czwartek, 8 kwietnia 2010

Jak powstała najpopularniejsza wyszukiwarka czyli Google Story

Jedno z moich postanowień noworocznych brzmi: przeczytać w ciągu roku co najmniej 12 ciekawych książek. Dziś opiszę moje wrażenia nt "Google Story" by David Vise. Do tej lektury zachęciły mnie ciekawe recenzje, które wskazywała że jest to jedna z najlepszych książek na temat Google a wybór jest dość duży bo temat chwytliwy.

                               Źródło: Wikipedia.org

Wewnątrz tej 392-stronicowej lektury, znajdziemy historię jak powstała i jak rozwijała się przez około 10 lat firma Google. Autor wychodzi od opisu środowiska, w którym żyli i rozwijali się założyciele firmy: Sergey Brin i Larry Page. Następnie opisuje jak powstała przeglądarka, jak działalność obu naukowców przekształciła się w w firmę a następnie jak ich dzieło rozwijało się od wewnątrz i jak było odbierane przez innych.

Pokrótce  można historię tą opisać jak poniżej (uwaga spoiler!)

Założyciele wywodzili się ze środowisk naukowych. Rodzice Larry'ego i Sergey'a pracowali w zawodach nauk ścisłych związanych z matematyką i komputerami. W ich domach bardzo wcześnie pojawiły się pierwsze pecety.  Obaj wykazywali smykałkę informatyczną, choć ich zainteresowania były bardzo szerokie.

Z wyróżnieniem i przed czasem pokończyli szkoły średnie i wyższe i w podobnym wieku rozpoczęli pisać doktoraty na Uniwersytecie Stanforda w USA. Tam poznali się i po jakimś czasie polubili. Skutkiem ich dyskusji był pomysł na stworzenie wyszukiwarki, znacznie lepszej niż te dostępne w połowie lat '90-tych, jak np. dziś słabo już znana AltaVista albo nadal popularna w USA czy Japonii Yahoo.

Bardzo ważnymi elementami wyszukiwarki, które dały jej palmę pierwszeństwa nad konkurencją, było "rozgryzienie" systemu linków, tzn. prawie każda strona w sieci miała w swoim kodzie linki do innych stron. Im do danej strony kierowało więcej linków, tym jej treść można było uznać za ważniejszą i była ona umieszczana wyżej w wynikach wyszukiwania.

Drugi element to jakość. Im linki były kierowane z bardziej popularnych i poważanych stron, tym wynik wyszukiwania był wyżej. To tak, jakby link traktować jako rekomendację danej strony, im ich więcej tym treść jest przydatniejsza. Później ten system kalkulacji jakości strony został nazwany przez Larry'ego Page'a - Page Rank'iem. Zbieżność z nazwiskiem autora nie jest przypadkowa.

Wyszukiwarka potrzebowała tytułu. Ostatecznie autorzy wybrali słowo "googol", co oznacza liczbę 1 ze stu zerami. Wskutek przypadkowego błędnego zapisu, nadano nazwę "Google" i tak zostało do dziś.

Przedsięwzięcie potrzebowało coraz większych mocy obliczeniowych, tak aby sprostać coraz większej liczbie zapytań, kierowanych do przeglądarki. Na początku jej popularność rosło pocztą pantoflową w ramach uniwersytetu, później jej nazwa zaczęła się pojawiać w prasie internetowej, jako jedne z najlepszych narzędzi do wyszukiwania. Po jakimś czasie zapytania zaczęły być kierowane z całego USA.

Granty z uniwersytetu i pomoc finansowa rodzin Brin'a i Page'a nie starczały na rozwój. W końcu autorzy zawarli porozumienie z jednym z inwestorów z branży nowych technologii, obiecując akcje spółki w zamian za dofinansowanie kwotą 100.000 dolarów. Tak powstała firma Google.

Na początku "siedziba" wyszukiwarki mieściła się w pokoju uniwersyteckim, później w wynajętym garażu a z czasem wynajęto specjalny magazyn, w którym funkcjonowała sieć komputerowa. W miarę rozwoju, powierzchnia magazynu systematycznie rosła.

Niestety ciągle z tego biznesu nie było sensownych przychodów a tym bardziej zysków. W miarę rozrostu, Google przynosiło coraz większe straty. Coraz więcej inwestorów dostrzegało jednak rosnącą popularność wyszukiwarki, także poza USA.

W końcu podpisano porozumienie, w ramach którego dwa znaczące fundusze dofinansowały przedsięwzięcie kwotą 25 mln USD. To zapewniło na kilka lat finansowanie. Około roku po tym zdarzeniu zatrudniono dyrektora finansowego. Larry i Page nie byli tym zachwyceni, nie chcieli się dzielić władzą. Rosnące struktury firmy jednak tego wymagały - profesjonalnego zarządzania od strony finansowej.

W końcu autorzy wraz z inwestorami zdecydowali się na sprzedaż reklam, które są obecnie umieszczane u góry i po prawej stronie efektów wyszukiwania. To był strzał w dziesiątkę. W ciągu kilku lat, milionowe roczne straty zmieniły się w setki milionów dolarów zysku netto. Wtedy, w 2004 roku, wprowadzono Google na giełdę. Akcje sprzedały się przy bardzo wysokich wskaźnikach Cena/Zysk i Cena/Wartość księgowa. Był na nie bardzo wysoki popyt i kurs rósł także długo po debiucie.

Google to obecnie nietylko wyszukiwanie tekstu, ale i grafiki, map, usługa pocztowa Gmail, elektroniczne archiwum książek, przeglądarka Chrome, system zarabiania na reklamach AdSense i umieszczania reklam AdWords oraz wiele innych.

W książce opis przedsięwzięcia jest przeplatany przez ciekawe anegdoty dotyczące sposobu pracy w Google, jak niesamowitej jakości darmowego lunchu w stołówce zakładowej czy wizji jakie mają autorzy o tym, czym Google może być w przyszłości. Są na przykład plany i opis pewnych działań, które mają wykorzystać system informatyczny w celu badań genetycznych człowieka. 

Można by "rozgryźć" kod genetyczny i po wpisaniu go do odpowiedniej "wyszukiwarki" sprawdzić, jakie mamy teoretyczne predyspozycje i słabości oraz jakie mogą nas czekać choroby i jak im możemy zaradzić. Nasze wyniki byłyby porównywane z tymi u innych ludzi, moglibyśmy sprawdzić jak zachowywał się organizm człowieka o podobnym kodzie do naszego, ale o np. 20-30 lat starszego. 

Zastosowań rezultatów takich badań jest niesamowicie wiele i mogą mieć one bardzo duży wpływ na ludzkość, tak jak pionierska wyszukiwarka. Z drugiej strony niosą wiele zagrożeń nadużyć. 

Hasłem "Google" jest "Nie czyń zła" i tym mottem firma ta posługuje się w swoich działaniach biznesowych. Jeśli zamierzenia jej autorów będą przez kolejne lata wprowadzane w czyn, to możemy się spodziewać jeszcze wielu wysoce innowacyjnych rozwiązań, które zmienią życie całego świata.

6 komentarzy:

  1. Ciekawa lektura - z gatunku motywacyjnych. Czyta się o sukcesach innych i nabiera ochoty na własne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O google swojego czasu wiele czytałem i różne informacje można o nich znaleźć. Zaczynając od tego że maja kopie internetu (a ponoć tylko Chuck Norris zgrał internet na dyskietkę;-) ) przez ich poszukiwania siedzib kierując się tylko cenami energii, dziwne pytania na rekrutacji (ile osób minąłeś na korytarzu, jakiego koloru były samochody między którymi zaparkowałeś), ciekawy jest tez film o ich pracownikach - tak naprawdę to chyba robią w hotelach a nie biurach bo mają za darmo super stołówkę, siłownię, pralnie, przedszkole, noclegi itp. No i projekty google, jak ten sprzed lat pt: Wymyśl jak zmienić świat, a jeśli nam się pomysł spodoba to dostaniesz na to kasę. A kasy było około 10mld USD.

    Google ma tez niszczycielską moc - po wprowadzeniu przez nich google maps w przeciągu paru dni wiele firm dostarczających takie usługi odpłatnie musiało zwinąć interes - wolny rynek, wiadomo, ale google jest bezkonkurencyjne.

    W sumie znam tylko jedną osobę która dla google pracuje, i co ciekawe jest to blogger, chyba z najwyższym pagerankiem (8/10) w Polsce na blogu, i w sumie dzięki niemu dostał tam pracę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem jak bylem ostatnio na wakacjach - bardzo ciekawa lektura - polecam - uczy uporu i zacięcia w dążeniu do celu - przynajmniej w moim przypadku :))

    OdpowiedzUsuń
  4. to ja tylko sprostuje, ze Google to WYSZUKIWARKA a nie przeglądarka, przeglądarką jest Chrome, produkt Google i poki co jeszcze nie jest najpopularniejszy na świecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Kamil, dzięki, głupie przejęzyczenie, już poprawiłem. Oczywiście miałem to samo na myśli. Różnica między jednym a drugim jest zasadnicza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fascynująca historia. Mam sentyment do firmy Google, chętnie korzystam z jej usług (praktycznie wszystkich). Przerażają mnie tylko rozmiary wyszukiwarki. To że może być w stanie "rozgryźć" kod genetyczny człowieka jest przekroczeniem tolerowanej przeze mnie granicy. Już teraz czuję za dużo "gugla" w życiu codziennym i chciałbym, żeby to nie postępowało.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL