środa, 31 marca 2010

Autocoaching - osiąganie celów dzięki wspieraniu siebie

Wczoraj miałem przyjemność być na ciekawym seminariun nt. coachingu. W skrócie, coaching to wspieranie siebie i innych w osiąganiu celów życiowych. Autocoaching to wspieranie siebie.

Coaching i Coach to słowa wzięte bezpośrednio z j. angielskiego. Zamiast nich, można równie dobrze powiedzieć Trening i Trener. Jak mnie uświadomiono, to jednak nie do końca to samo ze względu na skojarzenie trenera ze sportem. Coach zajmuje się rozwojem wnętrza człowieka a nie jego sprawności fizycznej.

W autocoachingu, wspierasz siebie - inspirujesz, prowadzisz, poszerzasz świadomość, "rozliczasz" siebie z podjętych lub zaniechanych działań. Skupiasz się na tym, co teraz i w przyszłości możesz zrobić z posiadanymi zasobami (czasem, umiejętnościami, wiedzą, kontaktami osobistymi, predyspozycjami itd.).

Jeśli chcesz poeksperymentować z coach'owaniem, wybierz cel, którego pragniesz. Może to być zdolność przemawiania do grupy kilkudziesięciu osób, do kontrolowania swoich emocji w czasie inwestycji, do regularnego generowania nadwyżek w budżecie domowym lub cokolwiek innego.

Pierwsze narzędzie - skalowanie. Narysuj na osi skalę, np. od 1 do 10. Zastanów się, jak dobrze do tej pory poznałeś umiejętność, którą chcesz doskonalić. 

Dajmy na to, że chcesz generować nadwyżki w domowym budżecie. W jeden tydzień potrafisz kontrolować wydatki lepiej a w inny gorzej, podobnie z wpływaniem na zarobki jeśli są dość zmienne. Oceniasz swoje dotychczasowe działania i dajesz sobie np. 3 punkty. Dalej wyobrażasz sobie, co musisz zrobić, by dać sobie 6 punktów. Gdy już skończysz, dodajesz np. jeszcze 2 punkty i jeszcze raz pobudzasz fantazję. 

W ten sposób wizualizujesz w umyśle skalę, na której odnajdujesz siebie i swoją umiejętność. Na osi wytyczasz kroki - etapy jakie pokonasz by udoskonalić siebie. To pozwala Ci rozłożyć Twój ogólny plan (marzenie) o doskonałości na danym polu na czynniki pierwsze i pozwoli zbliżyć się do celu krok za krokiem.

Drugie narzędzie - wielka piątka pytań. Pomyśl o swoim celu - marzeniu, którym jest ... . Następnie zapytaj siebie:
  1. Czego mogę robić więcej, aby ...
  2. Czego mogę robić mniej, aby ...
  3. Co mogę zacząć robić, aby ...
  4. Co mogę przestać robić, aby ...
  5. Co mogę robić inaczej, aby ...
Dzięki tym pytaniom otwartym, szukasz sposobu, aby poprawić swoją umiejętność, dojść do kolejnych punktów wytyczonych na osi.

By autocoaching był skuteczny, osoba coach'owana (Ty) musi cały czas brać na siebie odpowiedzialność za cały proces i jego efekty. Ważna jest wiara w to, że bariery da się pokonać.

Szukasz w sobie chęci zmiany czegoś, co Tobie nie odpowiada. Następnie wyobrażasz sobie to, co Tobie odpowiada. Staje się to celem. Wyznaczasz mapę, jak dojść do celu a następnie zadajesz sobie pytania i dając odpowiedzi krok po krokiem uzyskujesz wiedzę, jak dokonać zmiany.

Niedługo wkroczymy w okres świateczny. To może być dobry czas, bo zastanowić się nad życiem i ulepszyć w nim to, co najbardziej przeszkadza i doskonalić to, w czym jesteśmy dobrzy a chcemy być jeszcze lepsi. Życzę zatem owocnych przemyśleń.

niedziela, 28 marca 2010

Get(in) czy Get(out)?


Dziś tematem oferta Getin Banku.

W listopadzie 2008 szukałem karty kredytowej, która byłaby tania w utrzymaniu, pozwalała zarabiać przez zwrot części kwoty zakupów bezgotówkowych, plus było można wypłacać z niej gotówkę z zachowaniem okresu bezodsetkowego. Porównałem wiele ofert i Getin był ten jedyny, niepowtarzalny.

Karta "Silver" kosztowała mnie tylko 4,50 zł miesięcznie za ubezpieczenie a mogłem cały limit z karty przelać np. na konto oszczędnościowe w Eurobanku 7,07% netto i zarabiać na odsetkach. W ten sposób uruchomiłem "perpetum mobile" do zarabiania kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Do tego przez pierwsze bodajże 6 miesięcy, dostawałem zwrot 1% kwoty transakcji bezgotówkowych. Limit karty to 3-miesięczne zarobki więc dla każdego kwota znacząca.

W miarę upływu czasu, oferty depozytowe słabły, spadało oprocentowanie i przychody z odsetek. Cieszyłem się jednak, że biznes z kartą nadal wychodził mi lekko na plusie, a do tego miałem swój bezpłatny fundusz awaryjny i płynnościowy w jednym. 

