Początkowo miałem zamiar opisać perspektywy wszystkich aktywów, w które rozważam inwestycje w roku 2010, lecz być może nie byłbym w stanie zmieścić się w rozsądnej długości posta.
W 2009 roku najwięcej zarobiłem na akcjach. Ba, prawie wszystko to zysk na akcjach a waluty (zwłaszcza EURRON), towary (gaz ziemny) i opcje zaczęły urozmaicać inwestycje dopiero pod koniec tego roku.
Stąd zadaję sobie do tej chwili pytanie, co w następnym roku będzie w stanie pociągnąć moje inwestycje tak do góry, bym wyraźnie pobił wyniki lokat bankowych, osiągając minimum 10% realnej stopy zwrotu po opodatkowaniu.
Prawdopodobieństwo osiągnięcia takiego wyniku tylko na polskich akcjach wynosi moim zdaniem poniżej 50%.
Dlaczego tak uważam? Oto kilka powodów:
1) rok 2010, jeśli nie pogorszy się znacząco giełdowa koniunktura, powinien przynieść wysyp debiutów polskich firm, gdzie udziałowcem jest Skarb Państwa. Mam tu na myśli spółki energetyczne, PZU, wyjście z niektórych spółek chemicznych, może Polkomtel (operator Plus GSM; akcje ma PGE, PKN Orlen i KGHM), sprzedaż pozostałych resztówek (TP SA), zmniejszenie zaangażowania w KGHM i Lotosie. Wszystko to daje kilka, jeśli nie kilkanaście miliardów złotych, za które nabyte zostałyby prawdopodobnie inne akcje z GPW a które trafią do Skarbu Państwa na finansowanie deficytu.
2) kolejne IPO średnich i drobnych spółek, którym nadal będą dokuczały trudności w uzyskaniu kredytu na rozwój lub finansowanie obecnej działalności. Dla nich emisja akcji i wejście na giełdę może być najlepszym źródłem pieniędzy.
3) z racji rosnącego zadłużenia i wzrostu deficytu, Skarb Państwa będzie emitował większe ilości obligacji, głównie na rynek krajowy. ING szacuje, że może to być 0,5-1,0 mld PLN dodatkowej podaży obligacji miesięcznie (!). Wzrost wolumenów emisji powinien wystąpić także w innych krajach (finansowanie wydatków na walkę z kryzysem, które poniesiono w tym roku).
4) skutkiem punktu 3) jak i ożywienia w gospodarce (już w większości zdyskontowane w obecnych cenach akcji) będzie wzrost faktycznych stóp procentowych (WIBOR, EURIBOR, LIBOR) w drugiej połowie roku, co przełoży się na wzrost kosztów kredytowych firm oraz wzrost oprocentowania lokat i obligacji. Premia za ryzyko, jakie jest ponoszone przy inwestycji w spółki, istotnie spadnie co powinno co najmniej blokować możliwość dalszego wzrostu cen akcji wyrażonych w PLN.
Jestem jeszcze przywiązany do rynku akcji jako że głównie z nim mam doświadczenia i z niektórymi spółkami nadal wiążę nadzieje. Mam tu na myśli Noble Bank, PGF, Polnord i Nordea Bank. To warunkuje moją strategię dla polskich akcji, która wygląda następująco:
1) unikam zwiększania ekspozycji na polskich akcjach. Pozwalam rosnąć temu, co mam w portfelu i przy poziomach cenowych nie większych jak 20-30% powyżej obecnych, zamierzam realizować zyski. Obecnie w akcjach mam około 55% portfela.
2) przy realizacji zysków lub reinwestycji w akcje, będę większą wagę przykładał do zdolności spółki do generowania gotówki (np. obecny i prognozowany Cena/Zysk), podczas gdy w obecnym roku patrzyłem po połowie na niską wycenę do wartości księgowej (C/WK) oraz na generowanie zysku (C/Z). Jest to spowodowane tym, że uznaję obecny trend niewielkiego ożywienia za niezdolny do trwalszego przyspieszania, co znaczy że jeśli jakaś firma nie jest w stanie generować zysków teraz, po przejściu głównej fali kryzysu, to nie będzie w stanie tego zrobić w następnym roku a skutkiem tego będzie brak wzrostu kursu a nawet spadek.
3) posiadaną ekspozycję na polskich akcjach będę używał jako zabezpieczenie strategii opcyjnych, zwłaszcza "short call" na miedź i Wig20, które to instrumenty są w średnim terminie mocno skorelowane z cenami akcji.
4) około 18% pozostawiam w certyfikatach funduszy nieruchomości BPH i ARKA, oczekując jeszcze ok. 30% wzrostu kursu by zbliżyć się do wartości aktywów netto na certyfikat.
5) pozostałe niecałe 30% pozostawiam rynkowi walutowemu, towarów i opcji (te tematy będę jeszcze opisywał). Około 30% w instrumentach pochodnych, będzie dawać portfelowi duży potencjalny lewar i wyniki będą generowane w większości tutaj. W razie braku pomysłów te środki będą częściowo na lokacie krótkoterminowej.
Podsumowując, zakładam uelastycznienie portfela by umożliwić zarabianie na stagnacji i na spadkach poprzez pochodne ale jednocześnie wziąć udział we wzrostach kursu wybranych akcji.

2 komentarze, dodaj swoją opinię:
Rozsądne podejście. Szansa na to, że wig pofrunie jest nikła, natomiast porządne fundamentalnie spółki będą ciągle stanowiły ciekawą inwestycję (oczywiście o ile nie zobaczymy kolejnej padaczki)
Moim zdaniem rok 2010 będzie trudniejszy w inwestycje akcyjne z tego względu, że duże wzrosty mieliśmy w 2009 r. no i perspektywy ożywienia nie są takie różowe. Jeszcze jak weźmie się pod uwagę problemy Grecji czy Hiszpanii...
Ale znów z drugiej strony w co inwestować te masy dodrukowanych USD ?
Prześlij komentarz