sobota, 21 listopada 2009

Inwestowanie w złoto - fakty i mity

Do napisania artykułu skłoniła mnie tocząca się dyskusja pod wpisem na blogu Trystero. Dotyczyła ona wartości złota w czasie i przy zmiennych warunkach ekonomicznych, zwłaszcza w kontekście zwiększenia ilości pieniądza w gospodarce i wzrostu zadłużenia państw.

Poniższe zestawienie "faktów i mitów" może mieć charakter dyskusyjny.

Mit: Cena złota zawsze będzie rosła.
Fakt: Cena złota wyrażona w walutach (np. PLN) w długim okresie rośnie a jest to związane głównie ze spadkiem wartości waluty a nie siłą złota jako takiego. Złoto może tracić wartość względem ropy albo innych surowców, których ceny wzrosną szybciej.

Mit: Cena złota rośnie szybciej kiedy rośnie inflacja czyli złoto daje zabezpieczenie majątku przed inflacją i w czasie poważnego kryzysu.
Fakt: Cena złota w okresie kryzysu lub wysokiej inflacji może się znacząco zmieniać, np.: raz szybko rosnąć w początkowej fazie kryzysu (ucieczka od pieniądza papierowego) by w zaawansowanej fazie spadać (sprzedaż złota w celu finansowania egzystencji, korekta wcześniejszych wzrostów) i ulegać stabilizacji pod koniec kryzysu (uzupełnianie rezerw złotem kiedy sytuacja się poprawia, zmniejszenie podaży od osób zmuszonych do sprzedawania). Wszystko to sprawia, że złoto jest w czasach kryzysu surowcem bardzo spekulacyjnym i kupno kruszcu nie oznacza pewnego zarobku bo liczy się też moment zakupu i wartość względem innych towarów w momencie sprzedaży.

Mit: Należy trzymać w złocie około 10-15% oszczędności.
Fakt: W złocie można trzymać tyle środków, ile jesteśmy gotowi zainwestować na bardzo długi okres, nawet dłuższy niż fundusze akcyjne. Trendy wzrostowe lub spadkowe mogą trwać ponad 10 lat a okres inwestycyjny powinien zawierać w sobie co najmniej jeden pełen cykl, tak byśmy wchodząc bliżej szczytu, doczekali kolejnego i mogli wyjść z zyskiem, zakładając że szczyty cen będą położone coraz wyżej. W tym kontekście kupno złota na np. 1-3 lata można traktować tylko jako krótkoterminową spekulację.

Mit: Obecne ceny złota nie mają podstaw  fundamentalnych a rynek złota to jedna wielka spekulacja. Złoto nie kreuje wartości tak jak obligacje czy akcje. Ludzie kupują złoto tylko ze względów emocjonalnych i przez wzgląd na historyczny wzrost cen, który może się nie powtórzyć.
Fakt: Wartość złota jest w tej chwili trudna do ustalenia, bo coraz większą część rynku przejmują fundusze inwestujące w złoto dla swoich klientów, którzy chcą po prostu trzymać złoto. Także wzrasta zainteresowanie złotem w bankach centralnych krajów rozwijających się i posiadających duże rezerwy walutowe (Chiny, Rosja). Fundamentalna wartość złota jest najbliższa tej, jaką gotów jest zaoferować rynek jubilerski i  producenci stosujący złoto np. w elektronice.

Mit: Złoto jest negatywnie skorelowane z giełdami, tak że jeśli giełdy spają, cena złota rośnie i to pomaga utrzymać stabilną wartość naszych inwestycji.
Fakt: Powyżej opisana zależność miała rację bytu w przeszłości, kiedy dolar był silną walutą a USA miało o wiele niższe zadłużenie i wyższe stopy procentowe. Obecnie, kiedy rośnie apetyt na ryzyko, rosną giełdy i jednocześnie osłabia się dolar (pieniądze wypływają do bardziej ryzykownych inwestycji w innych walutach). Spadek wartości dolara pociąga za sobą wzrost cen surowców i towarów wyrażonych w dolarach, jak metale szlachetne (złoto, srebro), przemysłowe czy surowce energetyczne (ropa naftowa). Podsumowując, kiedy rosną giełdy, rośnie i cena złota a jak giełdy spadają, ceny złota też spadają choć na mniejszą skalę.

W powyższych przykładach chcę dać do zrozumienia, że istnieją opinie, powtarzane jak pacierz przez różnych doradców. Te opinie są uogólnieniami, czyli zawierają pewną ideę "w pigułce" a w rzeczywistości prawda jest bardziej złożona. Rynek nie będzie reagował jak automat i my też nie powinniśmy reagować jak automaty. Złoto może być ważnym elementem dywersyfikacji portfela inwestycyjnego ale nie dla każdego i nie po każdej cenie. Dlatego dla osób nastawionych bardzo długoterminowo do złota, rozwiązaniem może być stopniowa  a nie jednorazowa jego akumulacja, tak aby nie ryzykować kupna wszystkiego blisko szczytu cen.

Od kilku miesięcy jestem właścicielem błyszczącej sztabki Aurum i od tego czasu coraz bardziej interesuję się tym rynkiem. Myślałem nawet nad jej sprzedażą po osiągnięciu już pewnej dodatniej stopy zwrotu i zainwestowaniem na GPW, lecz nie czuję pośpiechu. Sztabki nie uwzględniam w portfelu, którego zmiany publikuję na blogu.

Posiadanie złota może dawać też więcej satysfakcji niż np. pakiet akcji czy zapis obligacji na rachunku inwestycyjnym. Przede wszystkim możemy co jakiś czas oglądać naszą inwestycję i się nią cieszyć. Osoby nie posiadające złota mogą nie wiedzieć, że jest takie zjawisko emocjonalne, bo sam o tym przekonałem się dopiero kilka miesięcy temu.

Wcześniej pisałem o złocie tutaj.

2 komentarze:

  1. gość codzienny24 listopada 2009 08:48

    Większość banków centralnych krajów gdzie władza myśli trzeźwo dłużej niż do kolejnych wyborów, trzyma swoje rezerwy z dużą przewagą złota (np Włochy 100%) i wymiaeniają wciąż posiadane papiery na ten (i nie tylko ten) metal szlachetny (Indie, Chiny). Trudne nazwać ich frajerami czy leszczami. Polska swoje złoto sprzedała za Balcerowicza (po 250$) i teraz mamy tylko 103 tony (nie w kraju) a reszta to śmieciowe amerykańskie obligacje. No i kto tu jest frajerem? Kto znowu wyjdzie jak Zabłocki na mydle, jaką nową przypowieść Polak sobie kupi? U mnie Au+Ag aktualnie ok. 12% portfela (nie wliczam do portfela nieruchomości), myślę o dalszym przeważaniu w rytm zjazdu dolara.

    OdpowiedzUsuń
  2. @gość codzienny

    w obliczu tak poważnych problemów nawet najsilniejszych krajów z zadłużeniem i utrzymaniem rozwoju w gospodarce, opieranie się na trzymaniu głównie gotówki (lokaty, obligacje) jest bardzo ryzykowne, co do czego jak rozumiem jesteśmy zgodni.

    Złoto czy srebro jest dobrą alternatywą. Jeszcze lepszą są także moim zdaniem nieruchomości, które generują regularne dochody (w odróżnieniu od złota). Dlatego jeśli tylko nasze zasoby przekroczą pewną wartość krytyczną, warto się zainteresować np. ziemią albo lokalami pod wynajem jako dodatkowym aktywem o ekspozycji większej niż metale szlachetne.

    W przypadku akcji, tutaj myślę główną rolę pełnią 4-7 letnie trendy, tzn. że po osiągnięciu pewnej fazy cyklu i wzrostu kursów, lepiej się wycofać z rynku i czekać na kolejną silną przecenę by akcje kupić ponownie. Prawdopodobnie stracimy część wzrostów (bo ciężko trafić i sprzedać na szczycie) ale i uchronimy się przed mocnymi wahaniami wartości portfela co w sumie powinno przynieść większe korzyści niż "kup i trzymaj" dla akcji przez np. 20 lat.

    W nieruchomościach z racji generowania corocznie zysków z najmu (lokale) lub bezpieczeństwa lokaty (ziemia) można pozwolić sobie na "kup i trzymaj" na bardzo długi horyzont inwestycji (nawet na kilka pokoleń).

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL