piątek, 24 grudnia 2010

Jakie Święta taki cały rok

Jak mawia moja małżonka, w czasie Świąt trzeba więcej niż zwykle starać się by wszystko było jak najlepiej. Można do odnieść do przygotowań przedświątecznych i świątecznych jak sprzątanie, wybieranie upominków, przygotowywanie potraw a przede wszystkim ożywianie kontaktów rodzinnych, przyjacielskich i koleżeńskich.

Jeśli w tym szczególnym czasie, rośnie ochota do działania, uszczęśliwiania osób nam bliskich i tym samym siebie, dlaczego nie postawić sobie za cel, by tą siłą ducha wyposażyć cały nadchodzący rok? Dlaczego nie przekuć jej na drobne sukcesy i radości, które złożą się na jeden wielki sukces i wielką radość z udanego roku? Czy dzięki takiemu usposobieniu kolejne święta po udanym roku nie będą jeszcze piękniejsze?

Wam Drodzy Czytelnicy, Blogerzy i sobie, życzę tego co piękne i co wypełnia nasze pragnienia szczęśliwych doznań, byśmy robiąc prezenty innym uszczęśliwili pojawiającą się radością też siebie. By zjawisko pomagania dawało nam radość i ochotę do podobnych działań w przyszłości. 

Wszystko, co najpiękniejsze jak i najbardziej przykre, doświadczamy od innych ludzi. Oby pomimo różnych doświadczeń, nie ustawała w nas wiara w drugiego człowieka bo odcinając się od innych, odbieramy sobie nadzieję na szczęście.

P.S. ... a w Nowym Roku życzę Wam jako inwestor dużych zysków i jak najmniej wahań wartości portfela przysparzających palpitacji serca :)

sobota, 11 grudnia 2010

Wstęp do podsumowania roku 2010

Grudzień to miesiąc podsumowań i tworzenia zamysłów na kolejny rok. Styczeń to miesiąc wdrażania zamysłów w życie. Jak utrzymamy postanowienia (plany) w akcji przez pierwszy miesiąc roku, jest spora szansa że będziemy w stanie to kontynuować je do grudnia (reguła tworzenia się nawyków w ciągu około 20 dni).

Od kilku miesięcy nie publikuję składu portfela z zapisami zmian cen poszczególnych jego składników a to ze względu na przesunięcie się punktu ciężkości z rynku GPW na rynek nieruchomości. Sprzedałem większość akcji a pieniądze ulokowałem w mieszkaniu i miejscu postojowym. Tutaj oczywiście też można się pokusić o statystyki zmian cen ale raczej nie w interwale miesięcznym tylko rocznym. Być może tak będę w przyszłości czynił jako że planuję liczyć swoją "wartość netto" i aktualizacja wycen posiadanych nieruchomości będzie tu bardzo istotna.

Rynek akcji

Na początku roku zakładałem (ciągle mi się wydaje że to było tak niedawno), że zminimalizuję swoje zaangażowanie w akcjach ze względu na plany  wyjazdu do Japonii zimą i remontu obecnego mieszkania w lato, które w sumie miały zabrać mi wiele czasu. Niski potencjał wzrostu indeksów (WIG20 ok. 2500 pkt) był bardzo ważnym powodem planowania czasowego wycofania z rynku. Okazało się jednak, że pomimo znacznie większej liczby obowiązków, byłem w stanie prowadzić inwestycje krótkoterminowe i średnioterminowe na akcjach takich spółek jak LC Corp, Getin Bank, PGF, TU Europa, Kredyt Inkaso i kilka innych. Wziąłem też udział w prywatyzacjach Skarbu Państwa (PZU, Tauron, GPW). Zyski z inwestycji nie były tak powalające jak w roku 2009 choć nieraz dwucyfrowe.

wtorek, 9 listopada 2010

Globalny kryzys zadłużeniowy za 3 lata?

Dzisiaj natrafiłem na YouTube na nagranie ciekawego wykładu prof. Rybińskiego dla studentów jednego z uniwersytetów. Składa się on z 4 części, link do pierwszej jest tutaj a skrót z całości tutaj. Poruszane tematy mogą być przyczynkiem do niejednej dyskusji. Dziś zajmę się wątkiem globalnym i to z perspektywy inwestora.

Profesor Rybiński moim zdaniem słusznie wskazuje, że obecne działania antykryzysowe polegające na zwiększeniu wydatków rządowych nie przyniosą w krajach rozwiniętych oczekiwanego efektu w postaci podwyższonego wzrostu gospodarczego i trwałego spadku bezrobocia. 

Jednocześnie rosnące wydatki nie są finansowane z nadwyżek budżetowych a z produkcji zadłużenia przez już i tak mocno obciążone długiem kraje. Efektem działań produkcji pieniądza będzie utworzenie się bąbli spekulacyjnych na rynkach aktywów takich jak surowce, akcje (giełdy) i obligacje.  W perspektywie około 3 lat, dojdzie do kulminacji problemów finansowych.

Jak sądzi profesor Rybiński, jądrem kolejnego kryzysu będzie rynek długu z długiem państwowym w centrum. Można sądzić, że zbankrutuje znaczna część krajów (jeżeli nie wszystkie) z zadłużeniem już dziś sprawiającym problemy w obsłudze i z wysokim deficytem budżetowym. Do tego grona na pewno można zaliczyć państwa tzw. PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania). Pamiętajmy, że prawie wszystkie kraje wysoko rozwinięte są mocno zadłużone i to zadłużenie rośnie. Jeśli dojdzie do bankructwa kilku państw, koszt obsługi zobowiązań pozostałych może dynamicznie wzrosnąć wskutek rosnącego oprocentowania (dyskontowanie ryzyka) i  w konsekwencji wywołać kolejną falę bankructw.

poniedziałek, 8 listopada 2010

W poszukiwaniu nowych szczytów i nowych rozwiązań

Rynki akcji i surowców na wiadomość o dalszym rozluźnieniu polityki pieniężnej w USA zareagowały dalszymi wzrostami. Przewidzenie takiego zachowania było o tyle trudne, że wzrosty trwają już od wielu tygodni a wiadomość nie była zaskoczeniem (mogła być w cenach). Rynki mogły zareagować korektą zgodnie ze strategią sprzedawania faktów.

Trudno powiedzieć, jak wysoko zajdą ceny najbardziej popularnych walorów / surowców ale obecne wzrosty nie są dyskontowaniem wzrostu przyszłych zysków przedsiębiorstw czy cen surowców wskutek większego wzrostu gospodarczego. To wszystko jest lokowaniem w najbardziej płynne instrumenty miliardów niskooprocentowanych dolarów, które "powstają" wskutek polityki FED. Bank Rezerwy Federalnej ma nadzieję, że przy okazji powstaną miejsca pracy w USA i zwiększy się konsumpcja.

Mam wrażenie, że po zakończeniu w/w działań cel zostanie częściowo osiągnięty ale koszt leczenia problemów powstałych "przy okazji" będzie większy niż osiągnięte korzyści.

Dlatego zastanawiam się, co można zrobić by po pierwsze ochronić posiadane środki przed przyszłymi kryzysami a po drugie, czy są sposoby aby osiągać zyski na tak zmiennym i nieprzewidywalnym rynku kapitałowym.

Na pewno aby wiedzieć jak działać, warto czytać co inni mają do powiedzenia. Dlatego zapraszam do pobrania kolejnego, szóstego już numeru Equity Magazine.

Zapraszam również do podawania w komentarzach linków do opracowań, które próbują odnaleźć odpowiedzi na wyżej zadane pytania.

czwartek, 4 listopada 2010

II filar systemu emerytalnego

Na fundusze emerytalne złorzeczy wielu ale na ZUS jeszcze więcej. Główne zarzuty pod adresem ZUSu (tzw. I filar), to że marnotrawi środki i że składki na ZUS są bardzo wysokie. Zarzut wobec Otwartych Funduszy Emerytalnych (II filar) to że mogłyby szybciej mnożyć środki oraz że zarządzający zarabia nawet, jeśli fundusz osiąga ujemną stopę zwrotu.

Fakt jest taki, że składki na ZUS I OFE są obowiązkowe i nie zanosi się by pod tym względem doszło do zmiany. Skoro tak, lepiej by zabranymi nam pieniędzmi zarządzano lepiej niż gorzej i po tych kilkudziesięciu latach pracy, otrzymać jak największy zwrot z pobranych wcześniej składek.

Pod tym względem reforma emerytalna i wprowadzenie II filara, w którym teoretycznie mamy wybór kto i jak zarządza wpłaconymi "naszymi" środkami, była genialnym pomysłem. Zamiast 19,52% składki od pensji przelewanych do ZUSu, 7,3% wędrowało do OFE, pozostałe 12,22% do ZUSu, by niejako zachować stabilność tej instytucji.

Minister Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) Jolanta Fedak, poddawała pod dyskusję różne warianty zmian w reformie emerytalnej, w tym dopuszczenie do likwidacji OFE i powierzanie całości środków w "zarządzanie" ZUSowi, jakoby było to bardziej oszczędne i gwarantowało wyższe emerytury. Nie muszę chyba kryć zdumienia na taką propozycję i jej podobnym. Rządowi chodzi oczywiście o łatanie dziury budżetowej ze środków przeznaczonych na przyszłe emerytury. Podchody te łatwo jest rozszyfrować.

Gdyby z taką propozycją wyszli posłowie Samoobrony czy ... (nic mi więcej nie przychodzi do głowy)... ale Platforma Obywatelska? Rzekomo znawcy ekonomii i procesów zachodzących w kapitalistycznym świecie, występują z tak bezsensowną propozycją dla doraźnych korzyści. To tak, jakby ktoś rezygnował z oszczędzania na edukację własnych dzieci a uzyskane środki wydawał na wakacje.

Słusznie na zarzuty Fedakowej o wadach obecnego II filara należy zareagować zmianą systemu ale w odwrotnym kierunku. Należy rozwinąć możliwości OFE. Na plus w działaniach MPiPS pod tym względem należy przypisać zmniejszenie prowizji od nowych składek pobieranych przez OFE ze złodziejskich 7% do 3,5%, które teraz można porównać z opłatami pobieranymi przez niektóre fundusze inwestycyjne. 

Co warte wspomnienia, w tych 3,5% zawarta jest opłata 0,8% za transfer środków, jaką PTE musi odprowadzić do ZUSu. Pomimo, że prowizja dla towarzystw emerytalnych spadła o połowę, prowizja dla ZUSu została na starym poziomie. Jest to wyjątkowa niekonsekwencja.

Co dalej należy zmienić? W mediach i kuluarach rządowo-sejmowych pojawiały się różne propozycje. Poniżej postuluję wprowadzenie następujących zmian w celu poprawy efektywności działania II filara emerytalnego:

  • utrzymanie wysokości składki kierowanej do OFE na obecnym poziomie 7,3% podstawy wymiaru i dążenie do jej zwiększenia kosztem tej przekazywanej do ZUSu. ZUS to instytucja archaiczna, która powinna skupiać się na wypłacie świadczeń sprzed reformy emerytalnej a nie na pozorowaniu mnożenia środków na przyszłe emerytury
  • wprowadzenie trzech subfunduszy w ramach każdego OFE, o różnym poziomie ryzyka wahań wartości: bezpiecznego inwestującego do 100% w papiery dłużne, stabilnego o udziale akcji do 40% i agresywnego o udziale akcji do 80%. Każdy uczestnik miałby prawo dokonać raz w roku konwersji pomiędzy poszczególnymi subfunduszami, zależnie od oczekiwanego rozwoju sytuacji na rynku kapitałowym
  • wszyscy nowi członkowie OFE byliby zapisywani do subfunduszu agresywnego. Każdy członek OFE miałby swobodę późniejszej konwersji pomiędzy subfunduszami (bezpłatna zmiana raz w roku, kolejne też możliwe ale płatne). Po ukończeniu 60 lat, wybór byłby ograniczony o subfundusz agresywny a po ukończeniu 67 lat, wszystkie środki byłyby przenoszone do subfunduszu bezpiecznego.
  • dalsze ograniczenie prowizji pobieranej od nowych wpłat do OFE z poziomu obecnych 3,5% do 2% przez najbliższe 3 lata, w sposób stopniowy o 0,5% rocznie. PTE miałoby prawo pobierać składkę na poziomie 3,5% ale tylko od osób ze stażem w danym OFE poniżej roku i każdorocznie wraz ze wzrostem stażu, maksymalna opłata spadałyby o 0,5% do 2% dla osób ze stażem 3-letnim.
  • ograniczenie wysokości opłaty uiszczanej dla ZUSu przez PTE z 0,8% do 0,4%. Jest ona faktyczną ukrytą dotacją dla ZUSu, co musi zostać jak najszybciej ukrócone.
  • zakaz działań akwizycyjnych prowadzonych przez PTE. Koszty akwizycji wynoszą do 36% kosztów PTE co niepotrzebnie podraża działanie systemu. Przykładem, że brak akwizycji sprzyja wyższej stopie zwrotu jest OFE Polsat, które nie wydaje na akwizycję prawie nic a osiągnęło dotychczas najwyższą stopę wzrostu powierzonych środków od początku działalności. Zamiast nagabywać i płacić prowizje pośrednikom niech PTE skoncentrują się na edukacji przyszłych emerytów i poszukiwaniu lepszych inwestycji. 
  • wprowadzenie miarodajnych benchmarków dla każdego rodzaju subfunduszu: dla bezpiecznego w oparciu o średnie oprocentowanie papierów dłużnych, dla akcyjnego w oparciu o indeks akcyjny odzwierciedlającego cały rynek (podobny do indeksu WIG). Dla subfunduszu stabilnego, benchmark byłby ustalony z połączenia dwóch powyższych w odpowiednich proporcjach.
  • wprowadzenie premii dla PTE za efektywne zarządzanie powierzonymi środkami, tzn. osiągnięcie długoterminowych wyników (w co najmniej 3-letnich okresach rozliczeniowych) znacznie lepszych niż benchmark dla danego subfunduszu i tylko jeśli bezwzględna stopa wzrostu daje po uwzględnieniu premii wartość większą od zera.
  • za osiągnięcie wyników znacznie niższych niż benchmark, fundusz byłby zobowiązany do dokonania dopłaty z kapitałów własnych  na rzecz członków OFE.
  • poszerzenie grona instrumentów inwestycyjnych i aktywów, w które mogą być angażowane środki OFE o inwestycje zagraniczne, alternatywne, niepubliczne, w sumie w udziale do 20% aktywów funduszu agresywnego.
  • jasne określenie warunków wypłat środków z OFE po przejściu na emeryturę 
  • pełne dziedziczenie zebranych w OFE środków przez członków rodziny w razie śmierci ubezpieczonego przed przejściem na emeryturę
Powyższe zmiany wniosą jak sądzę efektywniejsze wykorzystanie OFE jako narzędzia do zapewnienia wyższej emerytury. Większy wpływ na to, co się dzieje z odprowadzanymi składkami, przyczyni się również do wzrostu zaangażowania obywateli w wybór funduszu i monitorowania jego wyników. To z kolei przełoży się na wzrost edukacji i świadomości finansowej w społeczeństwie. Tzw. losowania osób do OFE byłyby znacznie węższym zjawiskiem niż obecnie.

wtorek, 2 listopada 2010

Podsumowanie października 2010

Ogólna refleksja

W zakończonym miesiącu miałem więcej spokoju do przemyślenia dalszej strategii inwestycyjnej. Zdecydowałem się, że będę sprzedawał różne nieużywane gadżety które kiedyś kupiłem jak aparat cyfrowy, książki ze studiów czy stary telefon komórkowy. Lubię porządek i jak mam mało przedmiotów. Wtedy lepiej się koncentruje. 

W kilkuletnim horyzoncie czasu sprzedam posiadaną działkę budowlaną. Nie będę na niej prawie na pewno budował domu (czego wcześniej nie wykluczałem). Środki uzyskane ze sprzedaży przerzucę na giełdę na zakup akcji lub obligacji korporacyjnych, którym się poważnie przyglądam. Perspektywy wzrostu wartości posiadanych gruntów są moim zdaniem niewielkie bez zasadniczej zmiany sytuacji gospodarczej w kraju. Tymczasem na papierach wartościowych mogę uzyskiwać dochody tak w średnim jak i długim terminie. Też ważna jest płynność. Ziemi szybko nie sprzedam by ulokować pieniądze w czymś bardziej perspektywicznym a z papierami wartościowymi mam sporą elastyczność. Lokata w ziemię jest dobra na wypadek załamania systemu finansowego ale też dobra jest lokata np. w miejsce garażowe, które może dodatkowo przynosić stały dochód z najmu.

Wynik w październiku

Pod względem wyniku inwestycyjnego, październik był kolejnym bardzo udanym miesiącem a to głównie za sprawą akcji TU Europa, których kurs wzrósł ze 160,50 zł do 182,90 zł czyli o prawie 14%. Także wykonałem skuteczny arbitraż, sprzedając ERP po niecałe 188 zł a odkupując PDA ERP po 182 zł i zarabiając dodatkowe 2,5%, co zwiększa miesięczną stopę zysku na ERP do 16,5%.

Zakończyłem przed terminem pozycję opcyjną na złocie short call. Opcję sprzedałem wcześniej za niecałe 20 pkt a odkupiłem za niecałe 6 pkt. Zysk byłby większy, gdybym dotrzymał opcję do 9 listopada i jeśli złoto nie wzrosłoby do powyżej 1460 USD za uncję. Ryzyko było znikome ale stosunek zysku do ryzyka nie by ciekawy a do tego nie miałem więcej środków by zwiększać margines depozytowy jeśli cena złota by dalej rosła do 1400 USD. Złoto to teraz dla mnie instrument, na którym lepiej nie bawić się w opcje. Jest ryzyko dalszych wzrostów jak i sporej korekty.

Pozostałe opcje, jak Short call na USDPLN i short put na EURPLN nie odnotowały zmian tzn. ich wartość wynosi około zera a na wycenę składa się głównie niezrealizowany spread. Wszystkie wygasają w listopadzie. Mam też otwartą pozycję short call na WIG20, która wygasa w marcu 2011 przy cenie 2900 pkt. Tu odnotowałem niewielką w skali portfela stratę na wycenie wynikającą ze wzrostu indeksu z około 2620 do 2670 pkt. Myślę, że w marcu indeks wyniesie poniżej 2900 pkt i w sumie będę miał zysk gdy opcja wygaśnie.

Nowe inwestycje

Do nowego numeru kwartalnika Akcjonariusz, wydawanego dla członków Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, dołączony był komentarz do ostatnio publikowanych raportów finansowych 10 spółek, które współpracują obecnie z SII w celu polepszania relacji inwestorskich. W zestawieniu była strona poświęcona dość nowej firmie windykacyjnej - Kredyt Inkaso. Komentarz był utrzymany w optymistycznym tonie. Spółka wykazywała ostatnio niższą marżę i mniejszy zysk bo inwestowała w masowe zakładanie spraw dot. należności w e-Sądach. W perspektywie 3-6 miesięcy wyniki mogą się poprawić gdy firma będzie ściągać zasądzone kwoty.

Kilka dni później natknąłem się też na informację o przeprowadzanej przez Kredyt Inkaso sybskrypcji akcji serii E. Jednocześnie cena za walory była poniżej kursu bieżącego o ok. 7% a zapisy były tylko w Warszawie w mało komu znanej firmie inwestycyjnej Espirito Santo de Investimento. Miałem zamiar taniej kupić akcje z nowej emisji po 12,50 zł a sprzedać za około miesiąca po cenie rynkowej, zarabiając jak miałem nadzieję ok. 1 zł od akcji (8-9%).

Pojechałem więc pociągiem do Wawy i złożyłem zapis. Jak się dwa dni później dowiedziałem redukcja wyniosła aż 73,14%. Do plusów należy zaliczyć to, że od złożenia zapisu, kurs spółki wzrósł o kolejną złotówkę i obecnie wynosi 14,50 zł czyli 2 zł ponad cenę emisyjną akcji serii E, co może się przełożyć na zysk 16% w miesiąc.

Plany inwestycyjne

Trudno powiedzieć, co będzie się dalej działo na GPW ale jak dla mnie zrobiło się za tłoczno i za gorąco. Teraz jest czas wielkich zysków jeśli dojdzie do wybuchu euforii ale równie dobrze może oznaczać że zbliżamy się do przesilenia korekcyjnego. W przypadku scenariusza z euforią, późniejsza korekta byłaby wyjątkowo brutalna. W związku z tym, że szanse na wzrosty w perspektywie najbliższych 14 miesięcy są moim zdaniem do góra 3000 pkt (ok. 11-12%) przy perspektywie spadku do nawet 2400 pkt (11%) z pewnym ryzykiem nawet głębszego załamania, wolę stać z boku i czekać na korektę, tylko czasowo angażując się w góra 1-2 miesięczne inwestycje.

Po debiucie GPW, planuję sprzedać skromniutki pakiecik przydzielonych akcji. Po rozpoczęciu notowań akcji Kredyt Inkaso moja decyzja co do sprzedaży będzie zależała od wyników spółki publikowanych w listopadzie. Jeśli będą dobre a kurs spółki się nie ruszy to będę jeszcze jakiś czas trzymał a jeśli kurs wystrzeli w górę, sprzedam. W przypadku neutralnego lub słabego wyniku, również sprzedam.

Co do perspektyw inwestycyjnych, w przypadku scenariusza z euforią na GPW, sprzedam opcje call z ceną rozliczenia 3000 pkt przy cenie bieżącej ok. 2800 pkt lub więcej. Też jeśli dojdzie do spadku EURPLN do około 3,80 to sprzedam opcje put z ceną rozliczenia około 3,65-3,70 zł. Podobnie myślę sprzedać put na USDPLN jeśli będzie można uzyskać cenę rozliczenia 2,50 zł przy okresie inwestycji nie dłuższym niż 3 miesiące i satysfakcjonującą premią. Myślę, że do tego potrzebne jest umocnienie PLN do USD do około 2,70.

Podsumowując, sądzę że jesteśmy w okolicach średnioterminowych szczytów cenowych na WIG20 i trzeba być bardzo ostrożnym inwestując w jakiekolwiek akcje, głównie dbając by nie stracić dotychczasowych zysków. Odnośnie walut, obecne kursy raczej oddają wartość złotówki w średnim terminie. W razie umocnienia PLN o 5% lub więcej, można założyć się, że nie dojdzie do umocnienia o dalsze 5% i tam postawić cenę rozliczenia dla opcji short.

poniedziałek, 25 października 2010

Koniec egzaminów maklerskich? Pytania i odpowiedzi

Dyskusja na temat odejścia od państwowego licencjonowania maklerów i doradców inwestycyjnych intensywnie rozgorzała kilka miesięcy temu, kiedy KNF oficjalnie zaprezentowała tą koncepcję. Wówczas też podnoszono krytykę tej propozycji - w konsekwencji której mogło dojść do niedoregulowania rynku - do nadużyć.

5 sierpnia KNF na swojej stronie zamieściła odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania z tym związane i w świetle poruszonych problemów, tok myślenia i działania Komisji Nadzoru Finansowego jest jak najbardziej poprawny.

Poniżej treść pytań i odpowiedzi KNF z zaznaczonymi przeze mnie fragmentami.

"Pytanie 1: Jakie są podstawowe założenia projektu?

Podstawowymi założeniami projektu są:
- zwiększenie odpowiedzialności firm inwestycyjnych za jakość kadr,
- wprowadzenie stałego monitorowania jakości kadr w miejsce państwowych licencji dla maklerów i doradców.


Pytanie 2: Czy kompetencje osób zainteresowanych pracą w firmach inwestycyjnych będą podlegały weryfikacji? Czy będzie mechanizm eliminowania z rynku nierzetelnych osób?

Tak. Będą nad tym czuwać firmy inwestycyjne ponoszące odpowiedzialność za dobór kadr oraz państwowy nadzór weryfikujący postępowanie firm w toku inspekcji.


Pytanie 3: Co to jest egzamin interwencyjny?

Egzamin interwencyjny będzie narzędziem nadzorczym umożliwiającym KNF zweryfikowanie kompetencji osób wykonujących określone czynności w podmiotach nadzorowanych. Za dobór kadr odpowiedzialność będzie ponosić firma inwestycyjna.


Pytanie 4: Czy egzaminy interwencyjne mogą zwiększyć uznaniowość działania administracji?

Przy egzaminach interwencyjnych nie będzie miejsca na uznaniowość, bo zakres tematyczny egzaminu i jego forma będą określone w przepisach wykonawczych, a lista możliwych pytań będzie dostępna w serwisie internetowym UKNF.


Pytanie 5: Czy po zmianie rynek kapitałowy będzie mniej, czy bardziej nadzorowany?

Nadzór będzie efektywniejszy. Obecnie UKNF nadzoruje jednocześnie firmy inwestycyjne i ich  pracowników. Podwójna kontrola stwarza złudne wrażenie dodatkowego bezpieczeństwa, a w rzeczywistości prowadzi do sytuacji patologicznych. Zdarza się, że jeśli makler i doradca naruszy regulacje, to pracodawca składa na niego skargę do UKNF i czuje się zwolniony z odpowiedzialności. Jednocześnie znane są przypadki, gdy nieprawidłowości w działaniu pracowników były tolerowane przez firmy inwestycyjne dopóki przynosiły zyski lub nie zostały ujawnione.

Często dla firmy wygodne jest zrzucenie odpowiedzialności na pracownika, którego następnie zwalnia z pracy i „powierza” UKNF prowadzenie postępowania administracyjnego w jego sprawie. Z kolei osoby bez licencji są „poza zasięgiem” nadzoru. Zniesienie dublowania reglamentacji będzie sprzyjać jednoznacznemu określeniu odpowiedzialności za nadużycia.

Z punktu widzenia nadzoru bardziej efektywne i pożądane dla zapewnienia bezpieczeństwa obrotu jest skupienie uwagi UKNF w trakcie przeprowadzanych w firmach inwestycyjnych kontroli, m.in. na weryfikacji systemów doboru profesjonalistów. Nadzór będzie mógł się skoncentrować na nadzorowaniu podmiotów, bo to ich działanie może generować ryzyko dla systemu finansowego. Z drugiej strony odpowiedzialność firm inwestycyjnych za działania pracownika będzie silnym bodźcem motywującym do nadzoru nad jego pracą.


Pytanie 6: Czy rezygnacja z licencji może spowodować, że do zawodu trafią osoby bez kwalifikacji lub nieuczciwe?

Żadna licencja nie gwarantuje, że osoba która ją uzyskała będzie przestrzegać standardów etycznych, a jej wiedza pozostanie adekwatna do szybko zmieniających się warunków rynkowych. Jakość kadr musi być stale weryfikowana przez firmę inwestycyjną, nadzorowaną w tym zakresie przez UKNF.

Po 20 latach rynek kapitałowy w Polsce stał się na tyle rozwinięty, że państwo nie musi już zastępować rynku i brać na siebie odpowiedzialności za dobór kadr w podmiotach, które i tak nadzoruje. Firmy inwestycyjne są zainteresowane zatrudnianiem najlepszych pracowników, zwłaszcza, że ponoszą odpowiedzialność za naruszenie wymogów MiFID1. Narzędziem nadzorczym umożliwiającym UKNF weryfikację prawidłowego postępowania firm inwestycyjnych będzie egzamin interwencyjny.

Ponadto, zgodnie z projektem zmian osoby zatrudniane przez firmy inwestycyjne powinny dawać rękojmię należytego wykonywania obowiązków, w szczególności posiadać odpowiednią wiedzę, kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie. Zamiast weryfikować pracowników, UKNF będzie przede wszystkim weryfikował procedury doboru kadr w firmach inwestycyjnych, z możliwością nałożenia sankcji na firmy.


Pytanie 7: Czy brak licencji spowoduje, że pracownicy firm inwestycyjnych, którzy nie będą się już obawiali utraty licencji, będą skłonni do większego ryzyka i nieetycznych działań?

Pracownik, którego działania spowodowały nałożenie sankcji nadzorczych na firmę inwestycyjną będzie miał problem ze znalezieniem pracy w zawodzie z powodu ryzyk reputacyjnych i operacyjnych dla nowego pracodawcy. Z działań pracowników będzie rozliczana firma inwestycyjna. Obecnie obowiązkowi zatrudnienia przez firmy inwestycyjne osób z licencją nie towarzyszy obowiązek wykonywania przez te osoby określonych czynności. Zdarza się, że osoby z licencją są zatrudnione fikcyjnie, tylko po to, żeby wypełnić wymóg ustawy. Zgodnie z dyrektywą MiFID, która wprowadza w tym zakresie nową jakość, firmy inwestycyjne odpowiadają za zatrudnianie profesjonalnych kadr.

Wobec osób, które przekroczą przepisy lub zasady etyczne, w dalszym ciągu będą wyciągane konsekwencje przewidziane w kodeksie pracy i prawie karnym. Firma inwestycyjna, ponosząca odpowiedzialność za działania swoich pracowników, nie będzie zainteresowana zatrudnieniem osoby, która w przeszłości dopuściła się nieprawidłowości. Powrót do zawodu osób, które wcześniej straciły licencje, nie będzie możliwy ze względu na konieczność legitymowania się rękojmią.

Dodatkowo organizacje środowiskowe, np. Związek Maklerów i Doradców, powinny być zainteresowane wypracowaniem zasad etycznych, systemu ustawicznych szkoleń, czy kodeksów dobrych praktyk. Likwidacja egzaminów państwowych nie oznacza, że egzaminów nie będzie mogła przeprowadzać Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, Izba Domów Maklerskich, Związek Maklerów i Doradców, Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami lub inna organizacja, jeśli rynek uzna, że jest to pożądane.


Pytanie 8: Czy zniesienie egzaminów państwowych utrudni młodym osobom wejście na rynek?

Uzyskanie państwowej licencji nie może być wartością samą w sobie. Zniesienie licencjonowania nie będzie oznaczać, że osoby młode (oraz wszystkie inne) nie będą mogły wyróżnić się na rynku pracy międzynarodowymi certyfikatami (np. CFA) lub innymi certyfikatami krajowymi, które wyrobią sobie markę.


Pytanie 9: Czy propozycja zniesienia państwowych licencji jest spójna z uregulowaniami obowiązującymi w innych sektorach rynku finansowego?

Tak, jest zgodna z rozwiązaniami przyjętymi na rynku bankowym. Tam gdzie jest to możliwe, należy dążyć do ujednolicenia standardów na całym rynku finansowym, wybierając najlepsze wzorce z różnych sektorów. Standardy w zakresie weryfikacji kompetencji osób zatrudnianych w instytucjach finansowych nie są w Polsce jednolite. W dominującym na rynku finansowym sektorze bankowym nie ma egzaminów państwowych, np. wobec osób zarządzających ryzykiem. Weryfikacją wiedzy i kwalifikacji zajmą się pracodawcy oraz międzynarodowe instytucje uznane przez rynek. Na rynku bankowym to podejście się sprawdza.

Na rynkach rozwiniętych, w tym w krajach „starej” Unii Europejskiej, nie ma państwowego systemu licencjonowania zawodów maklera czy doradcy inwestycyjnego. Certyfikacja jest przeprowadzana z reguły przez instytucje rynkowe (np. giełdy). Nie występuje również wymóg zatrudniania przez instytucje rynku kapitałowego określonej liczby osób z taką licencją. W Polsce system licencjonowania doradców i maklerów w obecnym kształcie powstawał 20 lat temu w całkowicie innym otoczeniu faktycznym i prawnym. To, że działa długo, nie jest wyznacznikiem jego jakości i argumentem przeciwko dostosowaniu do etapu rozwoju rynku.

Licencjonowanie pracowników firm posiadających państwową licencję stanowi jeden z elementów budowania niepotrzebnych barier dla obywateli oraz przedsiębiorstw."

Po przeczytaniu odpowiedzi KNF sądzę, że obecnie na rynku funkcjonują nieprawidłowości, które mogą zostać zminimalizowane, jeśli wejdą odpowiednie przepisy wykonawcze a zmiana przepisów będzie odpowiednio egzekwowana. Nie może być bowiem tak, że na osobę z licencją zrzuca się winę za błędy zarządzających daną instytucją. Jednocześnie, zainteresowany pracą w sektorze, może się odpowiednio przygotować i uzyskać międzynarodowy certyfikat potwierdzający wiedzę związaną z inwestowaniem.

środa, 20 października 2010

Czego jeszcze nie wiemy o debiucie GPW?



Kwestia debiutu Giełdy na giełdzie jest znana, przynajmniej pobieżnie, każdemu polskiemu inwestorowi. Co jeszcze można w tym temacie napisać? W tej chwili przygotowuję artykuł na ten temat dla listopadowego Equity Magazine. Tam też będzie można znaleźć bardziej szczegółowe informacje o możliwej wycenie GPW istotnej z perspektywy osoby zainteresowanej krótkoterminową spekulacją jak i trzymaniem akcji przez kilka lat.

Dla tych z Was, którzy wahają się, czy zapisać się na akcje czy sobie odpuścić, podaję link do ciekawej analizy

Prywatnie i subiektywnie uważam, że można wziąć udział w IPO. W końcu kwota inwestycji nie jest duża (po redukcji pewnie poniżej 2 tysięcy zł) a ryzyko spadku na debiucie będzie amortyzowany przez ewentualne skupy stabilizacyjne w pierwszych tygodniach notowań.

W długim terminie specjalnie nie widzę powodu trzymać przy cenie wejścia na poziomie 43 zł i wolę sprzedać krótko po debiucie przy obowiązujących poziomach cenowych (43-48 zł?). W długim terminie lepiej poczekać na spadki wywołane pogorszeniem koniunktury giełdowej i zakupić pakiet GPW, jeśli cena spadnie do około 35 zł.

poniedziałek, 11 października 2010

Sprawy organizacyjne i podsumowanie września 2010

W ostatnich tygodniach byłem mniej aktywny jako blogger i też jako inwestor a tymczasem świat idzie do przodu nie czekając na nas.

Do poduszki dla zainteresowanych

Z początkiem października, ukazał się nowy artykuł miesięcznika Equity Magazine - jeszcze szersza wersja i jeszcze bardziej profesjonalna niż poprzednio. Magazyn dojrzewa i zaspokaja intelektualne potrzeby inwestorów.

Podsumowanie inwestowania - wrzesień 2010

Wrzesień okazał się dla mnie bardzo dobrym miesiącem. Ogłoszenie emisji akcji TU Europa z ceną maksymalną 160 zł pomogło w szybkim wzroście kursu spółki z około 125-130 zł do około 160 zł i przejściowo nawet powyżej 170 zł. Miałem pakiet kupiony do rachunku IKE w czerwcu 2010 i grudniu 2009 przy cenie średnio 124 zł. 

Jako że komunikat o emisji podano w weekend na początku września (po wpływie pensji) i przy cenie ok. 130 zł, przygotowałem się do skupienia z rynku  możliwie największej ilości akcji póki cena nie wzrośnie do około 160 zł co zakładałem i co się sprawdziło. 

Kupowałem za wszystkie dostępne mi środki po średniej cenie ok. 135 zł. Kilka dni później świeżo nabyte akcje sprzedałem po 160 zł i zainkasowałem 18% zysku w niecały tydzień. Było to dla mnie jak dodatkowa pensja i zarazem manna z nieba. Myślałem, czy nie trzymać akcji dłużej, ale potrzebowałem środków na kwestie bieżące, więc nie mogłem sobie pozwolić na utrzymywanie ryzyka. Też w krótkim terminie widziałem spore ryzyko, że dojdzie do jakiejś korekty. Większe dalsze wzrosty zakładałem dopiero w dalszej perspektywie

Na koniec miesiąca września akcje ERP kosztowały 160,50 zł i miałem na nich 28% zysku w ramach IKE. Obecnie (11.10.2010) kosztują 184,50 zł, co przekłada się na zysk 47%. Ze sprzedażą czekam na przekroczenie ceny 200 zł. W rejonie 220-250 zł znajduje się moim zdaniem faktyczna długoterminowa wartość akcji.

Publikacja danych dot. portfela inwestycyjnego

Po długim okresie comiesięcznej publikacji składu portfela wraz z udziałem procentowym poszczególnych aktywów, stopniowo odchodziłem od tej formuły w celu zachowania prywatności. Teraz, kiedy w portfelu inwestycyjnym planuję uwzględniać także posiadane nieruchomości, myślę, że lepiej będzie informacje o detalach zachować dla siebie. 

Na blogu nadal będę umieszczał w bocznej kolumnie dane o tym, co z aktywów płynnych mam w portfelu, tzn. w które instrumenty się angażuję i które obserwuję. Udział procentowy nie będzie podawany.

Teraz posiadam akcje TU Europy, opcje short call na złoto, USDPLN i WIG20 oraz short put na EURPLN. Informacje o szczegółach posiadanych opcji mogą się pojawiać przy okazji otwierania pozycji oraz jej zamykania (lub wygasania opcji). Posiadana gotówka z zyskownej sprzedaży akcji ERP posłuży jako wpłata ostatniej transzy na mieszkanie od dewelopera.

Plany na przyszłość

Najbliższe kwartały to przede wszystkim planowanie wykończenia nowego mieszkania. Druga kwestia to szkolenia z zakresu umiejętności miękkich połączone z językiem angielskim, na które intensywnie chodzę od września. Trzecia sprawa to oszczędzanie na wykończenie nowego mieszkania i stworzenie funduszu rezerwowego. Oprócz tego, planuję reinwestować środki ulokowane w opcjach po wygaśnięciu już wystawionych.

W ciągu kilku lat dalej pracując na etacie i inwestując, mam zamiar odbudować potencjał inwestycyjny portfela, mając w świadomości fakt, że chyba najważniejszy cel finansowy - własny docelowy dom - mam już prawie za sobą. 

Teraz mam 27 lat i jeśli w ciągu 3 lat odtworzę płynny portfel inwestycyjny - będę miał szansę przed trzydziestką stać się niezależny od etatu. Nie znaczy to że rzucę pracę - jeśli będzie mi ona odpowiadać tak jak teraz, będę ją kontynuował, jak długo chcę a jednocześnie dzięki brakowi wypłat zysków, pozwalał portfelowi inwestycyjnemu rosnąć szybciej.

piątek, 8 października 2010

Pomysły inwestycyjne dla średnio- i długoterminowych inwestorów

Na dzisiaj mam kilka jak sądzę ważnych wątków.

Co Cię zniechęca do utrzymania obecnego składu portfela?

Jednym z największych źródeł zniechęcenia dla inwestorów może być fakt osiągania bieżących wyników poniżej średniej, z jaką się porównujemy. Możemy się porównywać ze średnim oprocentowaniem lokat bankowych, z wynikami funduszy lub indeksów akcyjnych lub generalnie z wynikami najlepszych inwestorów, którzy zmieniają klasy aktywów w portfelu, zależnie od koniunktury.

Swoje wyniki najchętniej porównuję w długim terminie z indeksem WIG oraz z oprocentowaniem najlepszych lokat długoterminowych, dostępnych na rynku, jakie mógłbym założyć w alternatywie do aktywnego inwestowania. 

Na wykres nakładam więc skalę zmian indeksu WIG od początku mojego inwestowania oraz skalę zmian kapitału jeślibym go umieścił w wówczas najlepszej lokacie na rynku. Mój wynik inwestycyjny powinien w założeniu w długim terminie (kilka lat i więcej) górować tak nad lokatami, jak i nad indeksem WIG.

Polska giełdo - dokąd zmierzasz?

W tej chwili rynek na którym zarobiłem w ostatnich latach najwięcej - GPW, odzwierciedla wskaźnikowo poziomy cenowe, jakie się da utrzymać tylko poprzez dość szybką i trwałą poprawę zysków spółek w kolejnych kwartałach. Dotyczy to zwłaszcza banków. To moim zdaniem jest mało realne. Wystarczy analizować podejście polskiego regulatora rynku, który w obawie przez przekredytowaniem ludności, wprowadza rekomendacje wymagające od banków utrzymania bardziej restrykcyjnej polityki kredytowej, czy to na rynku kredytów hipotecznych walutowych, czy konsumpcyjnych. 

Podobnie na rynku budowlanym i deweloperskim. Za kilka lat zostanie wycofany rządowy program dopłat "Rodzina na swoim", odpowiadający za do 30% zaciąganych kredytów mieszkaniowych. To może znacznie ograniczyć kredytowy popyt na mieszkania  w kolejnych latach.

W obliczu stabilizacji poziomu płac i hamowania akcji kredytowej, pytanie skąd będzie się brał wzrost PKB i wzrost zysków spółek? Polska w latach 2009 i 2010 uniknęła recesji w znacznej mierze dzięki transferom z UE i inwestycjom w infrastrukturę finansowanym w znacznej mierze z UE. Rok 2011 będzie czasem kulminacji inwestycji unijnych w Polsce. Też sporo funduszy planowanych do wykorzystania do roku 2013 się może skończyć wcześniej a kolejny budżet UE na okres od 2014 roku może być dla Polski zdecydowanie mniej hojny.


W takich okolicznościach obecne wzrosty na giełdzie widzę jako dyskontowanie boomu inwestycyjnego w infrastrukturze w roku 2011 (oczywiście oprócz wpływu kwestii globalnych). Pierwsza połowa roku 2011 (a nawet wcześniej) może być czasem "ubierania" na górce inwestorów w polskie akcje. Spółki związane z tworzeniem infrastruktury za pierwsze kwartały kolejnego roku mają bowiem szansę osiągnąć szczytowe zyski i przychody. Podobnie niektóre banki, które w coraz większej mierze finansują samorządy - udzielają kredytów na wkład własny do wspomnianych inwestycji.

Po okresie boomu pozostanie infrastruktura, która będzie wymagała relatywnie sporych środków na utrzymanie oraz zostaną kredyty do spłacenia. Wzrosną podatki lokalne - źródło finansowania samorządów i podatki centralne - finansujące rosnące zadłużenie Polski. W tych wszystkich kwestiach nie widzę powodu, dla którego akcje miałyby znacząco rosnąć. Widzę natomiast czynniki, które mogą przyczynić się do spadku (wzrost podatków i spadek poziomu inwestycji w przyszłości).

Programy stumulacyjne

Jest jednak coś mało przewidywalnego, co może mieć spory wpływ na polską giełdę, ale ten wpływ jest trudny do jednoznacznej identyfikacji. Rządy krajów jak USA i Japonia, poprzez emisję pieniądza, serwują własnym gospodarkom niespotykane pakiety stymulacyjne, które chcąc czy nie, rozlewają się też na regiony sąsiednie. 

Wpływa to też na Unię Europejską i Polskę. Pytanie, jak to wpłynie na poziom cen akcji na GPW czy na kurs złotówki. Pierwszym skojarzeniem jest, że złotówka i giełda się umocnią bo globalne fundusze będą tu także lokować nadwyżki płynnościowe z rynku amerykańskiego. Jak można było obserwować w poprzednich latach, fundusze globalne lubią szybko zmieniać miejsce inwestycji i nie przeszkadza im, że przez to mogą wywołać gigantyczny wzrost jak i spadek cen. Tak więc w kwestii lokowania nadwyżek z zagranicznych programów stymulacyjnych, bardziej niż na wzrost polskiej giełdy i trwalsze umocnienie złotówki, stawiam na wzrost zmienności notowań i to według reguł, które ekonomistom może być niemożliwe na czas przewidzieć.

Sugestie?

Teraz jak mało kiedy jest czas na ostrożne inwestycje. Giełda czy surowce nie dadzą oczekiwanych wysokich stóp zwrotu przy możliwym do zaakceptowania umiarkowanym ryzyku, które można uzyskać kupując za umiarkowane ceny, znacznie poniżej obecnych.

Na giełdzie pozostały tylko resztki z jeszcze rok temu licznej grupy tanich spółek. Wśród nich znajdzie się kilka z sektora deweloperskiego, które są nisko wyceniane względem wartości księgowej a jednocześnie są w stanie zarabiać pieniądze. W przypadku dalszych wzrostów, stawiam na nie jako możliwe miejsca najbardziej intensywnego pompowania już dość nadmuchanego rynku a jednocześnie z szansą na najniższe spadki w razie większej korekty na rynku.

Warto obserwować informacje dotyczące debiutu akcji Giełdy Papierów Wartościowych. Jest to bardzo ważny moment dla tej instytucji i polskiego rządu. Sądzę, że znajdą się decyzyjne podmioty, które będą chciały pokazać na pierwszej sesji wzrost kursu. Dlatego prywatnie myślę, że warto zapisać się na akcje. Z ostateczną decyzją trzeba jednak poczekać do podania warunków IPO, w tym ceny maksymalnej dla inwestorów indywidualnych.

Kolejna sugestia to zaangażowanie się w opcje na indeksy akcyjne, pary walutowe i ceny surowców. Tutaj strategie są różne, najbezpieczniejsze są te z ograniczoną stratą. Sam do tej pory wystawiałem opcje "gołe" czyli miałem nieograniczoną stratę ale większy możliwy do uzyskania zysk, którego nie musiałem pomniejszać o koszty zabezpieczeń przed większymi stratami.

Myślę, że zamiast kupować i chwytać się trendów wzrostowych na już drogich akcjach czy surowcach, lepiej selektywnie szukać tego, co jest jeszcze tanie i w cieniu. Druga kwestia to szukać instrumentów, które osiągają maksima i stworzyć odpowiednie strategie opcyjne, które dadzą zarobić jeśli dalsze wzrosty wyhamują albo jeśli dojdzie do spadków.

Też myślę, że jest bardzo istotnym uważać na wielkość otwieranych pozycji. Na nieprzewidywalnych rynkach, jak teraz, łatwo o błąd, nawet jeśli inwestycja była przemyślana. Szkoda byłoby oddać np. całoroczne zyski na pokrycie kosztu jednego czy dwóch poślizgnięć.

piątek, 10 września 2010

Nowy Equity Magazine - w poszukiwaniu inspiracji inwestycyjnych

Nie, to nie jest reklama kolejnego numeru Equity Magazine (który można pobrać tutaj ;) ). Nie trzeba go już bowiem reklamować a przynajmniej nie na tym blogu. Obecny numer czytałem jako inwestor  w poszukiwaniu inspiracji. 

Zaciekawiły mnie te oto artykuły, do których tytułów dodałem cytaty z treści:

1. Dlaczego wybieramy akcje których nie chcemy? Błędy poznawcze i ich wpływ na decyzje (str. 4-6)
"Jeśli dostrzeżesz wypaczenie w swoich decyzjach, nie bój się przyznać, że popełniasz błędy, bo tylko wtedy będziesz potrafił je naprawić."

2. Obligacje korporacyjne i komunalne. Gra warta ryzyka? (str. 12-14)
"Niektóre obligacje potrafią dać zarobić powyżej 15% w skali roku. Niesie to ze sobą duże ryzyko (dlaczego firma oferuje aż tyle?) ale istnieje taka możliwość."

3. Zrzuć to z głowy. Zwiększ swoją efektywność (str. 26-27)
"Twój umysł to komputer, który jest w stanie robić wiele rzeczy na raz. Jednak im więcej procesów jest włączonych, tym mniejsza jego wydajność."

4. Charakter inwestora a strategia inwestycji na giełdzie. Recenzja książki Richarda Kocha "Sztuka wyboru akcji" (str. 28-30)
"W niej przedstawione jest 10 podstawowych sposobów na długoterminowe, samodzielne i zyskowne inwestowanie na giełdzie."

5. Narzędzia giełdowego wróżbity część I (str. 34-36)
"Można uzyskać z wyróżnieniem dyplom najlepszej uczelni ekonomicznej na świecie i poznać wszystkie zasady zarówno analizy fundamentalnej jak i technicznej i pomimo tego wciąż być zagubionym jak dziecko we mgle..."

6. Value investing - inwestowanie w wartość (str. 39-40)
"Poprzez znaczące sukcesy, jakie odnieśli przedstawiciele tej szkoły, termin jest dość popularny. Jednak popularności w słowach towarzyszy nieobecność założeń tej szkoły w czynach inwestorów - zarówno indywidualnych jak i instytucji"

Ciekawych artykułów jest więcej. Tym razem skupiłem się na czytaniu i polecaniu tych, które będą pomocne dla inwestora akcyjnego. Autorami są cenieni przeze mnie za wartościowe opinie właściciele stron o inwestowaniu a zarazem praktycy inwestycyjni.

Szczególnie polecam nr 3 z powyższej listy. Często (np. teraz) mam uczucie, że myślę jednocześnie o zbyt wielu sprawach, co "blokuje" u mnie efektywne myślenie a w takich warunkach trudno o właściwe decyzje.

Tematem kolejnego wpisu będzie obiecana już lista pomysłów inwestycyjnych: w spółki z GPW, pozycje walutowe i opcje na różnorakie instrumenty.

Na koniec dowcip inwestorski:
Źródło: www.zazzle.co.uk

Inwestowanie w wartość. Sztuka kupowania tanio i sprzedawania jeszcze taniej.

piątek, 3 września 2010

Tematyka bloga

Z dotychczasowych doświadczeń wyciągnąłem taki wniosek dotyczący blogów o finansach osobistych i inwestowaniu. Trudno stworzyć i utrzymać blog, który byłby równie dobry (poczytny?) wśród osób zainteresowanych inwestycjami jak i finansami osobistymi/oszczędzaniem. Być może oszczędzających nużą częste artykuły o analizie sytuacji konkretnych spółek z GPW i odwrotnie inwestorzy nie bardzo chcą czytać kolejnego już zestawienia najlepszych lokat.

Powyższy akapit jest nieco przekoloryzowany bo inwestorzy co jakiś czas potrzebują informacji  o dobrej lokacie jak i oszczędzający chcą poczytać o spółkach. Rzecz w tym, by proporcje podawanych na blogu informacji odpowiadały preferencjom do lokowania kapitału tu i teraz. Mało jest osób, które czytają o akcjach a chcą w nie ulokować środki powiedzmy za rok i podobnie niewielu sprawdza oprocentowanie lokat czy najlepsze konta bankowe, jeśli temat nie jest pilny. 

Dlatego jest lepiej prowadzić stronę, na której podawane informacje są specyficzne, nie dublują się z innymi blogami. Jeśli ktoś napisał dobry artykuł na dany temat na innej stronie, to zamiast pisać o tym samym, lepiej się specjalizować i szukać niszy. Często z tego powodu pomijam opisywanie ciekawych ofert np. kont czy lokat, wspominam jedynie o tym. np w shoutboxie i podaję odpowiedni link. O tych tematach jest bowiem "głośno". 

Planuję częściej pisać posty zawierające linki od innych stron, gdzie znalazłem coś ciekawego. Dotychczasowe wpisy o inwestowaniu w akcje, instrumenty pochodne i waluty będę oczywiście kontynuował jako swoją specjalizację.

Zapraszam też do wzięcia udziału w ankiecie zamieszczonej po prawej stronie bloga. Pomoże ona dopracować jego treść.

Następny wpis będzie zawierał propozycje inwestycyjne na najbliższe miesiące.

środa, 1 września 2010

Podsumowanie sierpnia 2010

W minionym miesiącu zamykałem pozycje na akcjach by zebrane środki wpłacić na mieszkanie. Tauron Polska Energia sprzedałem po 5,12 zł ze stratą 0,2% po około 40 dniach trzymania akcji (i około 2 tygodni przed wzrostem kursu do 5,35 zł) oraz 70% LC Corp po 1,47 zł w dniach 19-24 sierpnia.




Nie były to niestety dobre ceny ale w tym okresie trudno było o wyższe. LC Corp jak na złość zaczął i to solidnie rosnąć wczoraj, 31 sierpnia - kilka godzin po publikacji raportu półrocznego. Było to jak na ironię, dzień po ostatecznej dacie na wpłatę transzy za mieszkanie. Tego też dnia sprzedałem pozostający pakiet akcji LCC po 1,62 zł po zwyżce o około 10% i notując 1% zysku licząc od ceny zakupu. Pozyskane środki przeznaczę na kolejną transzę mieszkaniową, której termin wypada 15 października a pozostałą część reinwestuję.

W sumie dzięki zyskom z opcji short call na miedź, USDPLN i złoto oraz uzyskaniu średniej ceny sprzedaży akcji LCC na poziomie 1,53 zł (wobec kursu 1,47 zł w dniu 31 lipca), miesiąc do miesiąca portfel zanotował zysk inwestycyjny w wysokości 2,1% przy wahaniach stopy zwrotu w trakcie miesiąca od -0,1% do 2,1% w dniu 31 sierpnia. Od początku roku stopa zwrotu z inwestycji wyniosła +16,4%. Średnioterminowo rzecz biorąc, moment na spieniężenie był więc dość dobry.

Z płynnych aktywów inwestycyjnych zostaną mi tym samym akcje TU Europa, depozyt zabezpieczający opcje short call oraz część gotówki ze sprzedaży LC Corp. Złożyłem już zlecenie na odkupienie pakietu LCC po niższej cenie. Myślę jednak, czy nie przerzucić tych środków na platformę opcyjną - tutaj przy większym ryzyku można zwiększyć stopę zwrotu.

Tak czy inaczej, 27 września wygasa opcja na miedź i tym samym zwolni się dość depozytu, by zaangażować się w inną pozycję. Z wartości obecnie trzymanych opcji short call nie zostało prawie nic, poza wyceną spreadu.

A w co Twoim zdaniem warto teraz inwestować?

piątek, 27 sierpnia 2010

Strategia "ziarnko do ziarnka" czyli o rabatach i bonusach słów kilka

Znacie na pewno przysłowie "ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka". Duże ilości składają się z małych ilości. Jeśli nie można zebrać dużo to można zebrać mało i kontynuować zbieranie gdzie się da i jak długo się da, by w końcu dojść do przysłowiowej "miarki".

Taka strategia jest kamieniem węgielnym wielu osób oszczędnych i inwestorów. Zakłada zwracanie uwagi nawet na drobne oszczędności i drobne przychody, które jeśli można powtarzać codziennie, przełożą się na spory kapitał (korzyści). Przykład oszczędności opisał inwestor Cheed na swoim blogu, wyjaśniając jak można w sieci Play zyskać około 60 zł na rozmowy dzięki przeniesieniu do nich swojego numeru telefonu.

Poniżej opiszę listę znanych mi programów klubowych, partnerskich i lojalnościowych, dzięki którym można regularnie tworzyć korzyści:

Zbieranie punktów

1. 5Plus - zbierasz punkty za opłacanie faktur / doładowania telefonu w sieci Plus GSM, regulowanie płatności poprzez polecenie zapłaty, staż w sieci a nawet dostajesz punkty na swoje urodziny. Punkty można wydawać na różne gadżety a z bardziej przydatnych, np. doładowania prepaid kart sieci Plus, prenumeraty czasopism dla pań i panów, bony zakupowe do Empiku czy salonów APART. Plus programu jest taki, że po zapisaniu się nie musisz robić zupełnie nic, punkty same się dodają do konta. Po 1-3 latach zależnie od wydatków, możesz mieć na roczną prenumeratę albo na nabycie książek kartą zakupową Empiku za 300 zł (co sam planuję zrobić).

2. Payback - punkty dostajesz za zakupy w sieci Real, za złotówki wydane na opłacanie rachunków w sieci Orange i TP SA, wydatki w sieci Jysk i u wielu innych partnerów. Punkty za wydatki telekomunikacyjne po rejestracji karty Payback "zbierają się same" a przy zakupach w sklepach kartę trzeba okazywać za każdym razem. Punkty są niestety niewiele warte, więc trzeba długo zbierać by mieć na coś sensownego. Co jakiś czas natomiast przychodzą pocztą różne kupony na zniżki i czy dodatkowe punkty i wtedy już można oszczędzić przy jednorazowych zakupach do kilkudziesięciu procent.

3. Premium Club - wśród partnerów są Link4 (ubezpieczenia) i Statoil. Karta się głównie przydaje jeśli na tej stacji tankujemy i co jakiś czas robimy zakupy. Kiedyś partnerem było też KFC i wtedy założyłem kartę. Teraz jej praktycznie nie używam. Katalog nagród jest bardzo szeroki, w tym jest wiele przedmiotów "droższych" które analogicznie wymagają wielu punktów a więc wielu tankowań.

4. Tesco Clubcard - zbierasz punkty za zakupy w Tesco. Dostajesz też kupony na znacznie tańsze zakupy np. kosmetyków czy żywności. Przy kasie za każdym razem trzeba okazać kartę. Co około kwartał dostajesz równowartość punktów w postaci bonów zakupowych w wykorzystania w Tesco. Punkty zbierają się dość wolno, można po 3 miesiącach dostać np. bony za 3-6 złotych mimo że się kilka razy w tygodniu robiło zakupy w Tesco.

5. Partnerskie karty kredytowe - np. Citibank Plus umożliwia zbieranie punktów 5Plus dzięki wykonywaniu nią zakupów a BZ WBK Payback analogicznie przyspiesza gromadzenie punktów Payback. Z kolei karta Rossmann mBank daje 5% na zakupy w wymienionej drogerii. Karta Citibank LOT  umożliwia szybsze zbieranie punktów Miles&More a do tego daje rabat na bilety LOTu. 

Niestety utrzymanie każdej z tych kart kosztuje kilkadziesiąt złotych rocznie, co w większości przypadków dewaluuje uzyskiwane korzyści. Tutaj tym bardziej trzeba przeliczyć, czy jest sens je zakładać. Korzyści muszą przewyższać kilkakrotnie koszty utrzymania karty. Druga opcja to wynegocjować, by opłata za kartę nie była w ogóle pobierana ale to się zdarzy pewnie tylko, jeśli wykonujemy ją zakupy za naprawdę duże kwoty.

Zbieranie zniżek

1. Karta rabatowa pralni chemicznej (Panda?) - pralnia jest często w galeriach handlowych. Płaci się za kartę 10 zł ale uzyskuje 10% "dożywotniego" rabatu na usługi. Można wyrobić przy pierwszej okazji jak trzeba oddać do prania chemicznego np. garnitur albo zimowy płaszcz. Możliwe że inne pralnie mają podobne programy.

2. Karty absolwenta. Większe uniwersytety (generalnie wyższe uczelnie) potrafią mieć dość rozbudowaną sieć kontaktów z lokalnymi firmami usługowymi. Sam kończąc Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, wyrobiłem taką kartę (bezpłatnie). Mam dzięki temu prawo do wstępu na niektóre koncerty (itp. wydarzenia kulturalne) ze zniżką na prawach studenta. Podobnie mogę kupować w niektórych księgarniach książki z rabatem albo korzystać ze zniżką z usług np. fryzjerskich.

3. Karta członkowska Stowarzyszenia inwestorów Indywidualnych. Pisałem o niej wcześniej tutaj. Członkostwa kosztuje od 60 zł (do 26. roku życia) do 90 zł rocznie. Ilość zniżek jest szeroka. Należy skalkulować, czy się członkostwo nam opłaca. Jeśli mamy płatny rachunek maklerski (np. 50 zł rocznie) i prowizję od transakcji na akcjach (np. 0,39%) to dzięki karcie SII możemy oszczędzić na opłatach znacznie więcej niż wynosi składka. Do tego możemy uczestniczyć bezpłatnie w spotkaniach SII lub dostaniemy rabat. Otrzymujemy też pocztą bezpłatny kwartalnik Akcjonariusz. Warto pomyśleć i SII, jeśli aktywnie działamy na giełdzie.

Powyżej opisałem tylko kilka przykładów najbardziej mi bliskich. A Ty z jakich programów lojalnościowych (kart rabatowych) korzystasz i jakie możesz polecić?

czwartek, 26 sierpnia 2010

Jaka premia za ryzyko i nasz wysiłek?

Komentarz Czytelnika Cashflow88 do ostatniego artykułu zmotywował mnie do opisania, w jaki sposób oceniam, czy warto posiadać w danym okresie w portfelu inwestycyjnym głównie akcje, instrumenty pochodne, surowce czy głównie oprocentowaną gotówkę na lokatach lub rachunkach.

Wszystko generalnie rozchodzi się o premię za ryzyko i kwotę tzw. wolną od ryzyka. Jeśli za bez ryzyka uznam oprocentowanie depozytów bankowych, to aby był sens lokować w akcje czy inne bardziej ryzykowne instrumenty, musi z ich posiadania wyniknąć widocznie więcej korzyści niż równowartość gwarantowanych odsetek bankowych.

W przypadku dowolnych instrumentów, proces inwestycyjny u inwestora fundamentalnego przebiega mniej więcej tak, że ustalana jest wartość godziwa (docelowa) a różnica od ceny bieżącej stanowi o potencjale wzrostu lub spadku. Należy też założyć jak najbardziej realistycznie, w jakim okresie ceny docelowe mają szanse zostać osiągnięte.

Następnie trzeba rozłożyć potencjał wzrostu na ten okres realizacji prognozy. Jeśli potencjał wynosi 50% a planowany okres na wzrost wartości to 3 lata, to będzie to około 14% rocznie. Taki jest potencjał średniorocznego zysku.

Teraz czas na kalkulację kwoty wolnej od ryzyka. Alior Bank niedawno poinformował o wprowadzeniu lokaty na 5,8% na 2 lata z dzienną kapitalizacją, co oznacza że przy zakładaniu dowolnej liczby lokat po maksimum 14-15 tys. zł, nie będzie trzeba płacić podatku Belki. Oprocentowanie ubruttowione wyniesie 7,59%. Jeśli założymy, że w III roku założymy podobną lokatę, to w wysokości 7,59% rocznie można ustalić zysk wolny od ryzyka.

Teraz czas zdać sobie sprawę, jakiej premii należy szukać by podjąć ryzyko inwestycyjne. Sam wymagam co najmniej 2% premii za fatygę. Inaczej szkoda mojego czasu i wysiłków. Zatem w tej chwili, by zainwestować w cokolwiek poza najlepszymi lokatami, kalkulowany realny zysk musi być wyższy niż 9,59%. 

Na tym nie koniec. Przecież przez te 3 lata dana inwestycja może nie przynieść takiego zysku jak oczekujemy. Trzeba oszacować ryzyko osiągnięcia niższego wyniku i wymagać dodatkowej premii za podjęcie inwestycji. Do tego można też skalkulować szansę na osiągnięcie wyższego wyniku lub tego samego ale wcześniej. Kumulując wpływ tych czynników, możemy żądać np. 2% ekstra za podjęcie ryzyk inwestycyjnych.

W sumie minimalna stopa zwrotu kwalifikująca do wejścia w inwestycję, rośnie nam do 11,59% rocznie. Jeśli sądzimy, że na danym instrumencie można zarobić średniorocznie przez dany okres np. 14%, to kwalifikuje się on do wprowadzenia do naszej listy inwestycyjnej. Nie oznacza to jednak, że mamy automatycznie wchodzić w dany instrument. Lepiej jeszcze raz skalkulować ryzyko, upewnić się i dopiero wtedy zdecydować.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Aktualności z portfela

W portfelu inwestycyjnym mam teraz akcje dwóch spółek z GPW: LC Corp (13% portfela) i TU Europy (24%). Pozycję LCC zmniejszyłem w tym miesiącu z 37% z racji innych wydatków inwestycyjnych. Uznałem że z dwojga złego lepiej nie redukować Europy bo ma lepsze wyniki operacyjne a planowana emisja akcji może w miarę szybko pozwolić zrealizować potencjał zysku.

Kurs obu firm porusza się w trendzie bocznym, w przypadku LCC od około roku a ERP od kilku już lat. W tym czasie (1-2 lat) sytuacja obu firm, jak i ta na GPW, się poprawiła i w każdym momencie może moim zdaniem pojawić się wybicie kursu z trendu bocznego. Teoretycznie, im dłuższa konsolidacja, tym większe może być wybicie.

Moją strategią jest kupowanie, o ile to możliwe w momencie, kiedy kurs zachowuje się spokojnie (trend boczny) albo jest w korekcie, tak że można nabyć akcje w cenie kilkumiesięcznych minimów. Tak też zrobiłem z Europą (średnia cena wejścia 122,25 zł), nieco słabiej poszło z LCC (cena wejścia 1,60 zł). Obie spółki są, jak sądzę, dobrą inwestycją w długim terminie. 

LC Corp jest ciekawy z racji:
- trzymania kosztów stałych (zarządu) w ryzach i ich redukcji w gorszych czasach
- wysokiej marży na sprzedaży mieszkań (idzie w zyskowność a nie w ilość, jak np. Gant); też dzięki temu ma relatywnie mniejsze zapotrzebowanie na kapitał obrotowy w relacji do zysków
- w porównaniu do innych spółek z branży jest dobrze zarządzany
- posiada niskie zadłużenie w stosunku do wielkości kapitału własnego, ok. 20-30%, co zmniejsza ryzyko operacyjne; np. w 2009 roku, kiedy banki nie chciały kredytować deweloperów, LCC budował głównie za środki własne i wpłaty klientów - jak deweloper ma niskie zadłużenie i jest godny zaufania, to klienci są bardziej skłonni do wpłat transz już na wczesnym etapie budowy
- od debiutu spółki na GPW nie było większej emisji akcji, dzięki czemu nie uległy rozwodnieniu ani kapitałów ani potencjalnych zysków na akcję; można przypuszczać że w średnim terminie także nie dojdzie do emisji (negatywne przykłady emisji były m.in. w Gancie i Polnordzie)

Minus LCC to głównie:
- drogo kupionych kilka działek w szczycie boomu, na których pewnie powstaną projekty z około zerową marżą. Dlatego nie ma co się spodziewać w najbliższym roku wysokich zysków operacyjnych
- spółką ostatnio nie interesują się więksi gracze, więc kurs jest w marazmie, zachowuje się gorzej niż indeksy

Z kolej plusy TU Europy to:
- utrzymujący się wysoki zwrot z kapitałów własnych umożliwił w ostatnich latach coroczny dwucyfrowy wzrost zysku na akcję. Zysk był głównie akumulowany w spółce. Na rok 2010 wskaźnik Cena/Zysk można prognozować na 8, przy cenie akcji ok. 125 zł. Tak dynamiczny rozwój działalności operacyjnej w końcu się przełoży na wzrost kursu.
- możliwe że do końca roku spółka przeprowadzi emisję akcji, 20% nowych akcji z przeznaczeniem kapitału na rozwój; 20% starych akcji sprzeda Getin Noble Bank. Zwiększenie free float powinno aktywować zainteresowanie funduszy. Jeśli wycena wskaźnikowa TU Europy ma się zbliżyć do wyceny PZU, to jest szansa na cenę za akcję ERP około 170-190 zł. Możliwy jest też wyskok kursu przed lub w trakcie przeprowadzania emisji.

Minusy ERP: 
- przeprowadzenie emisji akcji może się odwlec i możliwe, że przez długi czas kurs ani drgnie pomimo dobrych wyników finansowych spółki
- płynność akcji spółki jest niewielka, przez co trudno nabyć (i sprzedać) pakiet akcji większy niż kilkaset sztuk (równowartość kilkadziesiąt tys. złotych) bez znaczącej zmiany kursu.

Teraz i w perspektywie ok. 1,5 roku nie będę pewnie miał większych środków na włożenie w akcje, poza tymi, które już ulokowałem. Natomiast to, co ulokowałem, mogę trzymać bez wycofywania bardzo długo. Zastosuję więc strategię "kup i trzymaj", z bierzącymi cenami docelowymi: LCC ok. 2 zł a ERP ok. 180 zł. Daje to około 40% potencjału wzrostu w wypadku każdej ze spółek, co uważam za wystarczającą konkurencję dla depozytu bankowego, oprocentowanego maksymalnie na poziomie ok. 7% brutto rocznie. Jednocześnie zakładam, że wzrost kursu LCC i ERP nastąpi w najdalej 2 lata od teraz.

Pochodne

Ceny posiadanych przeze mnie opcji short call, na USDPLN, złoto i miedź, spadły prawie do zera i czekam do wygaśnięcia by zwolnić środki z depozytów i nie płacić za spread opcyjny. Opcja na miedź wygasa na koniec września a na pozostałe instrumenty na początku listopada. Uzyskane środki prawdopodobnie ulokuję w inne opcje short call albo short put. Jeśli będzie wysoki kurs to możliwe, że częściowo otworzę krótką pozycję na EURRON (zarabianie na dodatnich swapach). Pochodne powinny zapewnić mi w miarę regularne zyski w obliczu nieprzewidywalności zachowań kursów akcji w średnim terminie.

Gdzie zmierzają indeksy w średnim terminie?

Przychylam się do scenariusza wahań indeksu WIG20 między 2200 a 2600 w perspektywie do końca tego roku. Do tego przekonały mnie m.in. sierpniowy raport miesięczny DI BRE i ostatnie analizy na blogu Wojciecha Białka.

środa, 18 sierpnia 2010

Bezsens wieku emerytalnego

System emerytalny - drugi "Matrix"?

Jesteśmy świadkami dyskusji o potrzebie wydłużenia systemowo ustalanego wieku emerytalnego. Problem ten dotyka tak Polskę jak i inne kraje "rozwiniętego" świata. Przyczyną są oczywiście pieniądze a raczej ich deficyt. Ta z kolei jest wywołana nieefektywnością obecnego mechanizmu emerytalnego i państw w ogóle. Do tego dochodzi  konieczność obsługi długów zaciąganych głównie przez ostatnie 20 lat (objaw słabości systemu). Na to nałożył się trend demograficzny wydłużającego się średniego okresu życia.

W tym świetle, zastanawiam się, czy postawienie jednoznacznej granicy, kiedy wszyscy przechodzą na emeryturę ma sens. Przecież każdy chce przejść na emeryturę, kiedy jeszcze będzie w stanie coś ciekawego zrobić z czasem wolnym: pojechać na wycieczkę w góry, popływać w morzu lub chociaż na przejażdżkę rowerem a nie w wieku, w którym główną rozrywką są spacery z chodzikiem do ławki przed blokiem i z powrotem. 

Jest coraz bardziej czytelne, że poleganie na systemie, zostawia nas z przysłowiową ręką w nocniku. Pracujemy, płacimy podatki na różne ubezpieczenia i nietylko. Przerwanie tego ciągu następuje dopiero, kiedy jesteśmy niezdolni do pracy i często niezdolni do wypoczynku.

Czy wyjść z "Matrixa"?

Sterowanie zachowaniami społeczeństwa przez państwo kieruje nas jako jednostki na manowce. Nie ma sensu czekać do ukończenia 65, 67 czy 70 lat by przejść na emeryturę i porzucić aktywność zawodową. Wręcz sądzę, że czekanie tak długo jest dla nas szkodliwe.

Dlatego może lepiej pracować coraz mniej (i coraz lżej) już od momentu, kiedy pierwszą połowę życia mamy za sobą? Niech to będzie wiek 40 lat. To dobry moment by zacząć spędzać coraz więcej czasu na rozrywkach dla ciała, ducha, tym czym chcemy się zająć, a coraz mniej na pracy, która też nas absorbuje ale niekoniecznie wyzwala pozytywne emocje. 

Wiek 40 lat przypada też na okres, kiedy mogą ujawniać się symptomy pogarszania się stanu zdrowia. Pracując mniej a spędzając więcej czasu np. na łonie natury, odpoczynku psychicznym, możemy zabezpieczyć to zdrowie na dłużej. Możemy razem z żoną (mężem, dziećmi, przyjaciółmi, sąsiadami itp.) jeździć na wycieczki, biwaki itp. szeroko rozumiana integracja z tymi, z którymi chcemy być razem.

Kiedy i jak działać?

Jak z każdym działaniem, im wcześniej zaplanujemy jakie kroki i kiedy podjąć, tym lepiej. Jeśli już jesteśmy tuż przed czy po 40-stce, mamy na tyle czasu, by zmienić trajektorię na zbliżoną do wyżej opisanej. W najlepszej sytuacji będziemy jednak, jeśli jesteśmy uczniem szkoły średniej lub studentem. Wtedy całe nasze życia zawodowe mamy przed sobą i możemy całościowo pokierować naszym życiem dla osiągnięcia wyżej opisanego efektu.

Minus wyjścia z "Matrixa" emerytalnego jest taki, że tu i teraz musimy zacząć myśleć i działać na rzecz często odległej przyszłości. Musimy sobie uświadomić jak źle będzie jeśli nic nie zrobimy i nie przejmiemy na siebie brzemienia zadbania o przyszłość. 

Od razu nie zobaczymy owoców a tylko dodatkowe nakłady pracy. Zakładając, że zaczynamy od finansowego zera, mamy tylko około 15-20 lat pracy, by uzbierać dość majątku, wiedzy i doświadczenia zawodowego by w okresie od 40 do powiedzmy 55-60 roku życia móc pozwolić sobie na coraz lżejszą pracę i jednocześnie nie czuć zagrożenia bezrobociem. Jednocześni majątek pozwoli nam fajnie żyć na stuprocentowej emeryturze już w wieku 55-60 lat.

A jak Ty sobie wyobrażasz swoje życie? Czy wiesz jak zadbać o przyszłość? Czy robisz coś, co zapewni Tobie szczęście?

wtorek, 17 sierpnia 2010

Czy cenisz bezpieczeństwo?

Bezpieczeństwo jest uczuciem, które dociera do świadomości w zasadzie tylko dzięki istnieniu zagrożeń. Stracić można zdrowie,  pracę, oszczędności a nawet życie. Wartość każdego z wymienionych jest największa w naszych oczach im nas mniej dzieli od ich utraty. Może dlatego niektórzy lubią sporty ekstremalne jak wspinaczkę czy skoki na bungee, bo wtedy czują że żyją.

Teraz przełóżmy to na sprawy dnia codziennego i związane z finansami osobistymi. To one w znacznej mierze warunkują nasz poziom bezpieczeństwa względem utrzymania zdrowia fizycznego i psychicznego, posiadania pracy, tworzenia szczęśliwej rodziny dzięki zapewnieniu materialnych warunków do rozwoju.

Tak więc bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Czy oznacza to, że zamożni ludzie czują się bezpieczniejsi niż biedni? Generalnie zapewne tak, ale są różne przypadki. Czy bezpieczniej będzie czuła się rodzina wydająca miesięcznie 3.000 zł i mająca 60.000 oszczędności czy ta wydająca 20.000 zł i mająca 100.000 zł oszczędności? 

Zmierzam do tego, że bezpieczeństwo jest czymś względnym i inne są kwoty potrzebne by zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jednym z głównych czynników jest tu poziom naszych wydatków. Im one większe, tym większych środków potrzebujemy mieć w rezerwie, powiedzmy na takim "funduszu utraty źródła dochodu".

Druga kwestia to planowanie większych wydatków, które pojawiają się systematycznie w naszym życiu, jak np. urlop, zakupy sprzętów AGD czy komputerów. Na takie cele też lepiej mieć fundusz i zacząć na niego wpłacać już teraz, tak by zebrać wystarczające środki do czasu, jak coś trzeba będzie wymienić lub jak przyjdzie termin planowanego wypoczynku.

Trzeci ważny fundusz dotyczy naszego zdrowia. Co prawda płacimy spore kwoty na ubezpieczenie zdrowotne ale jak przychodzi co do czego, to trzeba nieraz czekać kilka miesięcy by dostać się na należne nam badanie lub zabieg. Znam przypadki osób, u których w trakcie oczekiwania, stan zdrowia się znacząco pogorszył. Dlatego, jeśli sytuacja wymaga by leczenie rozpocząć natychmiast, lepiej wyłożyć pieniądze z naszego prywatnego funduszu zdrowia i leczyć się prywatnie. Te środki także należy zacząć zbierać możliwie najwcześniej i wydawać oczywiście lepiej na profilaktykę niż na leczenie.

Podsumowując, bezpieczeństwo wiąże się z planowaniem przyszłości, w tym przypadku z planowaniem naszych finansów w horyzoncie do kilkudziesięciu lat naprzód. Podejmujemy czasem drobne działania tu i teraz, które razem tworzą coś bardzo wartościowego i często niemożliwego do osiągnięcia w krótkim czasie.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Na rozdrożu...

Od kilku miesięcy zastanawiam się, jakie będzie wyjście gospodarki polskiej i światowej z narastającego problemu zadłużenia państw. Nie prowadzę profesjonalnych badań ekonomicznych ani nie posiadam wykształcenia akademickiego w tym kierunku. Moje opinie powstają więc poprzez łączenie opinii różnych ekonomistów i obserwatorów rynku na własny sposób.

Do miejsc, które moim zdaniem zawierają najwięcej ciekawych komentarzy, należą: blog Wojciecha Białka, komentarze miesięczne DI BRE Banku, blog Trystero, blog dwagrosze, blog wykresygieldowe i kilkanaście innych stron. 

Poniżej opisuję stworzony szkic makroekonomiczny. 

Obecnie jesteśmy w fazie ożywienia na świecie, będącego w krajach rozwiniętych ociężałym odbiciem od dna z zeszłego roku. Kraje takie jak Polska i świata rozwijającego się są w lepszej sytuacji, jest silniejsza konsumpcja i większe ożywienie w eksporcie.

Podstawowy problem jest taki, ze sentyment konsumencki w krajach rozwiniętych jest kiepski, dominuje chęć oszczędzania na gorsze czasy i spłaty już zaciągniętych kredytów. Samo w sobie jest to dobre zjawisko ale jest źle odbierane bo nie przyczynia się do wzrostu zysku firm w krótkim terminie i źle rokuje na przyszły eksport z krajów rozwijających się. To z kolei stoi na przeszkodzie wzrostowi dochodów społeczeństwa.

Ta tendencja ograniczania konsumpcji i delewarowania wydaje się na tyle trwała, że trudno jest skłonić ludzi do większych zakupów i wszelkie bodźce w postaci realnie ujemnych stóp procentowych w tym nie pomagają. Banki też nie pożyczają pieniędzy tak łatwo jak kiedyś bo rynek pracy jest słaby i jest duży współczynnik kredytów nie spłacanych w terminie. Dlatego liczą sobie wysokie marże, w porównaniu do poziomu sprzed kryzysu. 

Pomimo niskich stóp procentowych, kredyty dla ludności i firm nie są wcale tak tanie. Jedynie zadłużające się kraje rozwinięte korzystają na tym, mając tańsze finansowanie deficytów i emitują coraz więcej obligacji, które są dalej obejmowane często przez fundusze inwestycyjne i banki.

Giełdy w takiej sytuacji, trudno by rosły dużo ponad obecne poziomy. W Polsce indeks WIG20 wzrósł już ponad 100% od dołka z wiosny 2009 roku i zdaje się, że trwające ożywienie jest już w cenach akcji. Na dyskontowanie kolejnych wzrostów zysków nie ma co liczyć bo takie wzrosty mogą nie nastąpić, a wręcz przeciwnie.

Na rynku surowców naturalnych króluje spekulacja zależna od szybko zmieniających się przepływów kapitałów między rynkami i od prognoz makroekonomicznych. Jak światowy wzrost PKB nieco przyspiesza, kapitał napływa na rynek metali przemysłowych czy paliw, powodując nieproporcjonalne wzrosty cen, szybko dyskontując przyspieszanie i spowalnianie wzrostu gospodarki w dłuższym horyzoncie

Podobnie każdy wzrost inflacji powoduje większe zainteresowanie surowcami, których ceny w długim okresie mogą odzwierciedlić inflację ale z racji na wysoką zmienność, ostatecznie czy będzie zysk czy strata zależy od timingu. 

Powszechna znajomość wskaźników wyprzedzających koniunkturę, zaburza znane historycznie reakcje rynków. Wcześniej kulminacja wzrostu giełd wyprzedzała kulminację wzrostu PKB. Teraz giełdy mają ruch w górę za sobą zanim wzrost PKB się w ogóle zacznie. Lepszym danym z gospodarki towarzyszą już spadki przed często dość odległym spowolnieniem.

Projekcje wzrostu czy spadku PKB, wzrostu i spadku inflacji są bardzo często zmieniane i dyskontowane w sposób niemal przypadkowy. Nie ma chyba sposobu stworzyć długoterminowej strategii opierającej się na takich prognozach. Każdy bowiem znaczący gracz na tym rynku tworzy prognozy pod swój portfel inwestycyjny, rekomenduje sprzedawać jak chce kupić i kupować jak sam chce sprzedać.

Jako że trudno mi wskazać, co się stanie na rynku długu, akcji czy surowców w perspektywie kilku lat z powodu przeciwstawnych argumentów, myślę, że rynek pozostanie dość rozchwiany ale ostatecznie za 1-2 lata poziomy indeksów akcyjnych czy surowców, mogą być realnie podobne do obecnych a zakres wahań może wynieść +/-15% od obecnego poziomu. 

W takich warunkach nie opłaca się dla większości aktywów stosować strategii kup i trzymaj a raczej spieniężyć inwestycje przy najbliższej kilku-kilkunastoprocentowej zwyżce i trzymać w gotówce. Jednocześnie warto się delewarować, oszczędzać i zmniejszać zobowiązania, tak by w razie długotrwałego marazmu gospodarczego, niższymi ratami od kredytów zrekompensować środowisko spadającej siły nabywczej dochodów netto (efekt niskiej realnej dynamiki płac i wzrostu podatków). Jednocześnie gotówki nie warto mieć za wiele z racji ryzyka inflacji, równowartość kilkuletnich wydatków domowych zupełnie wystarczy.

Odnośnie lokat, jestem sceptyczny co do lokat dłuższych niż 12 miesięcy. Z racji obaw inflacyjnych w Polsce, może dojść do wzrostu stóp procentowych i najlepsze oferty depozytowe będą za rok lepsze niż obecnie, może około 6% netto? (obecnie najlepsza to lokata 12-miesięczna z dzienną kapitalizacją w Open Finance na 5,25% netto).

W dłuższym terminie, powiedzmy 4-7 lat, myślę, że doświadczymy znaczącego wzrostu podatków od tego, co się posiada (nieruchomości, pojazdy), co się zarabia (PIT, ZUS, CIT)  i co się wydaje (wyższy VAT już puka do drzwi). Wszystko to wskutek spowolnienia gospodarczego i wzrostu deficytu budżetowego przyczyny bezpośrednie. Najważniejszym, pośrednim powodem, jest brak reformy budżetu i aparatu państwowego by zachęcić obywateli do większej aktywności gospodarczej.

Rządy krajów demokratycznych objawiły się nie tyle skłonnością do tzw. socjału co niegospodarnością i brakiem odpowiedzialności za błędną politykę gospodarczą. Jest to po części skutek tego, że w gospodarce jest coraz więcej polityki państwa. Demokratyczny aparat państwowy i sami obywatele, wypaczyli idee socjału przez tak liczne nadużycia, że można podważać sens wiary w samą ideę. Ideowo sytuacja demokracji modelu zachodniego jest podobna jak komunizmu z czasów schyłku systemu w Europie Środkowo-Wschodniej  i ZSRR w latach 80-tych.

Co zatem możemy zrobić? Myślę, że obecne zjawiska gospodarczo-polityczne przyczyniają się do wzrostu rozwarstwienia społecznego, który spowoduje wzrost ilości osób biednych a znaczny spadek tych, którzy są na dorobku czy tworzą zalążek tzw. klasy średniej (dotyczy Polski). W krajach rozwiniętych dojdzie do dalszego pogorszenia poziomu życia osób zarabiających 1-2 krotność minimalnego wynagrodzenia, trudniej będzie też odkładać pieniądze a jakakolwiek praca będzie na wagę złota.

Na takie zjawiska można poradzić poprzez myślenie o przyszłości jak o zimie w świecie natury, kiedy liczy się przetrwanie a o rozwoju (ekonomicznym) nie ma co marzyć. Teraz jest natomiast okres wczesnej jesieni, ostatnia szansa by zebrać ze stołu resztki po obiedzie z minionych lat prosperity. Ci, którzy wykarzą się największą dyscypliną budżetu domowego i gospodarnością, będą mieli w miarę spokojną przyszłość.