By móc obserwować zadłużenie online, założyłem bezpłatne konto ROR e-Getin. Po 6 miesiącach, pojawiła się oferta zarobku na poleceniu konta osobie, która nie była klientem Getinu. Powiedziałem o tym mojej lepszej połówce i oboje zarobiliśmy po 60 zł bez ponoszenia kosztów.

Względna sielanka trwała jeszcze około roku. W tym czasie niestety wzrosły koszty obsługi karty, bo jeśli nie dokonałem w miesiącu transakcji bezgotówkowych na 350 zł, to karta kosztowała dodatkowe 5 zł za obsługę (czyli razem 9,50 zł miesięcznie). Zareagowałem wnioskiem o podwyższenie limitu na karcie by podnieść dochody. Niestety został on odrzucony.

Od 1 kwietnia 2010 wchodzi nowa tabela opłat i prowizji dotycząca kont i kart. Wprowadza ona stawkę 2,5% jako opłatę za przelew gotówki z rachunku karty kredytowej, co oznacza, że zupełnie nie opłaca się transportować środków do Eurobanku na oprocentowany rachunek i później zwracać tych środków po 30-50 dniach, spłacać karty i powtarzać manewr.

Złożyłem wniosek o niepobieranie opłaty za przelew z rachunku karty oraz wniosek o podwyższenie limitu na karcie. Niestety oba zostały odrzucone.

15 marca dokonałem spłaty karty a następnego dnia wykonałem przelew środków do Eurobanku na konto oprocentowane 4,55% netto. Okres nieoprocentowanego zadłużenia karty mija 30 kwietnia i jest to dla mnie czas ostatnich zbiorów odsetek. Tego dnia ostatni raz spłacam kartę i składam wniosek o jej zamknięcie, by nie pobrało mi stawki za używanie karty i ubezpieczenia na początku kolejnego miesiąca.

Podsumowując, na rynku funkcjonują czasem bardzo korzystne rozwiązania dla klienta ale są one eteryczne. Banki z czasem przechodzą z okresu siewów do okresu zbiorów. Jeśli nie chcemy być ich plonem, lepiej przyzwyczaić się do okresowych migracji kart i kont.

Jeśli posiadasz kartę kredytową, proszę napisz gdzie, ile Cię ona kosztuje oraz jakie masz z niej korzyści. Być może będzie to ciekawa oferta także dla pozostałych Czytelników?

środa, 24 marca 2010

Dziecinne inwestycje

Jestem zdania, że "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" albo "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Innymi słowy, na naukę jest zawsze dobry czas ale lepiej uczyć się wcześnie. Wtedy popełniamy mniej dotkliwych błędów, uczymy się, jak wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Lepiej stracić 50% kapitału w wieku 20 lat i w kwocie 500 zł niż w wieku 45 lat i odpowiednio ze stratą 50.000 zł.

Historie...

Jakieś 3 miesiące temu rozmawiałem z nowym kolegą z pracy o naszych hobby. Wtedy też powiedziałem o moich inwestycjach (tak, nazywam to "hobby"). Odpowiedź kolegi: "Nie inwestuję bo nie mam dużych środków. Małymi się nie opłaca tracić czasu". Oczywiście opowiedziałem o całej idei uczenia się na małych kwotach, tzn. że jest to najlepszy sposób na początku na ograniczenie ryzyka.

Innymi razy starsza osoba (ok. 55 lat) zadała mi pytanie dot. akcji bankrutującej firmy Krosno. Pytanie brzmiało: "Sprzedawać czy trzymać?" Akurat było odbicie kursu do 50% ceny zakupu. Radziłem sprzedać i zmienić strategię. Fora internetowe i przeglądanie wykresów na portalach to nie źródło inspiracji a tworzenia marzeń. Przy odrobinie wyobraźni, każdy scenariusz może wydawać się realistyczny. Najbardziej realistyczna jest wtedy... utrata pieniędzy.

Przed Bożym Narodzeniem byłem na szkoleniu organizowanym przez biuro maklerskie PKO BP dla potencjalnych klientów. Temat przewodni szkolenia: Analiza Techniczna. Poszedłem spotkać innych inwestorów, może nowych znajomych(?) Na miejscu czułem się zmieszany. Osoby w wieku ok. 40-50 lat, lecz początkujący inwestorzy, byli tak pewni siebie a jednocześnie w moim odczuciu opowiadali ciągle inwestycyjne głupoty i w perspektywie życzeniowej.

Można to nazwać domniemaniem "efektu motyla" - często drobny fakt, gdzieś zapamiętany przez inwestora, jest uważany za czynnik sprawczy, który ma ruszać kursem. Jeśli początkowo ten trop daje zarobić, inwestor zwiększa pozycję (nawet do 100% portfela) a później jak upatrzona korelacja zawodzi, inwestor dalej trzyma, aż zmniejszy wartość rachunku czasem o 3/4. Tak pewnie miało wielu akcjonariuszy np. Biotonu czy Polnordu - wschodzących gwiazd GPW lat minionych. Tak swoją drogą, ciekawe czy są wśród nas takie osoby?

Moja historia

Pierwsze akcje kupiłem jak miałem 21 lat. Uważam, że zdecydowanie za późno zainteresowałem się inwestowaniem. To pewnie przez ten system nauczania, za dużo biologii i polskiego a za mało ekonomii ;).  Jak na złość rachunek inwestycyjny otworzyłem w 2004 roku, kiedy właśnie wprowadzono podatek od zysków z przychodów kapitałowych. Ciekawe skąd Minister Belka wiedział, że zacznę inwestować? :). Z drugiej strony, pewnie niewiele bym zdziałał bez komputera i internetu, który mnie połączył ze światem począwszy od 19-ego roku życia.

W trakcie 6 lat mojej obecności na GPW, myślę że najwięcej dla mojej strategii dało załamanie  rynku okresu 2007/2009. Wtedy przejrzałem na oczy. Na GPW nie ma rzeczy niemożliwych. Uwierzyłem w to po przeżyciu spadków, które jeszcze rok czy dwa lata temu stanowczo wykluczałem. Teraz staram się, by te doświadczenia na mnie zarabiały.

Optymista czy realista?

W tworzeniu strategii, jako jeszcze dziecko czy jako dorosły, trzeba być umiarkowanym optymistą, tzn. na tyle by chcieć ponosić ryzyko. Pesymizm się przydaje w tym zakresie, by nie zignorować drobnych ryzyk, które mogą być czasem tragiczne w skutkach. Jeśli będą rutynowo pomijane, przy którejś okazji wejdą w nasz portfel jak nóż w masło bo ignorowaliśmy drobiazgi zbyt długo. Takim przykładem może być trzymanie środków w nierenomowanym biurze maklerskim bo przecież biura w Polsce nie padają. Jeśli jednak Twoje biuro padnie, co zrobisz? Czy masz najlepsze biuro, które w kryzysie finansowym padłoby jak ostatnie? Warto zrobić przegląd sytuacji, być może są takie, w których ponosimy ryzyko w jakiejś formie całkowicie bezsensownie albo za tylko niewielką nagrodą?

Dodam, że w wyjątkowo młodym wieku inwestycje mogą być bardziej ryzykowne ze względu na "burze hormonów", coś w stylu: "zostawiła mnie dziewczyna to wywalam wszystkie akcje na otwarciu Po Każdej Cenie..."

wtorek, 23 marca 2010

Miedziane moje imperium

Dziś dzień minął mi na analizowaniu możliwości zysku poprzez sprzedaż opcji kupna na miedź. Dziękuję Bartkowi za przypomnienie tematu. Pomysł polega generalnie na tym, aby sprzedać opcję kupna na tyle drogo, by dobrze zarobić i na tyle umiejętnie, by nie niosło to ze sobą dużego ryzyka dotkliwej straty, jeśli miedź w którymś momencie pójdzie do góry.

Notowania miedzi i opcje na ten metal dlatego zwracają na siebie uwagę, bo ceny wykazują niesamowitą zmienność. Dlatego opcje są nieporównywalnie droższe niż np. na Wig20.

Porównajmy premię przy sprzedaży za opcję "Vanilla call" na 0,1 lota miedzi przy cenie rozliczenia jak spot, z taką samą opcją na 1 kontrakt na Wig20, w obu przypadkach cena rozliczenia za 6 miesięcy.

Premia za opcję miedzi wyniesie 902 punkty a za opcję na Wig20 182 punkty. Stanowi to odpowiednio 12% wartości instrumentu na miedź i 7,4% wartości kontraktu na Wig20. Innymi słowy nasza opcja zacznie tracić po wzroście Wig20 o 7,4% a notowań miedzi o 12%. Miedź daje nam szansę także na wyższy zarobek (wyższa premia).

Oba instrumenty są na pewno skorelowane z koniunkturą gospodarczą na świecie, z tym że ten na miedź jest zdecydowanie "węższy tematycznie" a co za tym idzie bardziej dynamiczny. Jednak każdy, kto interesuje się sprzedawaniem opcji, z pewnością nie przeszedł obok miedzi obojętnie. Handlarz dobrze kalkulujący ryzyko może na niej dobrze zarobić.

GPW

Na polskiej giełdzie szukałem dziś korzystnej ceny sprzedaży kolejnych opcji OW20I0280 ale zlecenie "nie weszło", zabrakło dwóch punktów.

Szukając zwiększenia zysków, zrewidowałem pożądany skład portfela. Wykorzystałem poniedziałkowe odbicie ceny i zamknąłem niezbyt intratną pozycję w certyfikatach nieruchomości Arki (ARKAFRN12) z ceną sprzedaży niecałe 120 zł i zyskiem 16% po prowizji w 13 miesięcy. Teraz certyfikaty przedstawiają nadal 28% dyskonta od wartości z wyceny aktywów netto ale jego odrabianie trwa zdecydowanie za długo. Certyfikaty BPH zostawiam, bo mają aż 58% dyskonta, więc warto czekać.

Wróżenie na przyszłość

Skoncentrowany na obserwacji ruchu S&P500 i Wig20, odrzuciłem dominujący we mnie głos, że indeksy pójdą dalej do góry albo ze dojdzie do nagłego załamania, jak wieszczą inni. Ruch w bok jest niedoceniany a przecież może trwać kilka miesięcy. Kontrakty na spadki, akcje, sprzedane opcje kupna - każdy z tych instrumentów ma szansę się dobrze zachować przy innej sytuacji rynkowej. Tak właśnie zaczynam rozumieć dywersyfikację i chcę mieć jej w portfelu więcej.

poniedziałek, 22 marca 2010

Opcyjny poniedzialek

Dzisiaj nie planowałem zawierać transakcji a jednak otworzyłem znaczącą pozycję w opcjach na Wig20, konkretnie sprzedałem na GPW opcje "call" serii wrześniowej z ceną rozliczenia 2800 pkt (OW20I0280). Sprzedając w/w opcje, "poszedłem w zakład" że Wig20 nie urośnie do 17 września wyżej, jak do 2800 pkt. Ktoś za 40 pkt zyskał prawo kupna indeksu za tą cenę za pół roku. 

