czwartek, 26 sierpnia 2010

Jaka premia za ryzyko i nasz wysiłek?

Komentarz Czytelnika Cashflow88 do ostatniego artykułu zmotywował mnie do opisania, w jaki sposób oceniam, czy warto posiadać w danym okresie w portfelu inwestycyjnym głównie akcje, instrumenty pochodne, surowce czy głównie oprocentowaną gotówkę na lokatach lub rachunkach.

Wszystko generalnie rozchodzi się o premię za ryzyko i kwotę tzw. wolną od ryzyka. Jeśli za bez ryzyka uznam oprocentowanie depozytów bankowych, to aby był sens lokować w akcje czy inne bardziej ryzykowne instrumenty, musi z ich posiadania wyniknąć widocznie więcej korzyści niż równowartość gwarantowanych odsetek bankowych.

W przypadku dowolnych instrumentów, proces inwestycyjny u inwestora fundamentalnego przebiega mniej więcej tak, że ustalana jest wartość godziwa (docelowa) a różnica od ceny bieżącej stanowi o potencjale wzrostu lub spadku. Należy też założyć jak najbardziej realistycznie, w jakim okresie ceny docelowe mają szanse zostać osiągnięte.

Następnie trzeba rozłożyć potencjał wzrostu na ten okres realizacji prognozy. Jeśli potencjał wynosi 50% a planowany okres na wzrost wartości to 3 lata, to będzie to około 14% rocznie. Taki jest potencjał średniorocznego zysku.

Teraz czas na kalkulację kwoty wolnej od ryzyka. Alior Bank niedawno poinformował o wprowadzeniu lokaty na 5,8% na 2 lata z dzienną kapitalizacją, co oznacza że przy zakładaniu dowolnej liczby lokat po maksimum 14-15 tys. zł, nie będzie trzeba płacić podatku Belki. Oprocentowanie ubruttowione wyniesie 7,59%. Jeśli założymy, że w III roku założymy podobną lokatę, to w wysokości 7,59% rocznie można ustalić zysk wolny od ryzyka.

Teraz czas zdać sobie sprawę, jakiej premii należy szukać by podjąć ryzyko inwestycyjne. Sam wymagam co najmniej 2% premii za fatygę. Inaczej szkoda mojego czasu i wysiłków. Zatem w tej chwili, by zainwestować w cokolwiek poza najlepszymi lokatami, kalkulowany realny zysk musi być wyższy niż 9,59%. 

Na tym nie koniec. Przecież przez te 3 lata dana inwestycja może nie przynieść takiego zysku jak oczekujemy. Trzeba oszacować ryzyko osiągnięcia niższego wyniku i wymagać dodatkowej premii za podjęcie inwestycji. Do tego można też skalkulować szansę na osiągnięcie wyższego wyniku lub tego samego ale wcześniej. Kumulując wpływ tych czynników, możemy żądać np. 2% ekstra za podjęcie ryzyk inwestycyjnych.

W sumie minimalna stopa zwrotu kwalifikująca do wejścia w inwestycję, rośnie nam do 11,59% rocznie. Jeśli sądzimy, że na danym instrumencie można zarobić średniorocznie przez dany okres np. 14%, to kwalifikuje się on do wprowadzenia do naszej listy inwestycyjnej. Nie oznacza to jednak, że mamy automatycznie wchodzić w dany instrument. Lepiej jeszcze raz skalkulować ryzyko, upewnić się i dopiero wtedy zdecydować.

15 komentarzy:

  1. Cashflow88 a mogę poprosić o małą edycje, a mianowicie: by na samym początku wpisu Cashflow88 był linkiem do mojego bloga?

    OdpowiedzUsuń
  2. Na ostatnim szkoleniu At Day we Wrocławiu, poruszono temat szacowania ryzyka z inwestycji w instrumenty o większych wahaniach, takie jak akcje, waluty, pochodne itp. Chyba wszyscy doszli do zgodnego wniosku, że jedyne co można szacować przy tego typu inwestycjach to strata! Ja również popieram to zdanie, że jest prawie niemożliwe oszacowanie przyszłego zysku z takich inwestycji. Nikt nie wie tak naprawdę do jakiego kursu rzeczywiście dojdzie dany instrument, dlatego szukanie inwestycji, gdzie stosunek straty do zysku wynosi ileś tam jest wg mnie bez sensu. Lepiej moim zdaniem skupić się np. na wejściu na rynek w okolicach ważnych oporów a później pilnowanie stop loss'a.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Tomek, w rzeczy samej. Teraz o tym nie pisałem ale zanim rozważę inwestycję, najpierw patrzę na możliwą stratę, dopiero później na potencjał wzrostu. Na pewno nie kupiłbym akcji na wykupionym rynku albo w okolicach oporów, czy przy wysokich wskaźnikach Cena/zysku czy Cena/Wartości księgowej i przy braku perspektyw polepszania wyników. Wtedy można co najwyżej sprzedawać.

    Tak więc sądzę, że trzeba kalkulować wszystko, tak możliwe zyski jak i straty.

    To, że nasza spółka dojdzie do ceny docelowej nie znaczy, że trzeba ją sprzedać. W takiej sytuacji można przejść na system ruchomego stop lossa i sprzedać, dopiero gdy trend zmieni się na spadkowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiadomo, że im więcej kalkulacji weźmiesz pod uwagę tym pełniejszy staje się obraz Twojej inwestycji. Ja inwestuję głównie w oparciu o AT, więc jakoś nigdy wnikliwie nie analizuję wskaźników fundamentalnych, lecz zawsze gdzieś w głowie mam jakiś obraz fundamentalny. Ostatnio ciężko mi jakoś w ogóle wystartować z transakcją, bo wywala mnie na stopach, więc już dawno nie miałem okazji przestawiać stopa i cieszyć się rosnącymi zyskami;] Ale masz rację - wydaje się to być dobrą strategią - gdy inwestycja zaczyna przynosić zysk, przestawiasz sobie stopa w kierunku pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  5. I jaka średnia stopę zwrotu Tomek uzyskujesz kierując się głownie AT ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezbyt mi idzie, jak narazie, szczerze mówiąc ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z Tomkiem. Na wejściu w inwestycje można określić jedynie stratę czyli odległość od obecnego kursu do miejsca, w którym postawimy SL'a.

    Szacowanie potencjalnego zysku jest znacznie trudniejsze, choć kiedy analiza opiera się na kilku metodach AT (najlepiej między innymi formacjach, wsparciach i oporach) ustalenie stosunku zysku do ryzyka jest możliwe.

    Co moim zdaniem jest niemożliwe to oszacowanie, kiedy nastąpi ruch i przez to sprowadzenie każdej inwestycji do "wspólnego mianownika" czyli rocznej stopy zwrotu.

    To bym sobie już podarował. Nie jest ważne czy wszystkie nasze inwestycje dadzą odpowiednią (prognozowaną) roczną premię za podjęte ryzyko. Ważne jest, aby kiedy się mylimy tracić mało, a kiedy zyskujemy zarabiać znacznie więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Casher.pl, jak piszesz nie da się często trafiać w cel z planowaną stopą zwrotu, raz stopa będzie wyższa, raz niższa a raz będzie strata.

    Mimo wszystko uważam, że liczenie stóp jest pomocne, bo dzięki temu wiemy, którymi spółkami się zainteresować.

    To, jaką zastosujemy strategię wejścia i wyjścia to kwestia pozostałych elementów naszego systemu inwestycyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  9. W żadnym wypadku uważam, że należy w inwestycje wchodzić w ciemno... sam staram się liczyć stosunek potencjalnego zysku do ryzyka, które zamierzam podjąć.

    Problem jest taki, że nie jesteś w stanie dla każdej inwestycji wyliczyć rocznej stopy zwrotu i tym samym sprawdzić, czy premia za podjęte ryzyko jest odpowiednia. Aby było to możliwe musiałbyś wiedzieć dokładnie, kiedy okaże się czy miałeś rację czy nie - to jest już zadanie dla jasnowidza.

    Ewentualnie można obstawiać wyniki wydarzeń sportowych u bukmachera. Poza symboliczną liczbą meczy, które z jakiegoś powodu się nie odbędą, tam akurat wiadomo, że wyniki będą znane konkretnego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Casher, faktycznie określenie daty jest bardzo trudne (prawie niemożliwe). Dlatego staram się podać możliwie długi okres, kiedy bardziej prawdopodobne zdaje się, że dany kurs zostanie osiągnięty wcześniej niż że do upłynięcia danego okresu wynik nie zostanie zrealizowany.

    W tej strategii można umiejętnie wspomagać się opcjami short call na skorelowane makroekonomicznie instrumenty. W długim terminie zdrowe i rosnące spółki, powinny rosnąć nie słabiej niż indeksy.

    Do spadków cen naszych walorów (jeśli dobrze wybrane) może się przyczynić głownie bessa i zmienione środowisko makroekonomiczne (kryzys). Dlatego od jakiegoś czasu (jak na razie z dobrym skutkiem) próbuję łączyć pozycje na polskich akcjach z pozycjami short call na indeks WIG20.

    Jak się pogarsza makro i spadają indeksy, mam zyski na short call, które rekompensują straty lub stagnację na akcjach.

    Ceny wykonania na opcjach muszą być na tyle wysoko, by dopuszczać wzrosty indeksu o np. 5%-10% od lokalnego szczytu i w perspektywie 6-9 misięcy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zakładasz, że spółki rosnące fundamentalnie rosną mocniej od indeksów. To założenie nie zawsze się sprawdza. Po dołku na początku 2009 roku najmocniej rosły spółki, które wcześniej najbardziej dostały po d.... :)

    Niekoniecznie miały zdrowe fundamenty, po prostu zostały najmocniej przecenione w trakcie spadków. A jak spadały giełdy to leciało wszystko, niezależnie od tego czy perspektywy były dobre, a źródło przychodów w miarę stabilne.

    Z kolei co do zawierania przeciwnych pozycji na akcjach i opcjach to generalnie zabierasz sobie większość zysków z trafnie obstawionych inwestycji. Dorzucasz sobie do tego też więcej kosztów, bo otwierasz dwa instrumenty zamiast jednego.

    I jeszcze jedna kwestia... ustalając sobie stopę zwrotu, nawet podając długi czas na jej zrealizowanie (dzięki czemu sprawdzisz sobie czy premia za ryzyko jest wystarczająca) narzucasz sobie dodatkowe ograniczenie. Dlatego między innymi ja nie stosuję Take Profit-ów.

    Jeśli ta strategia Ci się sprawdza to super. W inwestowaniu nie chodzi o to, aby być najmądrzejszym, ale o to, żeby zarabiać :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Casher, w ostatniej bessie mocno spadało prawie wszystko i prawie wszystko mocno rosło w obecnej hossie. Nie postawiłbym tezy, że słabsze fundamentalnie spółki rosły więcej. Wszystko zależy od konkretnego przypadku, tzn. czy dana spółka wyszła na prostą czy nie. Są przecież przypadki jak IGroup czy Techmex (bankructwo?) oraz jak Amica czy Groclin (spłata zadłużenia i poprawa rentowności).

    Postawiłbym tezę, że spółki o dobrych fundamentach, ale mocno przecenione w czasie bessy (np. ING Bank, Getin Holding, LC Corp, Nordea Bank, Lotos) dały średnio wyższy zwrot niż te mocno przecenione i o kiepskich fundamentach.

    Myślę, że jest sposób to sprawdzić, należy przyjąć pewne kryteria do oceny fundamentów spółek np. na koniec 2008 roku, wyodrębnić te słabe i mocne a następnie policzyć stopy zwrotu do teraz.

    Co do opcji przeciwstawnych do pozycji akcyjnej, faktycznie stosowanie ich ogranicza zysk ale tylko jeśli nastąpią mocne wzrosty ponad cenę rozliczenia. W większości wypadków indeks spada, idzie bokiem albo rośnie umiarkowanie i wtedy opcja wpływa korzystnie na wynik.

    Główny minus opcji to blokowanie części kapitału pod zabezpieczenia. Jednak czasami się to opłaca.

    Zabezpieczanie opcjami stosuję i będę stosował selektywnie. Teraz na przykład nie mają specjalnie sensu bo indeks WIG20 od dłuższego czasu jest w konsolidacji przy niewielkich średnioterminowych wahaniach cenowych, przez co ceny opcji są niskie. W razie jakiegoś skoku ceny w górę, wzrostu możliwej do uzyskania ceny rozliczenie i premii, będzie można ich trochę otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Skoro Ty dodajesz 2% za fatygę, to ja bym 2% odjął za brak płynności:) Ładując się w akcje, zawsze można się wycofać, a lokata zamarza.

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Wasilewski, w kwestii płynności, lokaty i akcje trudno porównać bo w jednym i drugim instrumencie są złe momenty na zamykanie pozycji.

    W przypadku akcji nie wiemy kiedy zrealizują się wzrosty więc możemy też być zmuszeni sprzedać ze stratą, tak jak i zamknąć lokatę przed czasem i stracić odsetki. Stracić zyski a mieć stratę na wniesionym kapitale to jednak różnica.

    W każdym razie zdarza się, że pieniądze z akcji można wycofać kilka a nawet kilkanaście razy w roku, za każdym razem wycofując się z zyskiem a z lokaty np. dwuletniej z zyskiem można wycować się dopiero po 2 latach.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL