środa, 9 września 2009

Dobra lektura o inwestowaniu w wartość

Dzisiaj recenzja niewielkiej ale bardzo ciekawej i pouczającej Małej książeczki o inwestowaniu w wartość Christopher'a H. Browne'a (tytuł oryginału: A Little Book of Value Investing). Dziękuję Pawle ponownie za użyczenie lektury.

Kilka tygodni temu pisałem o Małej książeczce, która podbija rynek, w której autor, Joel Greenblatt, wyjaśniał jak skonstruować magiczną formułę pozwalającą zarabiać ponad indeks w każdych warunkach i uczynić ten proces automatycznym.

Christopher Browne pisze w zupełnie inny sposób, choć także szuka okazji, tzn, tanich i dobrych firm. Browne w swoim podejściu więcej czerpie z reguł Buffetta a jeszcze więcej z Grahama niż Greenblatt.

Co to oznacza? Oznacza to, że w książeczce o inwestowaniu w wartość, dowiemy się, że oprócz kwestii rentowności biznesu, jaki prowadzi firma i bieżących zysków, bardzo ważne jest sprawdzić jak się mają aktywa spółki, tzn. szukać firm, których aktywa są warte zdecydowanie więcej niż wynika to z bilansu.

Po drugie, Browne opisuje przypadki, jak zarabiał pieniądze na wyszukiwaniu spółek, które z różnych powodów stosowały odmienną politykę zawiazywania rezerw i odliczania amortyzacji.

Jak wiemy, rezerwy i amortyzacja obniżają zyski firmy bo są zaliczane do kosztów, natomiast nie wiążą się bezpośrednio z ponoszeniem wydatków i wypływem pieniędzy z firmy. Po pewnym czasie jest szansa, że część rezerw zostanie rozwiązana, podwyższając zysk.

Podobnie amortyzacja - inwestycja w fabrykę może zostać przez firmę zamortyzowana po 20 latach, podczas gdy po tym okresie fabrykę będzie można dalej eksploatować przez wiele lat. W kolejnych latach nie będzie już jednak takiej amortyzacji (ewentualnie koszty remontów ale niższe). Wpłynie to na sporo wyższy zysk spółki.

Tak samo budynki firm mogą być zamortyzowane do zera, podczas gdy one dalej stoją i posiadają określoną wartość. Ta wartość przez ostatnie 10-15 lat nawet zapewne wzrosła. W bilansie ich wartość wynosi natomiast zdecydowanie mniej.

Browne radzi kupować akcje takich spółek o ukrytym potencjale do podwyższenia wartości aktywów lub do podwyższenia zysków bez względu na sytuację rynkową a głównie uwzględniąc uwolnienie opisanego tu potencjału.

Sylwetka Christopher'a Browne'a

Browne jest dyrektorem i współwłaścicielem Tweedy Browne Company, firmy zajmujacej się pośrednictwem i doradztwem inwestycyjnym oraz Tweedy Browne Funds, który to fundusz lokuje środki w niedowartościowane spółki. Tweedy Browne LLC jest najstarszą firmą powierniczą na Wall Street.

W swoim życiu Browne wielokrotnie pracował dla Warrena Buffeta, wyszukując tanie i dobre spółki. Obaj w swoich inwestycjach i badaniach, kierowali się nieco zmodyfikowanymi zasadami inwestowania w wartość, które zostały wcześniej opracowane i zastosowane przez Benjamina Grahama.

P.S. Wiadomo że nie zawsze mamy czas na czytanie. Czasem jednak, np. w podróży w drodze na urlop, mamy kilka godzin, które można spędzić dowolnie. Takie sytuacje warto wykorzystać na kształcenie inwestycyjne. Wszystko oczywiście zależy od tego czy traktujemy to jako rozrywkę (źródło przyjemności z czytania i satysfakcji) czy obowiązek (brak przyjemności).

2 komentarze:

  1. Dzięki za polecenie obu lektur. Po sesji poprawkowej na pewno się za nie zabiorę.

    Twój artykuł mówi sporo na temat niedowartościowanych spółek. A co ze spółkami, a nawet indeksami, które są przewartościowane i ich P/E wynosi tyle ile na szczycie hossy?

    Z tego co pamiętam dedek na swoim blogu zwrócił "mi" na to uwagę. Ciekawy jestem jednak jak interpretować ten wskaźnik w czasach kryzysu i czy stosować odwrotną strategie w przypadku spółek przecenionych, do tej o której piszesz w poście.

    Dzięki za odpowiedź!

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Piotrek

    strategia inwestowania w wartość nie wyklucza kupowania nawet w czasach szczytu konunktury, pod warunkiem że upatrzona przez nas spólka jest niedowartościowana i może w dluzszym horyzoncie czasowym dać dobry zysk.

    Co do liczenia statystyk C/Z czy dividend yield dla ineksów w bessie, spójrz też na inne statystki. Mówię z pamieci, ale bodajże w 2002 roku (bessa) C/Z dla WIG20 byl podobny albo wyzszy niz ten za 2006 i 2007 rok (hossa). Co to oznacza? W bessie malo duzych spolek dobrze zarabia i wyniki sa slabe nawet biorac pod uwage spadki cen akcji. Dlatego pobieznie wyglada, ze akcja sa drogie.

    Nie ma co sie przejmowac takimi przeszlymi danymi bo przeciez np. odpisy Orlenu i Lotosu za I kwartal to przeszlosc a bylo tego ok. 2 mld PLN strat. Tak samo miliardy odpisow bankow na zle kredyty w I i II kwartale. Taka skala odpisow sie nie powtorzy w II polroczu a w 2010 roku czesc z odpisow moze nawet zostac odzyskana i podwyzszyc zysk.

    Rynek patrzy do przodu a wzrosty oznaczaja, ze coraz wiecej osob jest przekonanych, ze za te 6-9 miesiecy statystyki sie znacznie poprawia.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Komentarze niecenzuralne, nie odnoszące się do posta, pisane tylko w celach marketingowych i z użyciem opcji Anonimowy - będą usuwane.

W celu komentowania bez logowania, wybierz opcję Nazwa/adres URL