wtorek, 20 kwietnia 2010

Dobre i złe aktywa czyli dlaczego własne mieszkanie jest często lepsze od własnego samochodu

Patrząc przez pryzmat przepływów pieniężnych, są aktywa dobre, złe i neutralne. 

"Dobre" aktywa to takie, które pomagają nam oszczędzać pieniądze a najlepiej przynoszą dochód. "Neutralne" to takie, które raz kupione ani nie generują przychodów ani kosztów. "Złe" to te, które po kupnie ciągle generują koszty związane z utrzymaniem.

Musimy gdzieś mieszkać. Jeśli ulokowaliśmy się w wynajętym lokalu i mamy powiedzmy 1000 zł kosztu miesięcznie, następnie kupujemy mieszkanie na kredyt z ratą 800 zł plus opłaty 400 zł, nasze przepływy gotówkowe pogarszają się o 200 zł miesięcznie. Zakup mieszkania, jeśli takiego nie posiadamy i nie odziedziczymy, jest jednak prędzej czy później konieczny. Można jedynie zebrać możliwie najwięcej środków własnych, by przepływy pieniężne nie ucierpiały.

Neutralnym dla przepływów pieniężnych aktywem będzie np. wyposażenie mieszkania w meble, podstawowe sprzęty AGD i RTV. Tutaj czas, zanim będziemy musieli wymieniać na nowe, może wynieść i 10 lat. Prędzej regał przestanie nam się podobać, niż się rozpadnie. Tak więc kupione ze średniej półki cenowej solidne, proste meble i sprzęty będą dla nas generalnie przepływowo neutralne.

Co jest zatem ujemne przepływowo? Jest to wszystko to, co regularnie generuje koszty a bez czego można się obejść. Dla mnie takim sprzętem jest samochód. Używany czy nie, generuje koszty ubezpieczenia i przeglądów. Koszty benzyny i części zamiennych są dla osoby nie dojeżdżającej do pracy na długie czy nietypowe dystanse zdecydowanie wyższe niż np. korzystanie z transportu publicznego.

Działka wypoczynkowa, jacht, apartament nad morzem itp. aktywa także mogą generować spore koszty, które przyczyniają się do dystrybucji a nie akumulacji majątku.

Jak więc organizować nasze aktywa? Wielu nie zgodzi się ze strategią, aby unikać wszystkiego, co generuje koszty dające się wyeliminować. Jest tak dlatego, że posiadanie samochodu czy dla innych np. działki wypoczynkowej jest wyznacznikiem komfortu i czyni życie przyjemniejszym. 

To, co można natomiast zrobić, to utrzymywać zdrową proporcję między tym, co zarabiamy a tym, co wydajemy na:
- pokrycie wydatków stałych jak opłaty za mieszkanie, jedzenie, ubranie, samochód, itp
- wydatki zmienne jak wycieczki, generalnie rozrywka i rekreacja

Nadwyżka powinna być widoczna stale, najlepiej będąca w nie malejącej proporcji do dochodów czy kosztów stałych(np. 30% dochodów, 50% miesięcznych kosztów stałych to dobra wysokość naszej miesięcznej nadwyżki).

Im nasze koszty stałe są niższe, tym możemy zapewnić sobie wyższy komfort życia poprzez wydatki zmienne. Im nasza nadwyżka jest większa, tym możemy szybciej akumulować majątek. Tak więc jak już wygenerujemy dużo nadwyżek, pospłacamy kredyty, założymy lokaty, generalnie zabezpieczymy się finansowo majątkiem pozytywnym lub neutralnym dla przepływów pieniężnych, wtedy dopiero zwiększamy wydatki stałe i zmienne. 

Inaczej możliwe że się niczego nie dorobimy i będzie nam wiecznie brakować pieniędzy. Jest to już klasyczne życie "od pierwszego do pierwszego", które zdarza się nietylko w biednych domach, ale i u osób o zarobkach powyżej średnie krajowej, które jednak nie generują nadwyżek i nie akumulują majątku.

8 komentarzy:

  1. Wpis nawet fajny, lecz Ja się w pewnej kwestii nie zgodzę samochód jest Pasywem, bo po pierwsze wyjmuje pieniądze z naszej kieszeni i w czasie traci na wartości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyjątek stanowi kupno samochodu np. jakiegoś unikatu, antyku w celach kolekcjonerskich, i wtedy auto jest AKTYWEM.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Cashflow, opieram się na tradycyjnym znaczeniu słów aktywa i pasywa a pasywa to "termin księgowy oznaczający źródło pokrycia majątku" za Wikipedią.

    O tym, że niektóre aktywa tracą na wartości a inne zyskują będzie inny wpis.

    Uważam też, że o ile Kyiosaki chciał edukować ludzi poprzez wskazanie, że niektóre aktywa szkodzą finansom, to jednocześnie zatarł prawdziwe ekonomiczne znaczenie słów "pasywa" i "aktywa".

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj byłem zmuszony do skorzystania z komunikacji publicznej. I powiem krótko, samochód zaoszczędza mi około 40 minut dziennie (zależy od miejsca zamieszkania itp.). Moje 40 minut kosztuje na pewno (bez liczenia) dużo więcej niż benzyna, ubezpieczenia i amortyzacja tego samochodu.
    Że o wygodzie nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piotrze, cieszę się, że taki wniosek jest wynikiem przeprowadzonej kalkulacji. Tak więc Tobie samochód może w sumie wyjść taniej jak transport publiczny.

    Pytanie jakim samochodem jeździsz, jeśli jest nabyty korzystnie a naprawy i przeglądy kosztują relatywnie niewiele to tym lepiej.

    Kupno i eksploatacja dla przykładu 4-letniej Skody Fabii to co innego jak kupno i utrzymanie nowego Chevroleta Captiva.

    OdpowiedzUsuń
  6. Policzyłem z pesymistycznymi założeniami:
    samochód (Toyota Avensis - ale to nie ma znaczenia) przez pięć lat straci na wartości 30 tys. (nie jest nowy), co wychodzi na miesiąc 500 zł, co przy 20 dniach w miesiącu daje 25 zł. Benzyna dziennie to 5-6 zł. Ubezpieczenie, przeglądy i koszty napraw (nic się nie psuje, ale załóżmy że razem około 2500) niech będzie 13 zł dziennie.
    Czyli przy tych pesymistycznych założeniach ok. 44 zł dziennie za 40 minut, czyli musisz zarobić przez godzinę 66 zł. Tyle jest w stanie naprawdę sporo osób dostać za pracę najemną, a co dopiero przy wykorzystaniu tego czasu np. na aktywne inwestowanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ piotrb, wg Twoich wyliczeń jednak mało osób stać na jazdę samochodem. Sam też poczyniłem obliczenia przy niższych zakładanych kosztach:

    Samochód używany 7-letni, cena 12 tys zł. Czas eksploatacji: kolejne 5 lat. Amortyzacja: 2 tys zł rocznie czyli na miesiąc 166 zł przy 20 dniach użytkowania na miesiąc daje 8,30 zł.

    Pali niedużo więc dziennie na benzynę 5 zł.

    Ubezpieczenia ze zniżkami, naprawy w warsztacie u znajomego, przeglądy, to ok. 1500 zł rocznie czyli 125 zł miesięcznie / 6,25 dziennie.

    Bardzo oszczędnie będzie to 6,25+5+8,3=19,55 zł dziennie. Jeśli dzięki samochodowi oszczędzamy 40 minut dziennie, to by się zwrócił, musimy w te 40 minut zarobić 29,33 zł netto.

    Wychodzi też, że samochód używany 5 dni w tygodniu to wydatek minimum rzędu 600 zł miesięcznie, z czego ok. 430 to koszty bieżące a 170 to amortyzacja.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Zdzichu: czyli wniosek z tego taki, że używanie samochodu trzeba sobie skalkulować indywidualnie, na podstawie stawki godzinowej, stopnia wykorzystania samochodu i oszczędności czasu w konkretnym miejscu zamieszkania, pracy (również załatwiania spraw).
    Poprzedni samochód to był dla mnie koszt utrzymania mniej niż 300 zł miesięcznie (policzone na podstawie ścisłego rozrachunku na faktury).

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL