środa, 7 kwietnia 2010

Sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą

W inwestowaniu jak i w życiu, kiedy doświadczam wielu sukcesów pod rząd, zdaje mi się, że ich osiąganie nie jest dla mnie takie trudne. W końcu przychodzi i to czasem grubsza porażka. Wtedy czas przewartościować to, co się myślało wcześniej.

Wspomnienia sukcesów inwestycyjnych i porażek są dla mnie inne na masę sposobów. Porażki pamiętam znacznie dłużej. Sukcesy szybciej blakną. Osiąganie sukcesów może motywować do dalszego działania ale i do "zgarnięcia zysków ze stołu" przez co rozumiem przeniesienie środków do bardziej bezpiecznych aktywów (np. z akcji i derywatów na lokaty bankowe). Tak samo straty mogą stymulować ofensywnie, jak i defensywnie.

Człowiek nie jest maszyną i choć dobry inwestor reaguje znacznie mniej emocjonalnie i emocje nie mają bezpośredniego przełożenia na decyzje, to pośrednio mogą mieć na nie duży wpływ.

Moim zdaniem to nie straty i nie zyski są dobrą motywacją do działania ale barometr naszego spokoju emocjonalnego. Jeśli zyski zaczynają usypiać naszą czujność a my ponosimy coraz większe ryzyko, wówczas lepiej zmniejszyć ryzykowne pozycje i poczekać na otrzeźwienie. Tak samo w przypadku strat - lepiej poczekać  na powrót równowagi wewnętrznej, zanim ponownie wejdziemy w ryzykowne aktywa.

Nie raz zadawałem sobie pytanie, tak w przypadku sukcesu jak porażki: "Czy postępowałem prawidłowo?", "Czy wynik był spowodowany bardziej przypadkiem czy właściwą diagnozą?". 

Odpowiadam sobie w ten sposób: "Nie bagatelizuj czynnika losowego. W krótkim  i średnim terminie może on przyczynić się do strat u dobrego inwestora jak i korzyści u kiepskiego. Im dłuższy termin, tym bardziej liczy się Twoja umiejętność właściwego osądu sytuacji."

Zmiany w portfelu

Dziś, zdając sobie sprawę, że pozycje nastawione na spadki na giełdzie otworzyłem za wcześnie a straty z tego tytułu przekroczyły plan pesymistyczny, zredukowałem większość krótkiej pozycji na kontraktach PKO BP. Być może odtworzę pozycję później, jeszcze lepiej jeśli będzie to przy wyższych cenach. Najlepszym sygnałem dla mnie może być tu wejście kursu w trend boczny lub lekko spadkowy na zwiększonych obrotach, co może sugerować dystrybucję.

3 komentarze:

  1. Chyba aż tak źle nie wyszedłeś w ogólnym rozrachunku Zdzichu? Jak by nie było to zyski się liczy (przynajmniej ja)rocznie, więc nie ma co przejmować się przegraną bitwą jak cała wojna przed nami ;-)

    Sam zaliczyłem drawdown prawie minus 8 procentowy na eurpln o czym w shoutboxie marudziłem, ale trzeba traktować każdą inwestycje jako lekcję - oby jak najtańszą.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Astakos,

    to mnie przebiłeś wynikiem ;). Ogólny rozrachunek jest ok. Może po prostu mam za wysokie ambicje albo za słabą technikę inwestowania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdzichu, nie da się ciągle wygrywać. Grunt, że do przodu. Zresztą im większy ciąg sukcesów, tym bardziej irytuje nieunikniona w końcu strata. Nawet Buffett tracił :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL