolnieniem.

Projekcje wzrostu czy spadku PKB, wzrostu i spadku inflacji są bardzo często zmieniane i dyskontowane w sposób niemal przypadkowy. Nie ma chyba sposobu stworzyć długoterminowej strategii opierającej się na takich prognozach. Każdy bowiem znaczący gracz na tym rynku tworzy prognozy pod swój portfel inwestycyjny, rekomenduje sprzedawać jak chce kupić i kupować jak sam chce sprzedać.

Jako że trudno mi wskazać, co się stanie na rynku długu, akcji czy surowców w perspektywie kilku lat z powodu przeciwstawnych argumentów, myślę, że rynek pozostanie dość rozchwiany ale ostatecznie za 1-2 lata poziomy indeksów akcyjnych czy surowców, mogą być realnie podobne do obecnych a zakres wahań może wynieść +/-15% od obecnego poziomu. 

W takich warunkach nie opłaca się dla większości aktywów stosować strategii kup i trzymaj a raczej spieniężyć inwestycje przy najbliższej kilku-kilkunastoprocentowej zwyżce i trzymać w gotówce. Jednocześnie warto się delewarować, oszczędzać i zmniejszać zobowiązania, tak by w razie długotrwałego marazmu gospodarczego, niższymi ratami od kredytów zrekompensować środowisko spadającej siły nabywczej dochodów netto (efekt niskiej realnej dynamiki płac i wzrostu podatków). Jednocześnie gotówki nie warto mieć za wiele z racji ryzyka inflacji, równowartość kilkuletnich wydatków domowych zupełnie wystarczy.

Odnośnie lokat, jestem sceptyczny co do lokat dłuższych niż 12 miesięcy. Z racji obaw inflacyjnych w Polsce, może dojść do wzrostu stóp procentowych i najlepsze oferty depozytowe będą za rok lepsze niż obecnie, może około 6% netto? (obecnie najlepsza to lokata 12-miesięczna z dzienną kapitalizacją w Open Finance na 5,25% netto).

W dłuższym terminie, powiedzmy 4-7 lat, myślę, że doświadczymy znaczącego wzrostu podatków od tego, co się posiada (nieruchomości, pojazdy), co się zarabia (PIT, ZUS, CIT)  i co się wydaje (wyższy VAT już puka do drzwi). Wszystko to wskutek spowolnienia gospodarczego i wzrostu deficytu budżetowego przyczyny bezpośrednie. Najważniejszym, pośrednim powodem, jest brak reformy budżetu i aparatu państwowego by zachęcić obywateli do większej aktywności gospodarczej.

Rządy krajów demokratycznych objawiły się nie tyle skłonnością do tzw. socjału co niegospodarnością i brakiem odpowiedzialności za błędną politykę gospodarczą. Jest to po części skutek tego, że w gospodarce jest coraz więcej polityki państwa. Demokratyczny aparat państwowy i sami obywatele, wypaczyli idee socjału przez tak liczne nadużycia, że można podważać sens wiary w samą ideę. Ideowo sytuacja demokracji modelu zachodniego jest podobna jak komunizmu z czasów schyłku systemu w Europie Środkowo-Wschodniej  i ZSRR w latach 80-tych.

Co zatem możemy zrobić? Myślę, że obecne zjawiska gospodarczo-polityczne przyczyniają się do wzrostu rozwarstwienia społecznego, który spowoduje wzrost ilości osób biednych a znaczny spadek tych, którzy są na dorobku czy tworzą zalążek tzw. klasy średniej (dotyczy Polski). W krajach rozwiniętych dojdzie do dalszego pogorszenia poziomu życia osób zarabiających 1-2 krotność minimalnego wynagrodzenia, trudniej będzie też odkładać pieniądze a jakakolwiek praca będzie na wagę złota.

Na takie zjawiska można poradzić poprzez myślenie o przyszłości jak o zimie w świecie natury, kiedy liczy się przetrwanie a o rozwoju (ekonomicznym) nie ma co marzyć. Teraz jest natomiast okres wczesnej jesieni, ostatnia szansa by zebrać ze stołu resztki po obiedzie z minionych lat prosperity. Ci, którzy wykarzą się największą dyscypliną budżetu domowego i gospodarnością, będą mieli w miarę spokojną przyszłość.

środa, 4 sierpnia 2010

Co nas uczy historia

Jest takie powiedzenie, że na podstawie historii ludzkości można się dowiedzieć, że historia nic ludzi nie nauczyła. Powtarzają, jako zbiorowość, te same błędy.

Można to odnieść do rynków kapitałowych, przywołując dane o bąblach (bańkach) spekulacyjnych z przeszłości. Są one powiązane podobnymi charakterystykami sytuacji rynkowej. Można, szukając chociażby w Google, przywołać ich kształtowanie się i wiele o nich się dowiedzieć. Są to dane powszechnie dostępne i każdy kto ma  aktywa (akcje, nieruchomości lub surowce), może się w tym zorientować.

Łatwiejszy dostęp do informacji wcale nie sprawił, jakoby ludzie dzięki swojej wiedzy stali się bardziej ostrożni w inwestycjach. Gros inwestorów czy po prostu posiadaczy aktywów, zachowuje się stadnie i szybko przyjmuje do wiadomości powszechnie powtarzane stwierdzenia, np. takie że dany rynek czekają znaczące wzrosty przez wiele lat. To nieraz stymuluje wzrosty (samospełniająca się przepowiednia) i nawet jeśli ceny odzwierciedlają już wiele lat prosperity, oni wcale nie przestają kupować. Posiadacze aktywów nadal wstrzymują się ze sprzedażą, z ekscytacją obserwując jak ceny rosną. 

Kiedy ceny zaczną spadać, wtedy nieraz inwestorzy czekają aż ceny wrócą do poziomu szczytowego, by sprzedać na szczycie. Powtórnie na takie ceny trzeba jednak czekać wiele lat, jako że zaczął się już nieraz wieloletni trend spadkowy (prognozy wieloletnie zmieniają się na gorsze).

Dlatego jako inwestor, który stara się znaleźć własną drogę na kontrolowanym przez bezwładne masy rynku kapitałowym, staram się sceptycznie podchodzić do prognoz skrajnie pozytywnych jak i skrajnie negatywnych. Przeważnie nie daje się kupić aktywów w samym dołku a sprzedać na samym szczycie ale generalnie w sposób stabilniejszy, pozwala zarabiać na inwestycjach niż strategia "kup i trzymaj" w której aktywa są trzymane nawet na przewartościowanym rynku. 

Wynik strategii z reagowaniem na przewartościowanie, powinien być często lepszy niż średnia wieloletniej stopy zwrotu np. z funduszy inwestycyjnych, zmian cen indeksów giełdowych, czy zmian cen surowców.

W tej chwili moje oko sceptyka dostrzega, że skala możliwego wzrostu indeksu WIG20 jest ograniczona i nie warto teraz kupować akcji spółek wchodzących w jego skład. Ceny odzwierciedlają znaczną poprawę sytuacji gospodarczej do końca 2011 roku, co wcale nie jest takie pewne. Podobna sytuacja dotyczy prawdopodobnie większości spółek z GPW. Dlatego podtrzymuję opinię, że jeśli inwestować teraz, to bezpośrednio w wybrane (może mniej znane) akcje. Jeśli się na tym nie znamy, lepiej sobie darować giełdę. Na inwestycje poprzez fundusze inwestycyjne jest w tej chwili za późno. 

Licząc od bieżących poziomów indeksu WIG20 a może też i WIG, w perspektywie 2-3 lat sądzę, że lepiej wyjdziemy zakładając lokatę w banku. Teraz chyba najwyżej oprocentowana jest lokata roczna z dzienną kapitalizacją w Open Finance na 12 miesięcy na 5,25% netto (porównywalne do niecałych 7% brutto). 

Uzyskanie więcej niż 7% w rok z funduszu akcyjnego, licząc od bieżących cen, będzie trudne a przecież należy się jeszcze premia za podjęte ryzyko. By trzymać akcje, przekonałaby mnie perspektywa zarobienia nie mniej jak 10% brutto w rok. To oznacza np. dla WIG20 poziom minimum na ok. 2800 pkt. 

Taki rezultat byłby nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę coraz bardziej doskwierające Europie problemy fiskalne a w Polsce plany podwyżki podatku VAT od 2011 roku i być może także w latach kolejnych. To oznaczałoby prawdopodobny spadek konsumpcji (firmy mniej sprzedają i mniej zarabiają), wzrost inflacji (wyższy VAT powoduje wyższe ceny) i wzrost oprocentowania lokat bankowych. Wzrost oprocentowania lokat oznacza wzrost premii za ryzyko i skłania do kierowania środków na lokaty niż na rynek akcji. To natomiast stoi w sprzeczności z perspektywą wzrostu indeksów akcyjnych.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Jaka strategia inwestycyjna jest najlepsza w tym roku?

Jak pisałem w podsumowaniu grudnia 2009, nowy rok powinien być czasem selektywnych inwestycji i stosowania timingu. Tak też się stało. Od szczytów indeksowych z grudnia 2009, indeksy WIG, WIG20 ani amerykański SP500, nie wykonały znaczącej zwyżki a przez znaczną część 2010 roku znajdowały się "pod kreską". Zarobili jedynie ci, którzy zamiast indeksowej strategii "kup i trzymaj", szukali dołków i górek lub skupili się na wybranych spółkach.

Timing i inwestycje selektywne to bardzo trudne tematy i także nie jest łatwo ocenić, czy czyjś zysk to skutek przemyślanej strategii, czy przypadku nazywanego też szczęściem. Myślę jednak, że jeśli ktoś przez długi okres jest w stanie zarabiać na rynku bez wyraźnego trendu, to coś w tym jest (raczej dobra strategia a nie przypadek).