Do ceny target mamy 350 pkt od obecnego poziomu i od maksimum tej hossy ok. 300 pkt. Myślę, że jeśli pojawi się w tych 6 miesiącach fala zwyżkowa z nowym szczytem, to nie powinna przebić tego pułapu a nawet do niego dojść. Moje główne argumenty za takim scenariuszem to nadal słaba gospodarka światowa, nadal aktualne problemy np. Grecji, możliwa negatywna niespodzianka ze strony Chin, duża podaż akcji w Polsce i dywidendy ze spółek z Wig20, które "zbiją" indeks o kilka procent (dywidendy spółek z Wig20 są "odejmowane" od indeksu).

Obecna wartość opcji jakie sprzedałem, odpowiada 2% wycenie portfela. Rozważam zwiększenie pozycji o dodatkowy 1%. Tak to licząc, wydaje się że zaangażowanie jest małe, lecz jeśli indeks wystrzeli np. do 3000 pkt, wartość opcji w dniu rozliczenia wzrośnie do 200 pkt i będę miał na portfelu 7% stratę (160 pkt na opcji). Myślę jednak, że tak dynamiczne wzrosty są mało realne a nawet jeśli tak się stanie, to wówczas posiadane przeze mnie akcje LC Corp czy Noble Bank będą handlowane prawdopodobnie 30% wyżej niż obecnie i mi się wyrówna.

Jak doszło do otwarcia pozycji?

Zauważyłem, że ograniczając ilość potencjalnie ryzykownych transakcji ale z szansą na spory zysk, w lutym wyszedłem na tym bez zysku. Dlatego będę zwiększał akceptowalne ryzyko portfela, jednocześnie oczekując jeszcze większych korzyści. Obym nie zgubił się w kalkulacji proporcji między tymi czynnikami.

Są dni, w których zawczasu planuję wykonać ustalone operacje ale nie nadarza się okazja. W inne dni  częściowo przypadkowo - bo przy rutynowym przeglądzie rynków, odnajduje coś, co dobrze rokuje i zdaje się pasować do mojej strategii. Wtedy zawieram transakcję/składam zlecenie. Zastanawiam się, czy powinienem bardziej uregulować sposób wchodzenia na rynek, ale czy nie zabije to mojej kreatywności?

Dodam, że opcjami tymi interesowałem się od dawna ale dopiero teraz sobie o nich "przypomniałem". Miałem bowiem wkroczyć do handlu, jak tylko nowa seria (droższe opcje) wejdzie do gry. Co kwartał GPW obejmuje animacją coraz to dalsze serie opcji.

Po lewej: kalkulacja wartości sprzedanych opcji, jaką wskazuje XTB Option Trader. Przez tą platformę także można handlować opcjami na Wig20.

Za opcję na XTB dostałbym nawet 4 pkt więcej. Plusem handlu przez XTB jest elastyczne ustawianie daty i ceny rozliczenia. Minusem jest to, że zawsze zamykając przed czasem trzeba zapłacić spread, min. 7 pkt.

Jak sprzedawać opcje? 

Myślę, że lepiej nie otwierać dużej pozycji w opcjach, jeśli nie mamy aktywów, których zmiana cen może nam zrównoważyć część opcyjnej straty. Równowaga sprzyja rozsądnym decyzjom. Poczucie, że portfel zachowa się stabilnie niezależnie od kierunku rynku, daje mi spokój ducha bym zamknął pozycje bez zbędnego pośpiechu, w możliwie najkorzystniejszej sytuacji. To tak, jakby portfel niczym łódź, pływał na falach rynku, nie dajac się zatopić.

wtorek, 16 marca 2010

"Teoria spiskowa"

Dzisiaj opiszę pewną spiskową teorię. Zakłada ona, że obecne wzrosty na WIG20 w kierunku 2500 pkt, są wynikiem sztucznego zawyżania.

Teorię opieram na tym, że:
  • w okresie dobrej koniunktury / optymizmu, kontrakty są notowane z premią wobec bazy (indeksu). Teraz jednak kontrakty kolejnej serii (FW20M10), na którą "przesiadają się" inwestorzy, są handlowane z dyskontem do bazy. Oznacza to, że prawdopodobnie więcej inwestorów zakłada WIG20 w czerwcu na niższym poziomie niż obecnie a przynajmniej że między marcem a czerwcem dojdzie do sporej korekty.
  • indeks warszawski WIG20 i najsilniej skorelowany z nim niemiecki DAX, zachowują się wyraźnie słabiej niż światowy trendotwórczy amerykański SP500. Może to oznaczać, że mamy do czynienia z zaledwie mocnym odbiciem na GPW po lutowych spadkach a nie z kolejną silną falą wzrostową.
Myślę, że  teorię tą można uzasadnić także na gruncie makroekonomicznym. Obecne wyceny akcji dyskontują już silne ożywienie w roku 2010, natomiast dalsza przyszłość pozostaje pod znakiem zapytania. Dla przykładu kurs PKO BP zdyskontował już wzrost zysku netto w 2010 r. o ok. 30% do prawie 3 mld zł i nawet przy takim wyniku, wskaźnik Cena/Zysk wyniesie około 15.

Szukając inspiracji jaką przyjąć strategię, można także zajrzeć do marcowego raportu miesięcznego DI BRE. Warta przytoczenia jest następująca zamieszczona w nim opinia: 

"To jednak nie koniec wysokiej zmienności rynku a inwestorzy nadal będą targani: z jednej strony nadziejami na szybsze niż dotychczas wychodzenie światowej gospodarki z kryzysu, a z drugiej rosnącymi problemami deficytów budżetowych czy nadal słabej konsumpcji prywatnej. Podtrzymujemy opinię, że w najbliższych miesiącach WIG20 będzie testował poziom 2 100 punktów."

Marsz na  2100 pkt wydaje się dość silną korektą. Można sobie wyobrazić spadki akcji od obecnych poziomów o 10-15% oraz powrót niepewności co do kontynuacji hossy. 

Warte przytoczenia jest, że w średnim i długim terminie, znaczna część analityków (konsensus?) wskazuje na kontynuację hossy do wiosny 2011 roku lub przynajmniej do połowy 2010, na który to czas ma przypadać szczyt WIG20 na ok. 2900-3100 pkt. Szacunki zakończenia hossy dopiero w 2011 roku wydają mi się dość optymistyczne. W takim scenariuszu, rok 2010 mógłby być jednak zdominowany przez trend boczny, tak by znaczniejsza zwyżka nastąpiła na przykład dopiero na przełomie 2010/2011 roku. 

Drugi wariant i szybkie wzrosty do 2900 pkt już w połowie tego roku, wystraszyłyby moim zdaniem wielu inwestorów długoterminowych, którzy masowo realizowaliby zyski (z pewnością ja bym realizował). Na rynku zostałyby głównie OFE, TFI i technicznie nastawieni inwestorzy indywidualni. W razie zmiany trendu w takim układzie, spadki mogłyby rozegrać się bardzo szybko: przejście technicznych na "eski", umorzenia jednostek w TFI i wstrzymanie zakupów przez jak zwykle uziemione OFE.

Zmiany w portfelu

Mając powyższe na uwadze, postanowiłem zredukować zaangażowanie w akcjach. Wczoraj sprzedałem walory PGF po 46,90 zł, realizując zysk po prowizji 5,3% w 4 miesiące. Jest to nominalnie dość słaby wynik, choć dobry pod tym względem, że w międzyczasie przeczekałem stratę w wycenie większą jak 20%. Obecnie PGF jest notowane po ok. 45 zł (4% niżej). Badając wskaźnik RSI, w tym tygodniu powinno dojść do ponownego odbicia w kierunku 47 zł lub dalszych spadków na nawet 40-41 zł.

Z długich pozycji pozostały mi akcje LC Corp, które nadal posiadają wg mojej opinii ok. 35% potencjał wzrostu,  oraz Getin Noble Banku, które "wyceniam" na 7,50 zł z ok. 30% potencjałem wzrostu. W przypadku tej ostatnie spółki, myślę że warto przeczytać komentarz DM Millennium   nt raportu rocznego za 2009 r. Getin Holdingu. Jest w nim zawarta m.in. taka informacja:

"Getin Noble vs. Getin Holding

Obecnie kapitalizacja Getin Holding wynosi 7,1 mld PLN, podczas gdy wartoœść przypadających na spółkę udziałów w TU Europa i Getin Noble wynosi prawie 5.6 mld PLN (4.6 mld PLN i 0.9 mld PLN). Różnica - ponad 1.2 mld PLN nie może być wyjaœśniona wartośœcią pozostałych aktywów (pozostała działalnoœść w Polsce ma niewielkie znaczenie, a działalnoœść zagraniczna da naszym zdaniem w 2010 roku w optymistycznym wariancie wynik nie większy niż 30-35 mln PLN). Tym samym, dla uzyskania ekspozycji na wyniki Getin Banku, akcje Getin Holdingu są gorszą alternatywą od niżej wycenianego Getin Noble Bank. Różnica w naszym modelu wynosi ponad 20% na korzyść GNB."

Zbierzna opinia z w/w wstrzymuje mnie przed sprzedażą akcji GNB, pomimo ostatniej zwyżki z 5 do 5,70 zł za akcję.

Oprócz zamknięcia już trzech długich pozycji (TP SA, Polnord, PGF), postanowiłem zarobić na spadkach / zabezpieczyć długie pozycje w GNB i LCC, sprzedając kontrakty na akcje czołowego polskiego banku, PKO BP po średnio 38,40 i wielkości pozycji 30% wartości portfela. 

Kurs PKO BP zachowuje się w ostatnich tygodniach wyjątkowo mocno i stabilnie, w miarę jak zbliżamy się do rozliczenia kontraktów, co może mieć związek ze "spiskowym" zawyżaniem indeksu WIG20. Jest szansa, że w razie spadków rynku, ta spółka w dużym stopniu weźmie w nich udział. 

Zyski ze spadków kursu PKO BP, zamortyzują prawdopodobne spadki cen LCC i GNB. W przypadku wzrostów rynku, GNB i LCC mają spory potencjał by zachować się lepiej niż rynek, podczas gdy na PKO możliwa jest zwyżka moim zdaniem maksimum do 40-42 zł i to w bardzo optymistycznym scenariuszu.

Zapraszam do dyskusji.

piątek, 12 marca 2010

Giełda a gospodarka - rozważania drobnego inwestora

Ten wpis zawiera moje przemyślenia o GPW w roku 2010 i może 2011. Oparte są one na podstawie ogólnych wyobrażeń o tym, jak zachowywała się polska gospodarka w mijającej dekadzie na tle giełd krajów UE i USA.

Zachowanie giełd zależy od takich wskaźników jak oczekiwane zmiany oprocentowania (stawki międzybankowe, kredyty hipoteczne, konsumpcyjne, inwestycyjne, obligacje skarbowe), oczekiwana zmiana PKB, oczekiwane zmiany poziomu zatrudnienia i inne związane z nimi, ich części składowe jak dynamika produkcji, konsumpcji, inwestycji.

W ostatnich latach coraz częściej i poważniej mówi się o roli nadmiernego zadłużenia, jako czynnika, który może zmienić wszystkie pozostałe wskaźniki w sposób negatywny. W okresie boomu GPW z lat 2003-2007, zadłużenie polskiego konsumenta i polskich firm było na początku bardzo niskie, w porównaniu z krajami zachodnimi. Przyczyną tego była wysoka inflacja i wysokie ryzyko kredytowe do roku ok. 2002-2003 a co za tym idzie bardzo wysokie oprocentowanie kredytów i niechęć banków do ich udzielania.

Wraz ze stabilizacją sytuacji makroekonomicznej, wzrostem i rozwojem sektora bankowego, wzrostem średniej pensji, zwiększyła się dostępność do pożyczonego pieniądza. Rynkowi kredytowemu pomogło także uregulowanie sytuacji ksiąg wieczystych wielu nieruchomości w Polsce, co przyczyniło się do upowszechnienia kredytów hipotecznych.

Moim zdaniem to w znacznej mierze szybka ekspansja sektora kredytowego przyczyniła się do tak dynamicznego zachowania polskiego PKB w latach 2003-2008 oraz do wzrostu zysków firm z branży finansowej i nieruchomości.

W tej chwili zadłużenie przeciętnego Polaka i polskiej firmy w stosunku do zarobków / zysków, nie odbiega już w tak znaczący sposób od średnich zachodnich. Oznacza to, że miniona hossa w swojej skali wzrostu i długości trwania, była zjawiskiem wyjątkowym i zapewne nie do powtórzenia przez dziesięciolecia. Polska giełda, wzorem zachodnich, powinna teraz zachowywać się zdecydowanie bardziej ociężale a wysokie stopy wzrostu w pewnych okresach będą głównie odreagowaniem wcześniejszych gwałtownych spadków.

Jednocześnie z racji ciągle atrakcyjnej demografii i braku istotnych nadwyżek podaży nieruchomości czy nadwyżek mocy produkcyjnych, Polska gospodarka powinna zachowywać się relatywnie mocno w porónaniu do krajów rozwiniętych i borykających się z przeinwestowaniem.

Wnioski inwestycyjne

W swojej strategii, zakładam trzymanie się głównie lokowana na GPW w stabilne i tanio wyceniane przedsięwzięcia, plus lokaty z dzienną kapitalizacją, od których nie jest pobierany podatek (obecnie oprocentowanie ok. 4,5% netto). Środki z giełdy na lokaty przemieszczam głównie gdy rynek dostaje zadyszki po wzrostach a akcje kupuję, gdy przez jakiś czas dominuje wyprzedaż. Strategia jest dobra o ile będę w stanie prawidłowo oceniać prawdopodobieństwa kontynuacji zwyżek i spadków.

Myślę, że w w/w sposób realne jest uzyskanie wyniku znacznie lepszego niż indeksy giełdowe.  Wymaga to jednak regularnego zainteresowania giełdą (kontroli sytuacji kilka razy w tygodniu). 

Uważam, że trudno jest obserwować całą giełdę z racji ilości spółek i najskuteczniej będzie skupić się na kilkunastu do kilkudziesięciu, które są najlepiej zarządzane a ich wyceny są dość atrakcyjne. Głównie takie spółki są przedniotem zainteresowania polskich funduszy. Będąc w stanie przewidywać napływy i odpływy środków z GPW, także z większym prawdopodobieństwem przewidzimy zachowanie kursów. Jednocześnie będzemy w stanie dokładniej obserwować zachodzące w spółkach przemiany i analizować informacje.

W ocenie perspektyw wzrostu kursu będę kierował się głównie szacowanym wskaźnikiem Cena/Zysk netto po eliminacji efektów jednorazowych. Spółka, którą wybiorę, powinna mieć szacowany C/Z na rok 2010 nie większy jak 10-12 i poniżej 10 dla roku 2011. Jednocześnie wskaźnik Cena / Wartość księgowa nie powiniem być większy jak 1-1,5. W niektórych przypadkach będę stosował odstępstwa, tzn. zaakceptuję wyższy C/Z w zamian za wyraźnie niższy C/WK.

Wszystkim inwestorom życzę powodzenia w tym kolejnym ciekawym roku, pełnym okazji do zarobku i okazji do strat.

poniedziałek, 8 marca 2010

Wyniki finansowe spółek - komentarz

Sprawozdania za IV kwartał ogłosiła już chyba większość spółek, którymi się interesuję. Poniżej zamieszczę własne komentarze na temat niektórych z nich.

Getin Noble Bank ( C/Z=15,8, C/WK=1,71, C=5,15 zł) - IV kwartał był dobry dla Noble ale kiepski dla Getin Banku. W sumie Noble zarobił  netto w minionym roku 175 mln zł a Getin tylko 139. Do tego Getin przy fuzji został wyceniony na prawie 4 razy tyle co Noble i tu widać moim zdaniem ewidentene niekorzystne potraktowanie mniejszościowych akcjonariuszy Nobla na korzyść Czarneckiego. Najlepiej porównać zysk na akcję przy Noble bez fuzji i jak jest konsolidowany z Getinem i nowymi akcjami. Przed fuzją EPS( zysk na akcję) wynosi ok. 0,80 zł a po fuzji tylko 0,33. Noble był wielką moją nadzieją - dobry i tani a teraz stał się średniakiem. 

Mimo to trzymam akcje bo jak się w tym roku poprawią wyniki Getina (co zakładam) to akcje będą miały spory potencjał wzrostu. Na Getinie ciążą głównie złe kredyty hipoteczne i konsumpcyjne, których procentowo najwięcej ma utratę wartości czyli poważne zaległości w spłatach rat. Rezerwy w 2009 r. spowodowały spadek wyniku o ok. 800 mln zł. W 2008 r. zawiazano ich na 400 mln. Ich spadek jest kluczem do wykazywania dobrego zysku. W wariancie ich ograniczenia do 400-500 mln, Getin może wykazać spokojnie ok. 350 mln zł zysku netto, co w połączeniu z Noblem da ok. 500 mln zł. 

Wtedy C/Z dla Getin Noble spadnie z 15,8 do 10. Przy koniunkturze giełdowej takiej jak ta dziś, powinno to skutkować wzrostem kursu spółki. Cena docelowa w takim wariancie to moim zdaniem ok. 7-8 zł czyli w okolicach 15-krotności zysków netto i 2,5-krotności wartości księgowej.

P.S. Getin Noble podał raport roczny uwzględniajacy wyniki samego Noble a ilość akcji za oba podmioty. By sprawdzić jakie są realne wskaźniki po fuzji, należy udać się na strony 121-128 skonsolidowanego raportu.

PGF Polska Grupa Farmaceutyczna (C/Z=8,7, C/WK=1,38, C=45,22 zł) - Raport za 4 kwartały 2009 mniej więcej zgodny z oczekiwaniami analityków. Spółka piąty kwartał wykazuje bardzo wysokie zyski netto, sprzedaż farmaceutyków rośnie ponad rynek więc odzyskuje część utraconych udziałów. Szkopuł w tym, że zyski są pompowane regularnymi efektami spoza działalności aptecznej, tzn. sprzedażą i leasingiem zwrotnym nieruchomości spółki. Z jednej strony jest to zapewne korzystne bo pozwala wypracować środki na spłatę kredytów i zmniejszyć presję zadłużeniową a z drugiej powoduje konieczność spłaty rat leasingowych. Spółka bowiem nadal użytkuje te nieruchomości. 

Mimo że cała zabawa jest finansowo korzystna dla spółki, to zawyża ona bieżące raportowane zyski. Gdyby takie wyniki jak teraz, spółka generowała na działalności podstawowej, dałbym cenę docelową na 70-80 zł a tak należy się zadowolić kursem 50 zł i powtarzalnym zyskiem na poziomie 3,5-4 zł na akcję rocznie.

Obecnie trwa skup akcji, który kończy się z ostatnim dniem maja br. Trend wzrostowy zbudowany przez ostatnie 2 miesiące to moim zdaniem w znacznej mierze efekt skupu. Na ten cel jest jeszcze przeznaczona znaczna kwota i pewnie spółka przyspieszy skup w miarę jak będzie zbliżał się termin jego zakończenia. Dlatego można spokojnie trzymać akcje, co też czynię i obserwować jak zachowuje się kurs.

TP SA Telekomunikacja Polska (C/Z=16, C/WK=1,29, 16 zł)- wyniki  za 2009 r. kiepskie, zgodnie z prognozami analityków. Przychody telefonii stacjonarnej mocno w dół,  z Orange też w dół., choć mniej. Poprawę widać jedynie w przychodach za korzystanie z internetu. Na plus w perspektywie do 1-2 lat, należy zaliczyć zakończenie sporu z UKE, Panią Strzeżyńską i możliwe łagodniejsze traktowania operatora w latach 2010-2011, tzn zamrożenie wysokości stawek, jakie TP SA otrzymuje od innych operatorów za używanie jej łącz a których wysokość ustala UKE. To powinno zahamować spadek przychodów Telekomunikacji ale nie wpłynie na ich wzrost.

Na wykresie widać że kurs TP SA jest ciągle w trendzie bocznym. W tym roku  spółka prawdopodobnie wypłaci 1,50 zł dywidendy, czyli więcej niż ostatnio zarobiła. Moim zdaniem może być to ostatnia tak suta dywidenda a w najbliższych latach trzeba będzie się zadowolić co najwyżej złotówką. 

'Run' na dywidendę może spowodować czasowe odbicie kursu do okolic 17 zł i tam jest już najwyższy czas na wyjście z inwestycji. Moment na kupno to minima z tego roku na 15 zł. Potencjał wzrostu nie jest wielki, ale też ryzyko jest ograniczone bo perspektywa wypłaty zysku będzie jednak wspierać kurs. Po wypłacie myślę że można będzie kupować po ok. 14 zł, o ile zyskowność spółki się dodatkowo nie pogorszy.

piątek, 5 marca 2010

Podsumowanie inwestowania i blogowania - luty 2010

W lutym za wiele nie działałem z racji mojego prawie 2-tygodniowego wyjazdu służbowego oraz większej ilości pracy przed i po nim. Dlatego by nie zapełniać skrzynek subskrybentom, tym razem łączę podsumowanie inwestowania i blogowania w 1 poście. W przyszłości postaram się dać więcej postów ze wskazówkami zwłaszcza o inwestowaniu i oszczędzaniu.

Poniżej zestawienie składu portfela na koniec lutego w porównaniu do stycznia:

 

Wynik lutowy był prawie cały miesiąc na dużym minusie, sięgając nawet -4,6% a wszystko przez spadki szerokiego rynku GPW czy też moje na nim zaangażowanie. Pod koniec miesiąca odbiły jednak kursy Polnordu, LC Corp a zwłaszcza PGF. W sumie wynik wyniósł -0,5%. Dokonałem jednak dopłaty do  portfela, dzięki której jego wartość podniosła się o 0,6% i zanotował on symboliczny wzrost miesiąc do miesiąca. W najbliższym czasie nie będę mógł jednak już dopłacać. Po otrzymaniu PIT-ów za 2009 r., następne 2 miesiące spędzę na oszczędzaniu na podatek, inaczej będę musiał wypłacić coś z portfela inwestycyjnego.

Akcje TP SA kupiłem ze względu na możliwą dywidendę i spodziewane stabilne zachowanie kursu, nawet jeśli spadki na GPW się pogłębią.

 


Poniżej lista zamkniętych w lutym pozycji:



Akcje Enei kupiłem tanio bo po 18 zł, lecz później dowiedziałem się o cenie, po jakiej będą sprzedawane pakiety inwestorom instytucjonalnym - 16 zł. Dlatego sprzedałem z 3% stratą po 17,39 zł i ustawiłem zlecenie odkupienia po 16 zł. Tego samego dnia kurs tracił dalsze 2% do 17 zł ale w kolejnych dniach odbił i obecnie jest ok. 7-8% powyżej ceny sprzedaży (ok. 19 zł). Myślę że jednak strategia jaką zastosowałem była poprawna i przy innej okazji wyjdę na niej korzystnie.

Zdarzenia po 28 lutego

Po 'dacie bilansowej' tzn wczoraj, sprzedałem akcje Polnordu po niecałe 36 zł czyli z wynikiem +0,5% po prowizji. Akcje planuję odkupić taniej, ok. 33 zł. Podobnie sprzedałem walory TP SA po 15,50 zł (+2,8% po prowizji). Wcześniej planowałem oddać po 16 zł, lecz nie nadarzyła się sposobność. W tym czasie rynek mocno odbijał więc stopniowo przesuwałem zlecenie sprzedaży niżej, by zakupić inne akcje. Teraz mam na to środki.

Kilka słów o strategii dla akcji na 2010 rok

Generalnie moja strategia zakłada, że w tym roku nie należy się spodziewać wysokich wzrostów kursów ze względu na dużą podaż z nowych emisji i znaczny zanik niedowartościowania w obecnych wycenach. Dlatego timing powinien być kluczowy by mieć wynik dodatni i ponad rynek. 

Zakładam kupowanie akcji spółek o niedowartościowaniu głównie powyżej 20% i przy wskaźniku RSI wskazującym wyprzedanie, natomiast sprzedaż do 20-30% wyżej i RSI wskazującym wykupienie. Przy rozchwianym rynku, tak jak w I kwartale, powinna ta strategia wynieść portfel wyżej niż typowe "kup i trzymaj", które dość dobrze sprawdzało się w roku 2009.

Podsumowanie blogowania

Z racji mojej małej aktywności, statystyki i przychody z reklam spadły o ponad połowę. Poniżej wykresy, których chyba nie muszę komentować.




Jak spojrzycie na dynamikę spadku wyświetleń poszczególnych blogów to zauważycie, że strona torunskie-nieruchomosci trzyma się dość dobrze mimo braku wpisów. Moim zdaniem świadczyć to może to o sile rynku nieruchomości mieszkalnych. Blog ten notuje wejścia głównie z wyszukiwarki Google, co oznacza że jest duża ilość osób szukających mieszkań. 

Jeśli podobnie jest z zainteresowaniem mieszkaniami w innych częsciach Polski, to dobrze wróży naszym giełdowym deweloperom (LC Corp, Polnord, Gant i inni). Na rynku toruńskim działa m.in. firma Budlex, która została kupiona przez giełdowy Erbud.