piątek, 30 kwietnia 2010

Equity Magazine - nowy magazyn dla inwestorów

Od dzisiaj można pobrać pierwsze wydanie Equity Magazine, treściwego i przydatnego acz bezpłatnego pisma dla inwestorów, oszczędzających i po prostu osób chcących pogłębiać wiedzę o finansach. Autorami artykułów są blogerzy - praktycy rynku kapitałowego.

W tym numerze można m.in. przeczytać o:
  • lokatach umożliwiających nie płacenie podatku od zysków kapitałowych poprzez zastosowanie korzystnego zapisu ordynacji podatkowej (str.4)
  • przykładach nowych e-biznesów, które udowadniają że nadal można się wybić i osiągnąć sukces w internecie (str. 5)
  • głównych cechach Indywidualnych Kont Emerytalnych i ich alternatywach (str. 6)
  • zwiększaniu efektywności gospodarowania czasem czyli o sposobach by w tych samych 24 godzinach wykonać więcej niż do tej pory i jeszcze mieć czas wolny (str. 8)
  • możliwościach inwestowania w Wielkiej Brytanii czyli coś co szczególnie powinno zainteresować mieszkających tam Polaków a nadal lokujących oszczędności w Polsce (str. 12)
  • funduszach parasolowych, pozwalających odraczać płacenie podatku Belki oraz konsolidować zyski ze stratami w ramach parasola (str. 13)
  • jak wyszukiwać i korzystać z najtańszych, najatrakcyjniejszych ofert lotniczych (str. 14)
  • znaczeniu kreatywności w osiąganiu sukcesów inwestycyjnych (str. 15)
  • ETF - czym jest i jak może nam ułatwić inwestowanie nietylko na polskiej giełdzie (str. 16)
  • jeśli planujesz zostać na Wyspach, może warto zamienić najem na własny dom/mieszkanie? Z artykułu dowiesz się jak zacząć o to zabiegać (str. 18)
  • czy warto lokować pieniądze w obligacje? Sprawdź na str. 19.
  • wiele innych ciekawych tematów, często pomijanych w popularnych magazynach
Magazyn można pobrać klikając tutaj.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Przed debiutem PZU coraz ciekawiej

Kryzys zadłużeniowy Grecji i pozew przeciwko Goldman Sachs nie odwróciły uwagi inwestorów od oferty akcji PZU. Jak dziś podał Parkiet, zapisy złożyło ponad 250.000 inwestorów indywidualnych, średnio na 28 akcji. Daje to sumę nieco ponad 7 mln papierów. Do tego należy dodać zapisy na akcje złożone przez osoby związane ze spółką (max. 50 walorów bez redukcji plus 30 akcji z możliwą redukcją). Tymczasem oferowana "detaliczna" pula akcji to 7,7 mln. Oznacza to, że może dojść do minimalnej redukcji zapisów jak sądzę o 1-3 akcje, dla tych którzy je składali na 28-30 sztuk.

Co jeszcze ciekawego można wyczytać w prasie? Na przykład to, że inwestorzy instytucjonalni złożyli już zapisy na akcje przekraczające dostępną ich pulę 5-krotnie. Oznacza to średnią redukcję zapisu na min. 80%. W praktyce zapewne OFE dostaną z mniejszą redukcją a TFI, FIZ-y i mniejsze podmioty nie dostaną akcji prawie wcale.

Jakie wnioski są z tego dla nas - "drobnych" inwestorów zapisanych na akcje PZU lub po prostu obserwujących całą tą sytuację? Będzie ich kilka:

  1. Akcje zostaną sprzedane prawie na pewno przy cenie 312,50 zł
  2. Akcje zdaniem "dużych graczy" są bardzo atrakcyjne i jest na nie duży popyt pomimo nieciekawej atmosfery na rynkach (choć na razie bez większych spadków)
  3. Wielu "drobnych" jak przeglądam internet, deklaruje sprzedać w dniu debiutu i pewnie tak zrobi. Pierwszego dnia będzie duża podaż i spory popyt. W miarę upływu czasu podaż powinna maleć. Inwestorzy krótkoterminowi wykorzystają okazję do szybkiego zysku i się wycofają, natomiast duzi będą kupować (planowana redukcja ponad 80%). Drobni będą "pluć w brodę", że sprzedali "tanio".
  4. Prawie na pewno nie sprzedam swoich akcji na pierwszej sesji - chyba że będzie bardzo duży wzrost, np. do 380-400 zł / akcję. Jest moim zdaniem duża szansa na dalszy wzrost ceny w średnim terminie, jeśli debiut będzie po cenie np. 360 zł i mniej.
  5. PZU ma wejść do WIG20 bardzo szybko co znaczy że nacisk na kupowanie akcji będzie wielki. Fundy będą chciały mieć zindeksowany portfel. PGE też miało od razu wejść do WIG20 ale zdecydowano inaczej - pewnie kurs akcji był za wysoko i obawiano się że spółka zaniżałaby WIG20.
  6. Nie ma drugiego PZU. Nie będzie więcej akcji PZU w krótkim czy średnim terminie. PGE, ENEA, Tauron, Energa - tutaj jest nieustające widmo podaży akcji ze strony Skarbu Państwa. OFE i TFI już napchały portfele energetyką i jeszcze będą "musiały" kupować. Natomiast z sektora ubezpieczeń nie mają nic i to dla nich wielka okazja.
  7. Proponuję porównać koniunkturalność zysków w PZU w ostatnich 10 latach z innymi spółkami z WIG20. PZU notuje bardzo stabilne zyski. Za to należy się relatywnie wysoki wskaźnik Cena/Zysku. Przy cenie 312,50 zł Cena/Zysk dla PZU na rok 2010 może wynieść ok. 10, a dla WIG20 ok. 12. Jeśli PZU ma być z premią wobec WIG20, to potencjał wzrostu wyniesie ponad 20% od ceny emisyjnej
Jak Ty widzisz debiut PZU?

środa, 28 kwietnia 2010

Teoria gier a inwestycje na giełdzie

Poniższy wpis można potraktować jako teaser recenzji książki Sztuka Strategii autorstwa A.K. Dixit i B.J. Nalebuff, którą obecnie czytam ("stopień zaawansowania" ok. 40%).

Teoria gier bada zachowania człowieka, szukając tych najbardziej optymalnych w przypadku konfliktu interesów. Książka ta przybliża zastosowanie teorii gier (game theory) w naszym życiu, głównie poprzez podawanie niesamowitej liczby przykładów, tych mniej i bardziej poważnych. Teoria ta miała nawet zastosowanie podczas "zimnej wojny", kiedy badano ewentualne reakcje Związku Radzieckiego na decyzje podejmowane przez USA.

Z rozdziału "Piękna równowaga" wypisałem poniżej kilka cytatów, odnoszących teorię gier do inwestowania na giełdzie plus dodałem moje komentarze.

"Keynes posłużył się konkursem piękności jako metaforą giełdy papierów wartościowych. Na giełdzie każdy inwestor chce kupić akcje, których cena wzrośnie, co oznacza, że trzeba kupić akcje, które w opinii większości inwestorów pójdą do góry. Dobra inwestycja to taka, która w twojej opinii jest w opinii innych ... dobrą inwestycją".

"Jeśli równowaga jest oczywista ad infinitum, co oznacza, że przewidywania graczy zbiegają się w jednym punkcie, to nazywamy to punktem ogniskowym". Inaczej, jest to punkt, w którym suma korzyści dla obu stron jest możliwie największa. Strony działając w porozumieniu, powinny wybrać opcję wskazaną przez punkt ogniskowy.

"Pojęcie punktu ogniskowego tłumaczy również atrakcyjność okrągłych liczb". Dla inwestorów zakładających wzrosty na GPW, punktem ogniskowym może być WIG20 na 3000 pkt, czyli wielkość jakiej osiągnięcie, przekona ich do realizacji zysków a inwestorów zakładających spadki, skłoni do otwarcia krótkich pozycji.

"Z powyższego wynika, że równowaga może być zdeterminowana chwilową modą lub kaprysem. Nie ma żadnego fundamentalnego czynnika, który gwarantuje, że (...) najlepsze akcje pójdą szybko w górę. Istnieją natomiast pewne siły, które pchają zdarzenia we właściwym kierunku". 

Z teorii gier wyciągam wniosek, że rynek tylko czasem jest efektywny a akcje są przez większość czasu niedowartościowane lub przewartościowane. To potwierdza tezę o nieefektywności rynku jako narzędzia do wyznaczania rzeczywistej wartości.

Dla nas - inwestorów jest to znak, że strategia timingu, czyli kupna i sprzedaży akcji w momencie kiedy są naszym zdaniem tanie lub drogie, jest jak najbardziej sensowna. Od jej wykonania zależy jednak, czy na tym rzeczywiście zarobimy lepiej niż metodą "kup i trzymaj".

Inny wniosek jest taki, że akcje mogą rosnąć lub spadać bez uzasadnienia w zmianie ich rzeczywistej wartości. Jeśli jesteśmy przekonani, że w spółce dzieje się dobrze a wg naszego modelu akcje są tanie, to zastosowanie stop lossa może być błędem w dłuższym terminie. Podobnie sprzedaż przewartościowanych akcji może w krótkim i średnim terminie być błędna bo wzrosty czasem są kontynuowane przez kolejny rok czy dwa.

Nieefektywność rynku i reguły teorii gier nie powinny nas zrażać. Lepiej się nauczyć wykorzystywać nadarzające się okazje i obserwować zachowania innych, inspirując siebie do tworzenia lepszych strategii inwestycyjnych.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Rynek nieruchomości jako miejsce inwestowania nadwyżek finansowych

Źródło: http://www.rancho.szymbark.pl

W poprzednim wpisie zaznaczałem różnicę, między oszczędzaniem a inwestowaniem. Przejść od pierwszego w drugie, osiągając długoterminowo wyższą stopę zwrotu, to nie lada umiejętność. Nawet osobom nie zajmującym się inwestowaniem "uda się" czasem trafić i zarobić np. na akcjach czy nieruchomościach. 

Pomnożyć majątek przypadkiem to jednak co innego niż zrobić to z rozmysłem i powtarzając zyski przez długi okres, najlepiej całe życie.

Kryzys na świecie...

Od czasu wybuchu obecnego kryzysu finansowego, w USA, Europie Zachodniej oraz w wielu innych rozwiniętych lub szybko rozwijających się krajach, nieruchomości straciły aurę aktywa, na którym prawie zawsze się zarabia, wystarczy tylko odpowiednio długo czekać. Nieruchomości były też synonimem aktywa odzwierciedlającego w cenach inflację i to z premią.

Niestety jak się zdaje ceny nieruchomości rosły szybko nietylko z racji wzrostu populacji, "regeneracji siły nabywczej" pieniądza, wzrostu wynagrodzeń ale i bańki kredytowania gospodarstw domowych. 

Kiedy "złe", niespłacane kredyty przytłoczyły rynek hipoteczny, ceny zaczęły mocno spadać a na rynku stworzył się, zwłaszcza w USA, niesamowity nawis nieruchomości odebranych za długi i należało te niechciane aktywa zbyć, choćby po historycznie bardzo niskich cenach.

... a sytuacja lokalna

Możemy teraz się zastanowić, w jakim miejscu rozwoju znajduje się polski rynek nieruchomości. Choć nasz kraj jak sądzę szybko nadgania Zachód, nadal widoczne są różnice. Potrzebujemy wielu lat, by Polska  zrównała się z obecnym rozwojem gospodarczym krajów Europy Zachodniej czy USA.

Wychodząc z tej perspektywy i dodając cechy polskiej demografii, gdzie niedawno na rynek pracy wszedł wyż demograficzny, powinniśmy mieć przed sobą relatywnie długi, może 10-15 letni okres niewielkich wzrostów lub stabilizacji realnych cen nieruchomości. 

Przyjmując perspektywę 30-letnią, już takiego przypuszczenia bym nie wysuwał. Może się bowiem zdarzyć, że po tych 15 latach, nasz rynek nieruchomości ugrzęźnie w stagnacji, podobnie jak rynek niemiecki. 

Przyczyną tego może okazać się demografia. Obecnie wyż demograficzny zakłada rodziny, potrzebuje nowego lokum, odrzucając o ile to możliwe mieszkanie w PRL-owskich blokowiskach czy sypiących się kamienicach albo po prostu emigrując z terenów wiejskich.

Za 15 lat proces ten będzie już dawno na ukończeniu a rynek będzie nasycony relatywnie nowymi domami  i mieszkaniami, z nadwyżką tych niechcianych, kiepskich jakościowo konstrukcji z PRL-u nadających się do kapitalnego remontu albo wyburzeń.

Jak zatem zarobić w Polsce w długim terminie na nieruchomościach? Pozostaje szukanie okazji cenowych i najlepszych lokalizacji. Nie warto brać z rynku mieszkań, domów czy gruntów po średniej cenie i przy średniej jakości / lokalizacji. Na tym prawdopodobnie nie zarobimy w długim terminie więcej jak wskaźnik inflacji plus 1-3%. A nie po to się staramy, główkujemy, szukamy, doglądamy i finansujemy by na koniec dojść do wniosku że lokaty bankowe by wyszły podobnie.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Inwestowanie a oszczędzanie - krótki komentarz

Kilka artykułów wcześniej, pisałem o "dobrych" i "złych" aktywach. Tak jest też z pasywami. Dobre pasywa to np. nisko oprocentowany kredyt hipoteczny, finansujący nasze mieszkanie. Jego rata odsetkowa jest niższa niż czynsz najmu za podobny lokal. Złe pasywa to kredyt gotówkowy czy oprocentowane zadłużenie na karcie kredytowej.

Wiedza o tym, jakie aktywa i pasywa są dla nas korzystne a jakie nie, jest moim zdaniem stosunkowo łatwa do zdobycia. Można się tego nauczyć i zrozumieć dogłębnie w ciągu maksimum kilku miesięcy edukacji finansowej by dalej stosować w życiu.

Podobnie jest też z oszczędzaniem. Możemy eliminować zbędne wydatki, uczyć się dyscypliny zarządzania budżetem domowym, systematycznie czytać rankingi najlepszych kont i lokat bankowych. Dzięki temu nasze oszczędzanie będzie coraz wydajniejsze i coraz bardziej rozumne

Wygenerujemy i zachowamy przed inflacją systematycznie notowane nadwyżki, jednocześnie nie rezygnując z wydatków, które są korzystne w długim terminie, jak te związane z edukacją (w celu rozwoju zawodowego i osobistego) czy zdrowiem (zgodnie z mottem "taniej zapobiegać niż leczyć").

Kolejnym etapem jest inwestowanie. Tylko niewielka część osób potrafi przejść z oszczędzania do inwestowania i osiągnąć sukces, czyli zysk znacznie wyższy niż oprocentowanie lokat plus zapłatę za czasu poświęcony na inwestowanie.

O ludziach, którzy skutecznie zainwestowali krążą opowieści. Są podawane przypadki listonoszy z USA, którzy regularnie wpłacali pieniądze do funduszu pomnażającego środki w niesamowitym tempie. 

Sam uważam, że powyższy przykład ma w sobie więcej z legendy niż ze wskazania nam właściwego kierunku. Obecnie fundusze amerykańskich akcji w swej większości generują wyniki co najwyżej niewiele bijące oprocentowanie obligacji skarbowych, co jest kiepską zapłatą za podejmowane ryzyko. 

Podobnie jak zestawimy długoterminowe wyniki funduszy polskich akcji (np. Pioneer) z sumą inflacji za dany okres oraz sumą zwrotu z obligacji skarbowych to możemy dojść do wniosku że zarządzający nie potrafią osiągać znaczącego zwrotu w stosunku do ryzyka.

Co innego inwestycje timingowe. Ci, którzy weszli na rynek akcji rok temu a sprzedali teraz, czy choćby pod koniec 2009 roku, są często ok. 100% na plusie w 9-15 miesięcy. Technika timingu jest jednak zwodnicza i mało komu (jeśli komukolwiek) udaje się powtarzać przez wiele lat. Myślę jednak, że mimo wszystko kupowanie akcji o niskich wskaźnikach C/Z i C/WK a sprzedawanie gdy są one wysoko, da lepsze zwroty niż po prostu kupno i trzymanie funduszu akcji czy kupno i trzymanie przez wiele lat tych samych walorów. Nastroje na rynku wyznaczają bowiem kursy akcji w znacznie większym stopniu niż np. zmiany zyskowności operacyjnej i majątku przedsiębiorstw.

Osoby, które nie mogą się zaangażować o obserwację konkretnych spółek, kupują i sprzedają jednostki funduszy inwestycyjnych, gdy ogólne wskaźniki dla rynku są nisko lub wysoko. Aby odroczyć podatek Belki, można tu zastosować fundusz parasolowy. Timing na jednostkach najlepszych funduszy inwestycyjnych będzie moim zdaniem lepszy niż po prostu trzymanie ich przez wiele lat.

Myślę, że najbardziej ambitną a jednocześnie czasochłonną metodą inwestowania w akcje jest stanie się inwestorem indywidualnym i założenie rachunku maklerskiego. O ile mediana zysków drobnych akcjonariuszy może być podobna do zwrotów na indeksie czy z jednostek funduszy inwestycyjnych, to "rozstrzał" wyników jest zdecydowanie większy. Jedni na wzrostowym rynku stracą większość wpłat a inni "pobiją" indeks trzykrotnie wyższą stopą zysku. 

Pomimo istnienia trendów na rynku, my dzięki naszej przenikliwości oceny sytuacji i wysokiej jakości decyzji, możemy się wyróżnić z tłumu. Może to być wyróżnienie na plus, jak i na minus. 

Może część Czytelników się ze mną nie zgodzi ale z perspektywy własnych doświadczeń uważam, że lepiej nigdy nie stać się inwestorem indywidualnym, niż być nim niedbale, poświęcając mało czasu i uwagi a w konsekwencji zdając się na łut szczęścia oraz rekomendacje i nastroje innych osób. 

W takim wariancie lepiej zostać przy funduszach albo oszczędzaniu na lokatach. Innym wyjściem (choć też nie łatwiejszym) jest zakup nieruchomości. O tym w innym wpisie.

środa, 21 kwietnia 2010

Dywidendy spółek z WIG20 w 2010 roku

Przygotowałem zestawienie planowanych dywidend z największych spółek na GPW. Wysokość niektórych dywidend jest pewna, jak w przypadku TP SA a w innych (jak KGHM) jest to deklaracja zarządu.


Zestawienie oddaje generalny układ tegorocznych dywidend. Przyda się ono jako "teaser" osobom szukających dywidendowych spółek ale przede wszystkim posiadaczom kontraktów i opcji na Wig20, które wygasają w najbliższych seriach. 

Prawdopodobnie wszystkie daty odjęcia prawa do dywidendy będą od teraz do połowy września. Dla przypomnienia, Wig20 jest indeksem cenowym a nie dochodowym co oznacza, że wysokość wypłacanych dywidend koryguje indeks na minus. 

W sumie na minus do połowy września będzie ok. 55 pkt w dywidendach, czyli przyczyni się do spadku indeksu o ok. 2,1%, przy założeniu obecnych udziałów spółek w indeksie i deklarowanych kwot wypłat.

Sporą niewiadomą jest wysokość dywidendy z KGHM. O ile 3 zł na akcje to pewniak, jest szansa, że Skarb Państwa będzie chciał więcej, np 5 zł. Wtedy wskaźnik dywidend wzrośnie o ok. 5 pkt do 60 pkt.

Wczoraj na zamknięciu kontrakty terminowe na indeks, serii wrześniowej, były notowane 31 pkt poniżej indeksu (2538 pkt wobec 2569 pkt). Oznaczać to może, że rynek już w znacznej mierze dyskontuje dywidendy.

Jako posiadacz opcji na spadek Wig20 serii wrześniowej, z ceną rozliczenia 2800 pkt, muszę obserwować wszelkie czynniki, mogące utrudniać jak i ułatwiać wspinanie się indeksu do góry, chociażby były to "techniczne sztuczki" wywołane dywidendami.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Dobre i złe aktywa czyli dlaczego własne mieszkanie jest często lepsze od własnego samochodu

Patrząc przez pryzmat przepływów pieniężnych, są aktywa dobre, złe i neutralne. 

"Dobre" aktywa to takie, które pomagają nam oszczędzać pieniądze a najlepiej przynoszą dochód. "Neutralne" to takie, które raz kupione ani nie generują przychodów ani kosztów. "Złe" to te, które po kupnie ciągle generują koszty związane z utrzymaniem.

Musimy gdzieś mieszkać. Jeśli ulokowaliśmy się w wynajętym lokalu i mamy powiedzmy 1000 zł kosztu miesięcznie, następnie kupujemy mieszkanie na kredyt z ratą 800 zł plus opłaty 400 zł, nasze przepływy gotówkowe pogarszają się o 200 zł miesięcznie. Zakup mieszkania, jeśli takiego nie posiadamy i nie odziedziczymy, jest jednak prędzej czy później konieczny. Można jedynie zebrać możliwie najwięcej środków własnych, by przepływy pieniężne nie ucierpiały.

Neutralnym dla przepływów pieniężnych aktywem będzie np. wyposażenie mieszkania w meble, podstawowe sprzęty AGD i RTV. Tutaj czas, zanim będziemy musieli wymieniać na nowe, może wynieść i 10 lat. Prędzej regał przestanie nam się podobać, niż się rozpadnie. Tak więc kupione ze średniej półki cenowej solidne, proste meble i sprzęty będą dla nas generalnie przepływowo neutralne.

Co jest zatem ujemne przepływowo? Jest to wszystko to, co regularnie generuje koszty a bez czego można się obejść. Dla mnie takim sprzętem jest samochód. Używany czy nie, generuje koszty ubezpieczenia i przeglądów. Koszty benzyny i części zamiennych są dla osoby nie dojeżdżającej do pracy na długie czy nietypowe dystanse zdecydowanie wyższe niż np. korzystanie z transportu publicznego.

Działka wypoczynkowa, jacht, apartament nad morzem itp. aktywa także mogą generować spore koszty, które przyczyniają się do dystrybucji a nie akumulacji majątku.

Jak więc organizować nasze aktywa? Wielu nie zgodzi się ze strategią, aby unikać wszystkiego, co generuje koszty dające się wyeliminować. Jest tak dlatego, że posiadanie samochodu czy dla innych np. działki wypoczynkowej jest wyznacznikiem komfortu i czyni życie przyjemniejszym. 

To, co można natomiast zrobić, to utrzymywać zdrową proporcję między tym, co zarabiamy a tym, co wydajemy na:
- pokrycie wydatków stałych jak opłaty za mieszkanie, jedzenie, ubranie, samochód, itp
- wydatki zmienne jak wycieczki, generalnie rozrywka i rekreacja

Nadwyżka powinna być widoczna stale, najlepiej będąca w nie malejącej proporcji do dochodów czy kosztów stałych(np. 30% dochodów, 50% miesięcznych kosztów stałych to dobra wysokość naszej miesięcznej nadwyżki).

Im nasze koszty stałe są niższe, tym możemy zapewnić sobie wyższy komfort życia poprzez wydatki zmienne. Im nasza nadwyżka jest większa, tym możemy szybciej akumulować majątek. Tak więc jak już wygenerujemy dużo nadwyżek, pospłacamy kredyty, założymy lokaty, generalnie zabezpieczymy się finansowo majątkiem pozytywnym lub neutralnym dla przepływów pieniężnych, wtedy dopiero zwiększamy wydatki stałe i zmienne. 

Inaczej możliwe że się niczego nie dorobimy i będzie nam wiecznie brakować pieniędzy. Jest to już klasyczne życie "od pierwszego do pierwszego", które zdarza się nietylko w biednych domach, ale i u osób o zarobkach powyżej średnie krajowej, które jednak nie generują nadwyżek i nie akumulują majątku.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Budowa prywatnego portfela aktywów i pasywów

Dzisiaj dodaję wstępny wpis na temat tego, jakie są cechy głównych rodzajów aktywów i pasywów. Pamiętając o nich można zmniejszyć wahania wartości majątku a w dłuższym terminie przyspieszyć jego wzrost. Słowa "majątek" używam w sensie "stan posiadania", bez względu na jego wartość.

Dla przypomnienia, aktywa to wszystko, co posiadamy a pasywa określają sposoby finansowania aktywów. Jeśli nie mamy długów to znaczy że wszystko finansujemy kapitałem własnym.

Do posiadanych aktywów zaliczę w ten sposób nieruchomości, akcje, lokaty bankowe, wyposażenie mieszkania, samochód, itp. Pasywami będą kredyty hipoteczne, konsumpcyjne, długi względem instytucji niebankowych, rodziny i wspomniany kapitał własny.

Teraz czas podjąć próbę wykonania "stress testu" czyli jak nasz majątek się zachowa w trakcie skrajnych sytuacji rynkowych i wskutek tego, co nam się może przydarzyć w życiu zawodowym, osobistym i rodzinnym.

W sytuacji kryzysu rynków kapitałowych, spadnie wartość posiadanych akcji, następnie nieruchomości a wzrośnie oprocentowanie lokat. Mogą przejściowo wzrosnąć raty kredytów i zadłużenie jeśli jest zaciągnięte w walutach obcych a sprowadzone do złotówek. W takiej sytuacji najbezpieczniejsze, co możemy zrobić, to trzymać dość gotówki by przetrzymać wyższe raty.

W życiu zawodowym w czasie załamania gospodarczego czy recesji, rośnie ryzyko utraty pracy natomiast jeszcze bardziej rośnie średni okres poszukiwania nowej, jeśli zajdzie taka potrzeba. W tym scenariuszu także pomocna będzie gotówka czy krótkoterminowe lokaty bankowe.

W scenariuszu nieciekawych sytuacji rodzinnych też może się przydać gotówka. Jeśli będzie jej brak, będziemy zmuszeni zrobić coś w normalnych okolicznościach głupiego, jak zaciągnąć drogi kredyt gotówkowy albo dokonać wymuszonej sprzedaży po niskiej cenie czegoś z naszego majątku.

Podsumowując, na zawirowania rynku najlepszym sposobem w krótkim i średnim terminie do 1-2 lat jest gotówka. Dzięki niej kupimy sobie czas na dostosowanie się do nowej sytuacji.

Jak natomiast przygotować się do sytuacji wzrostowej na rynkach kapitałowych? W takim scenariuszu można zakładać wzrosty na giełdach, umocnienie PLN, być może niższe oprocentowanie kredytów i niższe lokat bankowych, większą dostępność kredytów, wzrosty cen nieruchomości.

Tak więc scenariusz wzrostowy możemy rozgrywać poprzez posiadanie akcji, kredytów hipotecznych w walutach obcych, oraz nieruchomości. Też w okresie wzrostu lepiej rozejrzeć się na rynku pracy, czy nie pojawia się możliwość by "wskoczyć" na lepiej płatną posadę. Oczywiście ważniejsze są perspektywy utrzymania tej posady i możliwości dalszego rozwoju zawodowego.

Podsumujmy więc, na czas kryzysu najlepiej się przygotować posiadaniem gotówki. Na czas rozwoju lepiej mieć aktywa, których wartość rośnie wraz z nim. 

Posiadanie samej gotówki  i lokat nie doprowadzi nas do bogactwa. Jest to jedynie sposób na utrzymanie status quo, obrona przed inflacją i innymi ryzykami. Jest to nasze ubezpieczenie. Po zgromadzeniu odpowiedniej jej ilości, lepiej zacząć kupować aktywa.

Myślę, że najważniejsze dwie grupy aktywów poza gotówką to:

1) akcje - ich wartość rośnie generalnie wraz z poprawą nastrojów na rynku i perspektyw dla gospodarki.

2) nieruchomości - ich wartość rośnie tak samo jak w punkcie powyżej, plus w długim terminie odzwierciedlają co najmniej inflację. Pozytywem nieruchomości jest to, że biorąc kredyt hipoteczny zapewniamy sobie gigantyczny lewar. Zaciągając kredyt na 100% wartości możemy zyskiwać lub tracić dziesiątki tysięcy rocznie, czasem przy zainwestowaniu tylko kilku tysięcy kapitału własnego. Jest to więc potencjalnie bardzo zyskowne ale i czasem niebezpieczne.

To, czy lepiej mieć akcje czy nieruchomości zależy od okoliczności. Myślę, że łatwiej zacząć od akcji bo na start wystarczy kilka tysięcy złotych. W przypadku nieruchomości, można od nich zacząć, jeśli jest to zaspokojenie naszych potrzeb mieszkaniowych. Wtedy można zakup sfinansować kredytem, np. z dopłatami  programu "Rodzina na Swoim".

Akcje są bardziej płynne, tzn. można je kupić i sprzedać w ciągu jednego dnia. Dla nieruchomości będzie to okres średni od kilku miesięcy do roku.

Nasze wybory życiowe są jak puzzle, które budują ogólny obraz majątku. Mogą one sprzyjać jego akumulacji lub dystrybucji. Ważne, byśmy byli świadomi tego, czego pragniemy i co robimy, kierując się przy ważniejszych decyzjach tym, co jest korzystne w dłuższej perspektywie.

piątek, 16 kwietnia 2010

Prospekt PZU a wartość akcji

Dziś rano otrzymałem świeżutki prospekt emisyjny spółki. W komentarzu skoncentruję się na tym co ważne dla inwestora indywidualnego.

Do inwestorów indywidualnych i osób związanych zawodowo ze spółką, może trafić do 6 mln akcji, lecz jest możliwość zwiększenia tej liczby.

Indywidualni mogą zapisywać się na od 3 do 30 akcji. Cena maksymalna walorów będzie podana prawdopodobnie w poniedziałek, 19 kwietnia.

Zapisy na akcje rozpoczną się 20 kwietnia (wtorek) i potrwają do 28 kwietnia (środa) do godziny 16:00. W sumie do osób fizycznych trafi do 36% akcji oferowanych podczas debiutu.

Jak podaje Parkiet, cena emisyjna akcji może wynieść ok. 320 zł. Wcześniej analitycy wyceniali akcje na kwoty z przedziały 290-380 zł. Przy ilości zapisu 30 akcji, daje to kwotę niecałych 10.000 zł i na tyle prawdopodobnie zapisze się wielu inwestorów.

W prospekcie mamy podane dane finansowe za poprzednie lata. Rok 2009 był bardzo dobry dla spółki, zysk wyniósł 3,76 mld zł netto, ok. 43 zł na akcję. Jest on jednak raczej nie do powtórzenia w roku 2010 i pewnie 2011. Nastąpiła bowiem wypłata gigantycznej dywidendy 12,75 mld zł pod koniec 2009 roku. To oznacza zmniejszenie przyszłego zysku PZU z działalności lokacyjnej.

Moim zdaniem jeśli PZU wypracuje w tym roku 2,5 mld zł netto zysku, to będzie to dobry wynik. W następnym roku za taki uznam kwotę z przedziału 2,5-3 mld zł.

Wartość księgowa PZU po wypłacie mega dywidendy to na dzień 28 lutego 2010 - 11,67 mld zł. Przy ok. 86 mln walorów, oznacza to, że na pojedynczą akcję przypada ok. 136 zł wartości księgowej

Poniżej spróbujmy określić, jak będą wyglądać podstawowe wskaźniki spółki, zależnie od oczekiwanego zysku w tym roku i oczekiwanej ceny emisyjnej:


Przy cenie emisyjnej 320 zł, wskaźnik Cena / Wartość  księgowa wyniesie ok. 2,4 a przy 350 zł - 2,6.

Myślę, że akcje pod względem generowanych zysków będą dość tanie a pod względem posiadanych kapitałów - na akceptowalnym poziomie. Podtrzymuję, że przy cenie 320 zł i perspektywie 12 miesięcy od debiutu, możemy zanotować 10-30 % profitu na akcjach. Zakładam, że wskaźnik Cena/Zysk na poziomie 15 da wartość godziwą dla akcji PZU.

Do tego fakt, że spółka zamierza przeznaczać ok. 25-45% zysku w formie dywidendy, będzie atrakcyjne np. dla tych którzy akcje chcą posiadać w ramach maklerskiego IKE i będą mogli nie płacić podatku od dywidend.

Osoby, które posiadają dobrze zorganizowanych członków rodziny i gotówkę, mogą "pomóc" im w zapisie by zwiększyć zyski poprzez większą pulę akcji. Dla bezpieczeństwa można przyjąć, że zapis po rodzinie będziemy robić, tylko jeśli cena emisyjna nie będzie większa jak 320 zł.

Poniżej szczegółowo planowany harmonogram Oferty:

do 15 kwietnia 2010 roku – Ustalenie Ceny Maksymalnej.

16 kwietnia 2010 roku – Publikacja prospektu oraz zawarcie warunkowej Umowy o Gwarantowanie Oferty.

19 kwietnia 2010 roku – Udostępnienie do publicznej wiadomości aneksu do Prospektu zawierającego informacje na temat Ceny Maksymalnej (przy założeniu, że zatwierdzenie powyższego aneksu do Prospektu nastąpi w dniu 19 kwietnia 2010 roku).

20 kwietnia 2010 rokuRozpoczęcie przyjmowania zapisów od Inwestorów Indywidualnych oraz Osób Uprawnionych. Rozpoczęcie budowania księgi popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych.

26 kwietnia 2010 roku – Zakończenie przyjmowania zapisów od Osób Uprawnionych.

28 kwietnia 2010 roku do godz. 16:00Zakończenie przyjmowania zapisów od Inwestorów Indywidualnych.

29 kwietnia 2010 roku* – Zakończenie budowania księgi popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych. Ustalenie ceny sprzedaży dla Inwestorów Indywidualnych i Osób Uprawnionych oraz Inwestorów Instytucjonalnych oraz ostatecznej liczby Akcji Sprzedawanych i liczby Akcji Sprzedawanych przeznaczonych do przydziału poszczególnym kategoriom inwestorów. Podpisanie aneksu do Umowy o Gwarantowanie Oferty określającego cenę sprzedaży oraz ostateczną liczbę Akcji Sprzedawanych („Aneks Cenowy”).

30 kwietnia – 5 maja – Przyjmowanie zapisów od Inwestorów Instytucjonalnych.

do 6 maja 2010 roku – Ewentualne zapisy składane w wykonaniu Umowy o Gwarantowanie Oferty, przydział Akcji Sprzedawanych Inwestorom Indywidualnym, Osobom Uprawnionym oraz Inwestorom Instytucjonalnym oraz przydział Akcji Sprzedawanych Gwarantom Oferty, którzy złożyli zapisy w wykonaniu Umowy o Gwarantowanie Oferty.

6 maja 2010 roku – Planowany termin złożenia zlecenia sprzedaży Akcji Sprzedawanych na rzecz Inwestorów Indywidualnych za pośrednictwem systemu GPW.

do 13 maja 2010 roku – Zapisanie Akcji Sprzedawanych na rachunkach Inwestorów Indywidualnych.

do 13 maja 2010 roku – Zapisanie Akcji Sprzedawanych przeznaczonych do przydziału Osobom Uprawnionym oraz Inwestorom Instytucjonalnym na rachunkach (pod warunkiem że dane przekazane przez inwestorów na potrzeby zapisania Akcji Sprzedawanych będą kompletne i prawidłowe).

14 maja 2010 roku albo w zbliżonym terminiePrzewidywany pierwszy dzień notowania Akcji Sprzedawanych na GPW.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Śladami PKO BP

Interesujący wykres tygodniowy, na który natknąłem się wczoraj, analizując moje straty na opcjach call na Wig20. W dużej mierze straty wynikają ze wzrostu kursu PKO BP - lokomotywy ostatnich zmian notowań tego indeksu:


Na wykresie prezentuję kurs banku od debiutu na GPW w 2004 roku. W tej chwili zmierza on do "strefy historycznych  maksimów" czyli 45-55 zł, blisko szczytów hossy. Poniżej znajduje się wskaźnik siły względnej RSI. Z jego także pomocą prognozuję zmiany trendu lub korekty.

W tej chwili RSI jest na historycznie wysokim poziomie, co oznacza, że spadki mogą rozpocząć się w każdej chwili. Jeśli będą tylko korektą w trendzie wzrostowym to jak było przy podobnych sytuacjach w przeszłości, wzrosty powyżej ustanowionego szczytu pojawią się najwcześniej za kilka miesięcy. Takiemu scenariuszowi przypisuję też największe prawdopodobieństwo (stagnacja lub spadki w średnim terminie). 

Poniżej dodatkowo zamieszczam wykres tygodniowy Wig20 dla ostatnich 6 lat, od kiedy notowano akcje PKO BP:



Tutaj zauważymy, że sygnały sprzedaży generowane na indeksie były często mylne. Po krótkiej i płytkiej korekcie przychodziły dalsze wzrosty. Teraz sygnału sprzedaży nie wygenerowano, natomiast pojawi się on po kilku wzrostowych sesjach, po których nastąpi choć lekki spadek.

Jednym słowem sytuacja jest niejasna. Jeśli nastąpią dalsze wzrosty na PKO BP, indeks Wig20 dojdzie do  okolic powiedzmy 2650-2700, przy RSI jeszcze wyżej, wtedy sytuacja będzie dla mnie bardziej klarowna, wyczerpując potencjał wzrostów i uczyni grę na spadki bardziej bezpieczną a zarazem opłacalną.

Sam, otwierając pozycję kilka tygodni temu, poniosłem straty na opcjach (jeszcze nie zamknięte), ale zyskałem na akcjach Getin Noble Banku i LC Corp. Teraz trzymam zajęte pozycje i czekam na korektę lub stagnację na indeksie. 

Czytelników uprzedzam, że zajęte przeze mnie pozycje mogą wpływać na sposób formułowania wpisów, w tym przypadku dotyczy to "doszukiwania" się spadków czy stagnacji na Wig20.

Zapraszam do komentowania.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Alan Greenspan - Era zawirowań. Krok w nowy wiek. Recenzja

Kolejna już ciekawa lektura obowiązkowa i recenzja na tym blogu, jednocześnie druga w tym roku. Przeczytanie jej zajęło mi więcej niż kilka chwil, bo jest to książka co prawda beletrystyczna ale gruba i pisana przez ekonomistę, co czuć było w prawie każdym rozdziale.

Po kilku tygodniach ukończyłem ostatnie z prawie sześciuset stron i triumfalnie pomyślałem, że było warto. Czas był wykorzystany pozytywnie, do książki będę wracał, może za rok, dwa przeczytam ją ponownie a tymczasem polecam innym.

Alan Greenspan był chyba najdłużej urzędującym szefem Rezerwy Federalnej, amerykańskiego odpowiednika Narodowego Banku Polskiego. W tym czasie przeżył niejedne zawirowanie i nie raz udało się wyprowadzić amerykańską gospodarkę na prostą. Jak uważa wielu, Greenspan w trakcie swojej kadencji nie raz pomógł gospodarce amerykańskiej. U schyłku jego ostatniej kadencji, narastała ciągle żywa krytyka Greenspana, ale chyba każdy szef banku centralnego na świecie nie był od niej wolny. Polskim przykładem niech będzie Leszek Balcerowicz, przez jednych podziwiany a innych wyśmiewany.

Greenspan jak sądzę próbował podsumować swój życiowy dorobek, przekazać kim był, jak żył, jak myślał i jakimi wartościami się w życiu kierował. Ze słów autora wynika dla mnie jednoznacznie, że był fascynatem światowej ekonomii i jej wielkim praktykiem, posiadającym ogromną wiedzę i inteligencję. Jak sam pisał, sprawowane funkcje dawały mu dostęp do najbardziej szczegółowych danych z największej gospodarki świata i z wielu największych firm, kiedy zasiadał w ich radach nadzorczych. To budować mogło jego wyższość intelektualną a jednocześnie dlatego wielu mogło nie rozumieć jego postępowania.

Jako że o Greenspanie pisało się i pisze wiele, przypuszczam że także miał dość słyszenia o sobie od innych, niekoniecznie prawdziwych historii. Spisanie w pewnym sensie autobiografii, umożliwia tak zwolennikom jak i przeciwnikom, odnalezienie dodatkowego punktu odniesienia, spojrzenia na podejmowane decyzje oczami najważniejszego decydenta z FED.

Greenspan opisał w swojej publikacji znaczną część historii gospodarczej USA w XX wieku. Sposób, w jaki to zrobił, pozwolił mi głębiej zrozumieć zachodzące w niej w przeszłości i obecnie procesy. Także wydaje mi się, że lepiej rozumiem, dlaczego niektórzy znakomici inwestorzy czy ekonomiści, tak mocno wierzą w gospodarkę amerykańską, pomimo jej słabości z ostatnich lat.

Autor opisywał m.in., jak z czasów przemysłu opartego na silnikach parowych, odbyło się przejście do silników spalinowych. Następnie odbyła się rewolucja w transporcie, jaką przyniosła motoryzacja, później upowszechnienie lotnictwa cywilnego. W tym czasie gospodarka amerykańska odchodziła od dominacji przemysłu ciężkiego opartego na produkcji stali, w kierunku usług i produkcji przemysłu lekkiego.

Greenspan dobrze rozumiał wiele zachodzących procesów gospodarczych i na tej podstawie formułował wielokrotnie trafne prognozy. Jego wiedza i dalekowzroczne myślenie przysporzyły mu wielkiej popularności, co w końcu doprowadziło go na szczyty amerykańskiej elity ekonomistów.

Pomimo już sędziwego wieku (6 marca skończył 84 lata), nadal jest aktywny jako analityk / myśliciel gospodarczy a jego opinie wydały mi się bardziej logicznie uzasadnione niż wielu czołowych ekonomistów na przykład w Polsce. 

Greenspan opisywał też, w jaki sposób działa gospodarka w XXI wieku i czym się różni od tej w okresach przeszłych. Nie czyni tego poprzez przypominanie sloganów typu "globalna wioska" czy "gospodarka oparta na informacji" ale wyjaśnia, skąd się dokładnie te slogany wzięły i co się dokładnie pod nimi kryje. 

Czytając "Erę zawirowań" miałem wrażenie, że Greenspan jest typem nauczyciela, który tłumaczy mi skąd się brały wyniki równań matematycznych a nie kazał po prostu nauczyć się ich na pamięć. 

Oczywiście zjawiska, do których odnosił się szef FED nie były banalnie proste. W ostatnich rozdziałach można znaleźć jego wizję, jak może rozwinąć się sytuacja gospodarek USA, Unii Europejskiej czy krajów Azji od teraz do roku około 2030. 

Przy tej okazji Greenspan zdawał się wykonywać coś na wzór analizy SWOT dla każdego z państw, wymieniając cechy gospodarki określane jako silne i słabe strony, szanse i zagrożenia. W ten sposób można formułować warunkowe prognozy dla każdego z państw.

Dla przykładu, zagadnienia związane z największą szybko rosnącą gospodarką świata - Chinami, zajmują chyba drugie po USA miejsce w książce. Autor uchwycił wiele z najważniejszych zmian gospodarczych, jakie nastąpiły w Chinach w ostatnich kilkudziesięciu latach. Jego zdaniem, wzrost świadomości swoich praw wśród Chińczyków oraz przechodzenie na gospodarkę rynkową, w końcu doprowadzi do ukształtowania się czegoś na wzór demokracji, prawdopodobnie bliższej europejskim modelom socjalnym niż modelowi amerykańskiemu ale jednak już nie komunizm. Pozwoli to na dalszy rozwój kraju oraz świata, który za kilkadziesiąt lat będzie prawdopodobnie bardziej zależny od koniunktury w Chinach niż w USA.

Warte wspomnienia jest jeszcze to, że Greenspan wydaje się być typowym myślicielem a nie osobą uprawiającą politykę, także dla swoich korzyści. Dlatego wnioski płynące z "Ery zawirowań" są w moim odczuciu bardziej obiektywnym źródłem informacji. Dlatego warte są naszego czasu spędzonego nad lekturą.

Autor: Alan Greenspan
Tytuł: Era zawirowań. Krok w nowy wiek.
Tytuł oryginału: The Age of Turbulence. Adventures in a New World.
Stron (polska edycja): 624
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2008, Wydanie I
Oprawa: twarda

Książkę z rabatem ok. 20% od ceny z okładki można nabyć tutaj lub sprawdzając oferty na Allegro.

piątek, 9 kwietnia 2010

Wielka prywatyzacja - debiut PZU

Już za około 5-10 tygodni powinniśmy być świadkami dwóch wielkich debiutów giełdowych: spółek PZU (Powszechny Zakład Ubezpieczeń) i Tauron Polska Energia. Dziś postaram się przybliżyć temat IPO pierwszej z firm.

Jak podaje Parkiet, debiut PZU może odbyć się najwcześniej 10-14 maja 2010 a na giełdę ma trafić od 22 do 30% wszystkich akcji. Sprzedającymi będą Eureko i Skarb Państwa. Wielkość oferty będzie zależała od popytu na akcje co jest związane z możliwą do uzyskania ceną.

Ofertę można podzielić na trzy zasadnicze części: zagraniczną, krajową instytucjonalną (głównie fundusze) oraz krajową detaliczną (osoby fizyczne). Z racji wielkości oferty (5,5 do 8,0 mld zł) i faktu, że niedługo później jest planowany kolejny debiut Tauronu, Skarb Państwa będzie chciał aby jak najwięcej sprzedać inwestorom zagranicznym, tak aby nie wydrenować zanadto polskiego rynku giełdowego z gotówki, co do której ma jeszcze plany. 

Chodzą słuchy, że czerpiąc z doświadczeń debiutu Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), Skarb Państwa bardziej zadba o formułę oferty, aby zagwarantować drobnym akcjonariuszom zapis bez redukcji do określonej ilości walorów. Może to być np. 30 akcji po 300 zł (razem 9 tys. zł). Powyżej tej ilości zapis byłby redukowany. 

Dzięki temu każdy drobny miałby szansę zarobić przy w miarę udanym debiucie. Taki zapis pomógłby też ukrócić zjawisko lewarowania zakupu przez drobnych inwestorów, którzy chcieli zmniejszyć skalę redukcji zapisu. Na PGE drobni dostali bowiem jedynie 3,5% akcji, na które się zapisywali. W sumie na lewarach nie zarobili drobni, tylko banki, które ich udzielały. Wzrost kursu przeważnie nie pokrył nawet prowizji i odsetek od kredytu.

Za zbieranie ofert kupna akcji w kraju odpowiadają biura maklerskie PKO BP i Banu Ochrony Środowiska. Mam nadzieję, że w DI BRE, gdzie mam rachunek, też będzie można składać zapis. Dobrze, gdyby dodatkowo nie pobierano prowizji maklerskiej od kupna (są na to szanse). Jako że do debiutu prawdopodobni jeszcze nieco ponad miesiąc, warto pomyśleć o otwarciu rachunku maklerskiego, jak ktoś go jeszcze nie ma a akcjami jest zainteresowany.

W porównaniu do innych dużych firm ubezpieczeniowych na świecie, PZU może debiutować z niskim historycznym wskaźnikiem Cena/Zysk, który może wynieść ok. 10 dla roku 2009 i kilkunastu dla prognozy na rok 2010. Na świecie stabilne firmy z tej branży osiągają C/Z ok. 20 a nawet więcej.

Przy "pomyślnych wiatrach" na szerokim rynku, jest szansa na spore wzrosty nietylko na pierwszej  sesji ale i w dalszej perspektywie, które mogą w sumie dać nawet kilkadziesiąt procent zysku.

Oczywiście jak to z akcjami bywa, ich cena raz rośnie a raz spada. Mitem jest, że PZU jest bezpieczne jak lokata. O zysku  lub stracie zadecyduje nasz timing kupna i sprzedaży.

Poniżej zamieszczam linki do artykułów, które mogą pomóc by wstępnie przygotować się do oferty:

Po publikacji przez spółkę prospektu emisyjnego, można będzie dokonać bardziej wnikliwej analizy atrakcyjności inwestycji.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Jak powstała najpopularniejsza wyszukiwarka czyli Google Story

Jedno z moich postanowień noworocznych brzmi: przeczytać w ciągu roku co najmniej 12 ciekawych książek. Dziś opiszę moje wrażenia nt "Google Story" by David Vise. Do tej lektury zachęciły mnie ciekawe recenzje, które wskazywała że jest to jedna z najlepszych książek na temat Google a wybór jest dość duży bo temat chwytliwy.

                               Źródło: Wikipedia.org

Wewnątrz tej 392-stronicowej lektury, znajdziemy historię jak powstała i jak rozwijała się przez około 10 lat firma Google. Autor wychodzi od opisu środowiska, w którym żyli i rozwijali się założyciele firmy: Sergey Brin i Larry Page. Następnie opisuje jak powstała przeglądarka, jak działalność obu naukowców przekształciła się w w firmę a następnie jak ich dzieło rozwijało się od wewnątrz i jak było odbierane przez innych.

Pokrótce  można historię tą opisać jak poniżej (uwaga spoiler!)

Założyciele wywodzili się ze środowisk naukowych. Rodzice Larry'ego i Sergey'a pracowali w zawodach nauk ścisłych związanych z matematyką i komputerami. W ich domach bardzo wcześnie pojawiły się pierwsze pecety.  Obaj wykazywali smykałkę informatyczną, choć ich zainteresowania były bardzo szerokie.

Z wyróżnieniem i przed czasem pokończyli szkoły średnie i wyższe i w podobnym wieku rozpoczęli pisać doktoraty na Uniwersytecie Stanforda w USA. Tam poznali się i po jakimś czasie polubili. Skutkiem ich dyskusji był pomysł na stworzenie wyszukiwarki, znacznie lepszej niż te dostępne w połowie lat '90-tych, jak np. dziś słabo już znana AltaVista albo nadal popularna w USA czy Japonii Yahoo.

Bardzo ważnymi elementami wyszukiwarki, które dały jej palmę pierwszeństwa nad konkurencją, było "rozgryzienie" systemu linków, tzn. prawie każda strona w sieci miała w swoim kodzie linki do innych stron. Im do danej strony kierowało więcej linków, tym jej treść można było uznać za ważniejszą i była ona umieszczana wyżej w wynikach wyszukiwania.

Drugi element to jakość. Im linki były kierowane z bardziej popularnych i poważanych stron, tym wynik wyszukiwania był wyżej. To tak, jakby link traktować jako rekomendację danej strony, im ich więcej tym treść jest przydatniejsza. Później ten system kalkulacji jakości strony został nazwany przez Larry'ego Page'a - Page Rank'iem. Zbieżność z nazwiskiem autora nie jest przypadkowa.

Wyszukiwarka potrzebowała tytułu. Ostatecznie autorzy wybrali słowo "googol", co oznacza liczbę 1 ze stu zerami. Wskutek przypadkowego błędnego zapisu, nadano nazwę "Google" i tak zostało do dziś.

Przedsięwzięcie potrzebowało coraz większych mocy obliczeniowych, tak aby sprostać coraz większej liczbie zapytań, kierowanych do przeglądarki. Na początku jej popularność rosło pocztą pantoflową w ramach uniwersytetu, później jej nazwa zaczęła się pojawiać w prasie internetowej, jako jedne z najlepszych narzędzi do wyszukiwania. Po jakimś czasie zapytania zaczęły być kierowane z całego USA.

Granty z uniwersytetu i pomoc finansowa rodzin Brin'a i Page'a nie starczały na rozwój. W końcu autorzy zawarli porozumienie z jednym z inwestorów z branży nowych technologii, obiecując akcje spółki w zamian za dofinansowanie kwotą 100.000 dolarów. Tak powstała firma Google.

Na początku "siedziba" wyszukiwarki mieściła się w pokoju uniwersyteckim, później w wynajętym garażu a z czasem wynajęto specjalny magazyn, w którym funkcjonowała sieć komputerowa. W miarę rozwoju, powierzchnia magazynu systematycznie rosła.

Niestety ciągle z tego biznesu nie było sensownych przychodów a tym bardziej zysków. W miarę rozrostu, Google przynosiło coraz większe straty. Coraz więcej inwestorów dostrzegało jednak rosnącą popularność wyszukiwarki, także poza USA.

W końcu podpisano porozumienie, w ramach którego dwa znaczące fundusze dofinansowały przedsięwzięcie kwotą 25 mln USD. To zapewniło na kilka lat finansowanie. Około roku po tym zdarzeniu zatrudniono dyrektora finansowego. Larry i Page nie byli tym zachwyceni, nie chcieli się dzielić władzą. Rosnące struktury firmy jednak tego wymagały - profesjonalnego zarządzania od strony finansowej.

W końcu autorzy wraz z inwestorami zdecydowali się na sprzedaż reklam, które są obecnie umieszczane u góry i po prawej stronie efektów wyszukiwania. To był strzał w dziesiątkę. W ciągu kilku lat, milionowe roczne straty zmieniły się w setki milionów dolarów zysku netto. Wtedy, w 2004 roku, wprowadzono Google na giełdę. Akcje sprzedały się przy bardzo wysokich wskaźnikach Cena/Zysk i Cena/Wartość księgowa. Był na nie bardzo wysoki popyt i kurs rósł także długo po debiucie.

Google to obecnie nietylko wyszukiwanie tekstu, ale i grafiki, map, usługa pocztowa Gmail, elektroniczne archiwum książek, przeglądarka Chrome, system zarabiania na reklamach AdSense i umieszczania reklam AdWords oraz wiele innych.

W książce opis przedsięwzięcia jest przeplatany przez ciekawe anegdoty dotyczące sposobu pracy w Google, jak niesamowitej jakości darmowego lunchu w stołówce zakładowej czy wizji jakie mają autorzy o tym, czym Google może być w przyszłości. Są na przykład plany i opis pewnych działań, które mają wykorzystać system informatyczny w celu badań genetycznych człowieka. 

Można by "rozgryźć" kod genetyczny i po wpisaniu go do odpowiedniej "wyszukiwarki" sprawdzić, jakie mamy teoretyczne predyspozycje i słabości oraz jakie mogą nas czekać choroby i jak im możemy zaradzić. Nasze wyniki byłyby porównywane z tymi u innych ludzi, moglibyśmy sprawdzić jak zachowywał się organizm człowieka o podobnym kodzie do naszego, ale o np. 20-30 lat starszego. 

Zastosowań rezultatów takich badań jest niesamowicie wiele i mogą mieć one bardzo duży wpływ na ludzkość, tak jak pionierska wyszukiwarka. Z drugiej strony niosą wiele zagrożeń nadużyć. 

Hasłem "Google" jest "Nie czyń zła" i tym mottem firma ta posługuje się w swoich działaniach biznesowych. Jeśli zamierzenia jej autorów będą przez kolejne lata wprowadzane w czyn, to możemy się spodziewać jeszcze wielu wysoce innowacyjnych rozwiązań, które zmienią życie całego świata.

środa, 7 kwietnia 2010

Sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą

W inwestowaniu jak i w życiu, kiedy doświadczam wielu sukcesów pod rząd, zdaje mi się, że ich osiąganie nie jest dla mnie takie trudne. W końcu przychodzi i to czasem grubsza porażka. Wtedy czas przewartościować to, co się myślało wcześniej.

Wspomnienia sukcesów inwestycyjnych i porażek są dla mnie inne na masę sposobów. Porażki pamiętam znacznie dłużej. Sukcesy szybciej blakną. Osiąganie sukcesów może motywować do dalszego działania ale i do "zgarnięcia zysków ze stołu" przez co rozumiem przeniesienie środków do bardziej bezpiecznych aktywów (np. z akcji i derywatów na lokaty bankowe). Tak samo straty mogą stymulować ofensywnie, jak i defensywnie.

Człowiek nie jest maszyną i choć dobry inwestor reaguje znacznie mniej emocjonalnie i emocje nie mają bezpośredniego przełożenia na decyzje, to pośrednio mogą mieć na nie duży wpływ.

Moim zdaniem to nie straty i nie zyski są dobrą motywacją do działania ale barometr naszego spokoju emocjonalnego. Jeśli zyski zaczynają usypiać naszą czujność a my ponosimy coraz większe ryzyko, wówczas lepiej zmniejszyć ryzykowne pozycje i poczekać na otrzeźwienie. Tak samo w przypadku strat - lepiej poczekać  na powrót równowagi wewnętrznej, zanim ponownie wejdziemy w ryzykowne aktywa.

Nie raz zadawałem sobie pytanie, tak w przypadku sukcesu jak porażki: "Czy postępowałem prawidłowo?", "Czy wynik był spowodowany bardziej przypadkiem czy właściwą diagnozą?". 

Odpowiadam sobie w ten sposób: "Nie bagatelizuj czynnika losowego. W krótkim  i średnim terminie może on przyczynić się do strat u dobrego inwestora jak i korzyści u kiepskiego. Im dłuższy termin, tym bardziej liczy się Twoja umiejętność właściwego osądu sytuacji."

Zmiany w portfelu

Dziś, zdając sobie sprawę, że pozycje nastawione na spadki na giełdzie otworzyłem za wcześnie a straty z tego tytułu przekroczyły plan pesymistyczny, zredukowałem większość krótkiej pozycji na kontraktach PKO BP. Być może odtworzę pozycję później, jeszcze lepiej jeśli będzie to przy wyższych cenach. Najlepszym sygnałem dla mnie może być tu wejście kursu w trend boczny lub lekko spadkowy na zwiększonych obrotach, co może sugerować dystrybucję.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Podsumowanie inwestowania miesięczne i kwartalne

Zacznijmy od podsumowania miesięcznego. Poniżej zestawienie składu portfela na koniec marca:


... oraz zestawienie inwestycji zakończonych w marcu:


Jak można zauważyć, miesięczna zmiana wartości portfela wyniosła + 4%. Główna tego zasługa w poprawie sentymentu do inwestowania na warszawskiej giełdzie. W trakcie miesiąca zmiana wartości portfela wahała się od 0 do + 7,1% czyli cały czas na plusie. 

W trakcie miesiąca, po wykonaniu się na rynku odbicia i wzrostu Wig20 pod poziom 2500 pkt, kończyłem już sprzedaż znacznej części posiadanych w portfelu akcji (TP SA, Polnord, LC Corp, PGF) i rozpocząłem otwieranie krótkich pozycji na kontraktach PKO BP, sprzedawałem 6-miesięczne opcje call na miedź oraz na Wig20. 

Taka strategia wynikała z założenia, że od teraz do jesieni giełdy jako całość nie ujrzą poziomów cenowych dużo wyższych niż obecne. 

W międzyczasie ponownie kupiłem akcje LC Corp po cenie 4,5% niższej od wcześniejszej ceny sprzedaży, powiększając tym samym ilość posiadanych akcji. Po tej operacji powiększyłem krótką pozycję na PKO BP, zakładając że nadal niedowartościowany LCC zachowa się w średnim terminie lepiej niż już moim zdaniem dość przewartościowany PKO BP.

Jako że na koniec miesiąca mieliśmy do czynienia z dalszymi wzrostami w większym stopniu na PKO, Wig20 i miedzi niż na LCC i Getin Noble, wartość portfela spadła o 2% w stosunku do wartości maksymalnej. Około 1% spadku wartości to doliczony przeze mnie do strat spread na opcjach Wig20 i opcji na miedź. W przypadku spadku wartości opcji a najlepiej dotrzymania do wygaśnięcia z ceną zerową, spread zniknie, co przełoży się na ponowny wzrost wartości portfela o ten utracony 1%.

Kwartalna zmiana wartości portfela wyniosła +8,4% a po potrąceniu wpłat kapitału, będzie to +7,8%. Uznaję ten wynik za bardzo dobry.

Plany na przyszłość

W perspektywie najblizszego miesiąca, jak i kwartału, największym zagrożeniem dla wartosci portfela są zarówno dynamiczne wzrosty, jak i spadki na giełdach. Najlepszym wariantem byłaby dynamiczna i krótka korekta, pozwalająca mi zamknąć krótką pozycję na PKO BP i odbudować mniejszą i przy wyższych cenach.

Takie spadki mogą rozpocząć się w każdej chwili, ale jak dotąd prawie każdy dzień wynosi ceny jeszcze wyżej. W pewnym momencie straty będzie trzeba uciąć, jeśli nie towarzyszą im proporcjonalne zyski z akcji Getin Noble i LC Corp.

W przypadku opcji na miedź, teraz jest moim zdaniem bardzo dobry moment na wystawianie - wysoka zmienność i bardzo wysokie ceny. Poziom 8000 USD za tonę może być solidnym oporem. Opcja call była spzedana z ceną wykonania 9000 USD i premią 338 pkt, w czasie jak cena miedzi wynosiła 7600 USD czyli 6% niżej niż obecnie. Teraz premia wyniesie ok. 400 pkt. Kolejnej pozycji na miedzi nie planuję jednak zajmować z racji osiagnięcia poziomu maksymalnego dopuszczalnego ryzyka dla wartości portfela.

Blogowanie

W marcu wzrosła ilość wpisów i wejść na stronę oraz przychody z reklam AdSense w porównaniu do lutego. Nie są to jednak poziomy bliskie szczytom popularności bloga. Na jakiś czas wstrzymuję publikowanie szczegółowych statystyk na ten temat. Siły z blogowania przerzucam częściowo na inwestowanie. Nic bowiem tak nie przyciąga do bloga jak dobre wyniki inwestycyjne jego autora.