Myślę, że jeśli obecnie dojdzie do znaczących wzrostów czy spadków na niektórych instrumentach (ostatnio opisywałem przypadek miedzi), to można pokusić się o wystawianie opcji call lub put a bezpieczniej w połączeniu z drugą opcją zmniejszającą maksymalną stratę (to też niestety zmniejsza możliwy do uzyskania zysk).

W przypadku osób trzymających akcje z polskiej giełdy, przy dojściu WIG20 do 2600 pkt, można pomyśleć o wystawieniu opcji call po cenie rozliczenia 2600-2700 w wielkości odpowiadającej posiadanej pozycji w akcjach i stopniowi korelacji z indeksem. Termin wygasania opcji można wybrać od 2 do 6 miesięcy (na GPW seria wrześniowa albo grudniowa). W ten sposób, w razie stagnacji indeksu zatrzymamy premię opcyjną a w razie wzrostów, zysk z pozycji akcyjnych powinien przekroczyć stratę z opcji i wygenerować 3-5% zysku w maksimum pół roku. Tak czy inaczej będziemy na plusie.

Druga opcja na wypadek wzrostu indeksu WIG20 to po prostu sprzedać posiadane akcje w obawie przed korektą na szerszym rynku. Trzecia to otworzyć zabezpieczająco krótką pozycję na WIG20 jeśli uważamy, że nasze akcje mogą zachowywać się lepiej niż rynek.

Jeśli nie posiadamy akcji a nie chcemy angażować się na rynku opcji, najlepiej będzie poszukać tanich akcji. Sam uważam że takimi są LC Corp i TU Europa (inaczej nie trzymałbym ich w portfelu). W przypadku tej ostatniej spółki, płynność jest bardzo niska więc nie jest to inwestycja dla każdego. Kwestię tą na pewno poprawi planowana emisja akcji ale jej termin został przełożony na nie wcześniej niż za ok. 4-5 miesięcy a może i za rok.

Podsumowanie lipca

Miniony miesiąc odznaczał się przede wszystkim odbiciem na GPW i na rynku surowców (zwłaszcza na miedzi) oraz odreagowanie spadków euro, zwłaszcza EURUSD z poniżej 1,20 do ok. 1,30. Złotówka umocniła się wyraźnie do euro i dolara. Doszło też do kilkuprocentowej korekty na rynku złota.

Przyczyniło się to do uzyskania przeze mnie zysku z wyceny opcji short call na parze USDPLN oraz na złocie. Cena miedzi nie wzrosła jednocześnie na tyle, aby w istotny sposób podnieść wycenę opcji short call na ten metal.

Z pozycji akcyjnych, wykazałem zysk z wyceny pozycji na akcjach LC Corp, które wzrosły z 1,41 do 1,47 zł. W trakcie miesiąca kurs maksymalny wyniósł 1,55 zł ale doszło do korekty, która zniosła większość tego wzrostu. Wzrósł też kurs akcji TU Europa, choć przy niewielkich nawet jak na tą spółkę obrotach.

W sumie miesięczny wynik z wyceny wyniósł +3,2% przy zakresie wahań od 0% do +4%. Od początku roku zmiana wartości portfela wynosi +15,5%, z czego +14% to zysk z inwestycji a +1,5% to dopłaty kapitału.

W lipcu wykonałem przelewy płatności kolejnych transz za mieszkanie i miejsce postojowe. Zdecydowałem się także na zakup dodatkowego miejsca, którego przeznaczeniem będzie wynajem a może kiedyś użytek własny. W okolicy jest mało miejsc parkingowych więc myślę, że znalezienie chętnego będzie stosunkowo łatwe. 

Miejsca w garażu podziemnym są zamykane indywidualnie na bramę (możliwość montażu), co podnosi ich atrakcyjność. W budynku na około 40 miejsc postojowych, tylko około 10 będzie zamykanych. Jednocześnie wszystkie sprzedawane były po tej samej cenie 18 tys. brutto, zgodnie z zasadą "kto pierwszy, ten lepszy". 

W Toruniu ceny miejsc garażowych wahają się między 15 a 35 tys. zł. Najtańsze są wolnostojące w inwestycjach dalej od centrum, gdzie jest dużo miejsc przed budynkiem. Najdroższe są położone blisko centrum, gdzie nie mając miejsca w garażu, przeważnie nie ma gdzie zaparkować nie ponosząc opłaty. 

Inwestycyjnie najbardziej aktualny u mnie temat na sierpień to możliwie najbardziej korzystna sprzedaż akcji LC Corp, by z uzyskanych środków dokonać kolejnej wpłaty mieszkaniowej. Te udawało się pismami do dewelopera w jak największej części przekładać z miesiąca na miesiąc ale wielkimi krokami zbliża się moment, kiedy trzeba uiścić 2 przełożone transze na raz (do końca sierpnia). W ostateczności można uruchomić kredyt i poczekać na lepszy kurs akcji ale to wiąże się z dodatkowymi kosztami, jeśli kredyt chciałbym spłacić np. za pół roku i zmniejsza atrakcyjność takiego rozwiązania.